To już wielki finał!
Faworyci z Oklahoma City kontra czarny koń z Indianapolis.
Trener Mark Daigneault i jego zespół są zdecydowanym faworytem do tytułu mistrza NBA. Fot. Kevin Jairaj-USA TODAY Sports/SIPA USA/PressFocus
Przed sezonem zapytano generalnych menedżerów wszystkich klubów NBA: kto będzie mistrzem? Ci najbardziej zorientowani i kompetentni postawili na aktualnych wciąż mistrzów. Aż 83 procent głosów padło na Boston Celtics. Tymczasem ekipa trenera Joe Mazzulli odpadła w półfinałach konferencji. Połamała sobie zęby na nowojorskich Knicks. Ale ci ostatni też nie dotarli do finału. Niektórzy (nieliczni) menedżerowie mieli jednak nosa - 13 procent wskazało, że mistrzem będzie Oklahoma City. I ten zespół wciąż jest w grze. Nikt natomiast nie wytypował finałowego przeciwnika Thunder, czyli ekipy Indiana Pacers. Ci ostatni są absolutnym underdogiem. W sezonie zasadniczym zajęli dopiero czwarte miejsce w swojej konferencji. Zanotowali aż 32 porażki, podczas gdy Oklahoma ledwie 14. To prawdziwa przepaść.
Bukmacherzy typują Grzmoty
Zdecydowanym faworytem finałów są Grzmoty. U bukmacherów ogromne pieniądze można zarobić, obstawiając zespół Pacers (kurs na nich wynosi 6.00, podczas gdy na Thunder ledwie 1.13). Kiedy startował play off dziennik USA Today zamieścił ranking faworytów do złota - Indiana znalazła się na odległym 11. miejscu (na 16 ekip).
Przed finałami sytuacja się powtarza - USA Today zapytał 5 swoich ekspertów o to, kto wygra. Wszyscy odpowiedzieli, że Thunder.
Ale powinni być ostrożni, bo Indiana to największa sensacja tegorocznych play off. Drużyna trenera Ricka Carlisle'a w pierwszej rundzie pokonała ekipę megagwiazdy Giannisa Antetokounmpo - Milwaukee Bucks. W półfinałach wyeliminowała rozstawionych z jedynką na Wschodzie Cleveland. Obie serie kończąc wynikiem 4-1. Wreszcie w finale Konferencji Wschodniej Pacers znów ograła zespół wyżej notowany, czyli New York Knicks.
Teraz kluczowe mogą okazać się dwa pierwsze mecze, które będą rozgrywane w Oklahoma City. Jeśli gościom uda się wyrwać choć jedno zwycięstwo, wtedy ta seria może być bardzo ciekawa. Pacers to spece od sukcesów na wyjazdach, w tym play offie zanotowali rekordową serię 6 kolejnych wygranych w halach rywali!
Indiana na udział w finale czekała 25 lat, Oklahoma City po raz ostatni zagrała na tym poziomie 13 lat temu.
Carlislie kontra Daigneault
Ciekawie zapowiada się pojedynek trenerów. Rick Carlisle w drugiej połowie lat 80, grał w NBA, był zawodnikiem Celtics, Knicks oraz New Yersey Nets. Nie był gwiazdą, raczej był graczem drugiego, a nawet trzeciego planu. Wziął się za trenerkę, skończył kursy, był grającym asystentem New Jersey Nets. Jako asystent pracował przy takich sławach jak Chuck Daly czy Larry Bird. Właśnie z tym ostatnim 25 lat temu doprowadzili Pacers do finałów.
