Trener pod pręgierzem
Edward Iordanescu znalazł się pod ostrzałem totalnej krytyki.
Opiekun Legii przegrał trenerską bitwę z Michalem Gasparikiem (na drugim planie). Fot. PAP/Art Service
LEGIA WARSZAWA
Z zatrudnieniem w warszawskim zespole byłego selekcjonera reprezentacji Rumunii, który przecież niewiele ponad roku temu prowadził Tricolori na niemieckim Euro, wiązano olbrzymie nadzieje. Przede wszystkim celem Wojskowych na ten sezon jest mistrzostwo Polski, którego najbogatszemu na dzisiaj rodzimemu klubowi nie udaje się zdobyć od 2021 roku. To wtedy triumfował 15. raz.
Wymienił cały skład
Teraz drużyna prowadzona przez Edwarda Iordanescu, który u siebie był mistrzem z CFR Cluj w sezonie 2020/21, ma już spore straty, a jeszcze dodatkowo przy Łazienkowskiej przegrała w Lidze Konferencji z tureckim Samsunsporem 0:1. W tym meczu szkoleniowiec wymienił – w stosunku do ligi – aż 10 graczy. W niedzielę wszyscy ci, co grali z Pogonią przed tygodniem, wrócili do skladu. Ten eksperyment nie powiódł się zupełnie, bo po przegranym pucharowym meczu przyszła też porażka – zasłużona – w Zabrzu. Górnicy wypunktowali rywala z Warszawy 3:1, nie dając mu wiele do ugrania.
- Widziałem dużo komentarzy dotyczących zmian w meczu pucharowym. To nigdy nie jest komfortowa sytuacja dla trenera, nikt nie lubi tego robić. Ufam całej grupie, a wszystko poparte jest wynikami badań i technologią, jaką dysponujemy. Przed meczem z Samsunsporem 5-6 zawodników miało czerwoną flagę, co oznaczało bardzo duże ryzyko odniesienia kontuzji. Taka sama sytuacja była z Kamilem Piątkowskim. Był zagrożony urazem i teraz widzimy, że faktycznie tak się stało. Wiem, że oczekiwania są bardzo wysokie, jak w każdym wielkim klubie. Wyzwaniem jest zbudowanie drużyny i w tym samym czasie zdobycie mistrzowskiego tytułu – mówił po przegranym meczu z Górnikiem trener Iordanescu.
Do kibiców Legii, których duża grupa była obecna na stadionie im. Ernesta Pohla, zwrócił się w następujących słowach. - Dziękuję bardzo kibicom za ich wkład i przyjazd na ten mecz. Muszę przeprosić za przykrość, jaka ich spotkała. Rozmawiałem z wieloma kibicami Legii i doskonale wiem, co jest skryte w ich sercach. To już cztery lata bez mistrzowskiego tytułu. Wiem, jak bardzo tego chcą i zasługują na to, ale przed naszą drużyną jest bardzo dużo pracy – zaznacza.
Krytykuje sędziów
Od początku sezonu Edward Iordanescu, którego ojciec Anghel jest postrzegany w Rumunii jak Kazimierz Górski w Polsce (m.in. za ćwierćfinał MŚ 1994), prowadził Legię w 20 meczach. 10 wygrał, a po 5 zremisował i przegrał. Niektóre z tych porażek są mocno kłujące, jak klęska z AEK Larnaka przed dwoma miesiącami 1:4 czy ostatnie dwie przegrane z rzędu, z Samsunsporem i Górnikiem. O mecz w Zabrzu, nie tylko zresztą o ten, Iordanescu ma szczególne pretensje do sędziów. Z Górnikiem rozjemcą był Łukasz Kuźma z Białegostoku.
- Nie szukam wymówek, ale to dla mnie zaskakujące, co dzieje się z sędziami podczas naszych meczów. Straciliśmy dwa punkty z Rakowem Częstochowa po rzucie karnym, który się nie należał. Powinien zostać odgwizdany rzut wolny. W starciu z Jagiellonią nam się należał karny. Z Górnikiem przy stanie 1:0 powinniśmy otrzymać „jedenastkę". Była oczywista. Proszę sprawdzić całą sytuację. Według mnie w tej sytuacji Sow został uderzony przez swojego kolegę, a potem zawodnik Górnika odbił piłkę ręką, a został odgwizdany faul w ataku. Pozostaje pytanie czyj? Taka sytuacja może diametralnie zmienić przebieg meczu. Nie dostaliśmy karnego i potem szybko straciliśmy gola na 0:2 - żali się Iordanescu. Teraz Legia traci do liderującego Górnika już siedem punktów, do wicelidera z Białegostoku sześć.
Michał Zichlarz
