To świadczy o słabości
Rozmowa z Markiem Kostrzewą, czterokrotnym mistrzem Polski w barwach Górnika Zabrze w latach 1985-88
17-letni Dominik Sarapata jest jednym z odkryć początku drugiej rundy. Fot. Szymon Górski / Press Focus
– Nie byłbym tak surowy w ocenach. W pierwszym meczu z Puszczą wydawało się, że trzy punkty są pewne. Było prowadzenie, kilka minut do końca, ale przydarzył się „wielbłąd” bramkarza i stąd strata dwóch punktów. Jakby była wygrana, to przy porażce w Szczecinie nic by się nie działo. Na Pogoni słaby mecz i można powiedzieć, że praktycznie trzy samobóje, bo pierwszy gol to znowu błąd Szromnika, a potem kiks młodego Szali, który źle podawał do bramkarza.
Strata trzech piłkarzy, przede wszystkim Damiana Rasaka i Norberta Wojtuszka, aż tak negatywnie wpływa na postawę zespołu?
– To byli piłkarze, którzy sporo wnosili i dawali. Teraz do tego grona trzeba jeszcze dodać chyba Janżę, który doznał kontuzji w Szczecinie. To już czterech podstawowych graczy i teraz trzeba liczyć na nowych zawodników.
Właśnie, pana opinia na temat sprowadzenia zimą do Górnika aż sześciu zagranicznych zawodników. Jak pan na to patrzy?
– Jest to niewiadoma. Proszę zauważyć, że zawsze ci, co przychodzą do Górnika, muszą mieć czas na przysposobienie się, na adaptację. To nie jest tak, że kupuje się kogoś za parę milionów i jest gotowiec do grania. Biorą kilku i tak naprawdę nie wiadomo, który wypali – jak oczywiście wypali. Janek Urban mówi, że trzeba z nimi popracować, że ważna jest adaptacja, czyli jakieś dwa miesiące, a to już może być po wszystkim. Trzeba bazować na tych zawodnikach, którzy są. Nie wiem, jak w przypadku Górnika sytuacja z nowymi zawodnikami wygląda. Może będzie nadzieja, że świeża krew. To może być coś, co będzie na plus dla Górnika. Po tych odejściach trzeba było coś nadrobić.
Dobrze w pierwszych meczach pokazał się 17-letni Dominik Sarapata. Jak go pan ocenia?
– Widać, że to fajny chłopak, to nie ulega wątpliwości. Nie boi się, podejmuje dobre decyzje. Taka jedna rzecz tutaj, bo albo świat piłki się zmienił, albo ja już czegoś nie rozumiem. O co chodzi? Jeżeli zawodnik ma 17 lat, debiutuje w pierwszym zespole i mówi się, że to jest piłkarz do grania, a nie do walki, to kurczę jakby 10-15 lat temu coś takiego było, to od razu z szatni by wyleciał (śmiech). Z Puszczą nie powiedziałbym, że był najlepszy na boisku, bo dopóki miał siły, to bez dwóch zdań najlepszy był Podolski. Świetnie rozgrywał, doskonałe przerzuty. W przypadku Sarapaty ważne, żeby go nie zagłaskać. Nie znam chłopaka, ale znałem wielu takich, co sodówka szybko uderzyła im do głowy i szybko znikali.
Na drugim biegunie jest 18-letni Dominik Szala, który – jak pokazał mecz w Szczecinie – nie ma łatwego okresu…
– Nie ma, zgadzam się. Tutaj teraz rola Janka i sztabu szkoleniowego, żeby za bardzo go nie zdołować. Mecz na Pogoni mu nie wyszedł, „Grosik” łatwo go ogrywał, ale z drugiej strony to powiedzmy sobie tak – dzisiaj w lidze Grosickiemu mało kto dorównuje. Jedyna rzecz w takiej sytuacji, w takim meczu, to podwojenie krycia, a w tych sytuacjach nikt mu nie pomagał. To ciekawy chłopak i głowa do góry, nie ma się co załamywać. A Janek Urban na pewno jeszcze mu pomoże, bo w pracy z młodymi zawodnikami ma oko na nich i dobrze się z nimi dogaduje. W pracy z tymi młodszymi trzeba dawać im szansę, bo w nich jest nadzieja.
Jak będzie w sobotę w meczu z Radomiakiem?
– Trzeba wygrać, bo to słaby przeciwnik. Widziałem go w grze. Tylko trzeba uważać na stały fragment, wyrzut z autu. Czyli Janek musi poświęcić tydzień na bronienie się przed jego autami.
Ostatnie pytanie o ligę. W 20. kolejce przegrał lider Lech, przegrały mistrz Polski Jagiellonia i mające mistrzowskie aspiracje Raków i Legia. O czym to świadczy? O słabości ligi, czy wręcz przeciwnie, że jest ona ciekawa, emocjonująca i że nie wiadomo, kto z kim wygra?
– To świadczy o słabości. Patrzę na to w ten sposób – widzimy, choćby jak to jest w Górniku, jakie są problemy ze sprowadzeniem zawodnika, ze zbudowaniem go, żeby potem ewentualnie coś zarobić. A tutaj na przykład w Rakowie siedzą na ławce i wchodzą na boisko w końcówce zawodnicy, których klub sprowadził wcześniej za milion euro. Ktoś mówi, że trener Rakowa ma być w reprezentacji, a tam grają sami obcokrajowcy i ci ściągnięci za takie pieniądze gracze nie mają miejsca w podstawowym składzie. Ja tego nie rozumiem.
Rozmawiał Michał Zichlarz
Marek Kostrzewa. Fot. sportdziennik.pl