- Szósty raz jestem w wielkim finale - trzy razy jako zawodnik, raz jako asystent trenera, po raz drugi jako główny szkoleniowiec - mówił w jednym z wywiadów. - To nie jest czas na otwieranie szampana. Kiedy dochodzisz do tego momentu sezonu, zostają tylko dwie drużyny i jeden cel. Staje się przed kwestią „wszystko albo nic. Rozumiemy klasę przeciwnika. Oklahoma City dominowało przez cały rok, a słowo "dominowało" pisane jest wielkimi literami. W obronie są świetni i mają mnóstwo gości, którzy potrafią zdobywać punkty. W finale zagrają dwie drużyny o podobnej strukturze, ale nieco innym stylu, więc myślę, że są zadatki na świetną serię - komentował główny trener Pacers.
Faworytów z Oklahoma City prowadzi Mark Daigneault. Jest dużo młodszy od rywala, on dopiero się urodził (rocznik 1985), gdy tamten biegał po parkietach NBA. Nie był zawodnikiem, karierę trenerską zaczął w 2007 roku jako szkoleniowiec akademickiej drużyny College of the Holy Cross w Worcester. Z Oklahomą związał się 7 lat później, początkowo pracował jako trener zespołu zaplecza Oklahoma City Blue. Głównym trenerem Thunder został przed pięciu laty. W ubiegłym roku wybrano go najlepszym trenerem NBA.
- Przed pierwszym meczem staramy się za dużo nie myśleć. Staramy się znaleźć równowagę. Z zespołami ze Wschodu, co naturalne, jesteśmy nieco mniej zaznajomieni. Z Denver czy Minnesotą grywaliśmy często, teraz przed meczem z Pacers potrzebujemy nieco szerszego wprowadzenia - tłumaczy.
Kanadyjczyk czy Kameruńczyk?
Kibiców interesują przede wszystkim pojedynki między zawodnikami. Gwiazdą Oklahomy jest Shai Gilgeous-Alexander, król strzelców rozgrywek, który został uznany za najbardziej wartościowego zawodnika sezonu zasadniczego. Kanadyjczyk rozgrywa znakomity sezon, przed kilku dniami do wielu nagród dołożył statuetkę dla MVP finałów Konferencji Wschodniej. - Cieszymy się z tego sukcesu, ale wciąż mamy wiele do zrobienia. Teraz zagramy, by osiągnąć nasz ostateczny cel - zapowiedział po ostatnim meczu z Minnesotą.
Gwiazdą Pacers jest Tyrese Haliburton. 25-latek przed miesiącem zajął pierwsze miejsce w niechlubnej klasyfikacji najbardziej przecenianych ligowców (odpowiedzi udzielało 90 graczy NBA). W tym play offie chyba dodatkowo zmotywowany wspomnianym "wyróżnieniem" Haliburton zaprzecza stereotypom i odgrywa decydującą rolę przy kolejnych wygranych swojej drużyny. Ma wsparcie w kolegach, z których kluczowy okazuje się Pascal Siakam. To Kameruńczyk zgarnął tytuł MVP za finałowe potyczki z nowojorskimi Knicks. W trzech z sześciu meczów zdobywał minimum 30 punktów. Haliburton zapowiada, że jego zespół, choć niedoceniany, powalczy o tytuł. - Ten klub dał mi szansę, dostrzegł we mnie coś, czego nie widzieli inni - mówi. - Teraz przed finałem mamy mnóstwo pracy. Będziemy gotowi - zapowiedział.
(pp)
TERMINARZ FINAŁÓW (do 4 zwycięstw)
◾ 5 czerwca (czwartek) Oklahoma City: Thunder - Pacers◾ 8 czerwca (niedziela) Oklahoma City: Thunder - Pacers
◾ 11 czerwca (środa), Indianapolis: Pacers - Thunder
◾ 13 czerwca (piątek), Indianapolis: Pacers - Thunder
◾ 16 czerwca (poniedziałek), Oklahoma City: Thunder - Pacers (ewentualnie)
◾ 19 czerwca (czwartek), Indianapolis: Pacers - Thunder (ewentualnie)
◾ 22 czerwca (niedziela), Oklahoma City: Thunder - Pacers (ewentualnie)
