To były katastrofy
Nie każda prywatyzacja to droga do sukcesu. Wiedzą coś o tym w Pogoni, Górniku i Koronie, czyli w klubach, które albo już zmieniły właściciela, albo wkrótce to zrobią.
Michael Mueller (pierwszy z prawej) zapowiadał, że Górnik powalczy o mistrzostwo, a skończyło się na spadku z ekstraklasy... Fot. Łukasz Laskowski / Press Focus
Pogoń i Bekdas
„Portowcy” już zmienili właściciela. Stało się to w poprzednim tygodniu. Jarosław Mroczek, który zarządzał Pogonią od 2011 roku, oddał wszystko w ręce tajemniczej Sport Strategy & Investment Limited. Nowy szef klubu Nilo Effori oglądał niedzielną wygraną jedenastki z Pomorza Zachodniego w Mielcu. O nim samym niewiele wiadomo. Jak sprawdził dr Artur Grabowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, w papierach widnieje, że jest Włochem, a przedstawia się jako Brazylijczyk. Mieszka w Londynie, gdzie ma wielki dom i pieska.
Zostawmy nowego szefa Pogoni, a spójrzmy, co doprowadziło do katastrofy ponad ćwierć wieku temu. Teraz zresztą dobrze też nie jest, bo klub ma 50 milionów złotych długu…
W 1999 miasto zaoferowało tereny wokół stadionu tureckiemu biznesmenowi ze Stambułu Sabriemu Bekdasowi. Miała powstać olbrzymia galeria handlowa. Zresztą Bekdas do dziś działa w tym segmencie, obracając milionami. Turek został prezesem klubu i naściągał do Szczecina znane nazwiska. Trenerem był Janusz Wójcik, a na boisku biegali m.in. Grzegorz Mielcarski, Jerzy Podbrożny, Dariusz Gęsior, Paweł Skrzypek, Kazimierz Wegrzyn czy król strzelców MŚ 1996 Rosjanin Oleg Salenko. W 2001 „Portowcy” zostali wicemistrzem Polski. Po tym sukcesie pojawiły się problemy. Mimo wcześniej zawartej umowy, władze Szczecina z prezydentem Edmundem Runowiczem nie wydzierżawiły Bekdasowi 18 hektarów wokół stadionu Pogoni. W tej sytuacji biznesmen w listopadzie 2001 roku wstrzymał finansowanie klubu i wkrótce wycofał się, zostawiając klub z ogromnymi długami. Kilka lat później Pogoń wylądowała w IV lidze…
Górnik i Allianz
W lipcu 2007 roku głównym udziałowcem Górnika została firma Allianz. Miliony euro miały pomóc w zdobyciu 15. mistrzostwa Polski. Cel ten postawił przed drużyną Michael Mueller, który był twarzą projektu. Zamiast tytułu najlepszej jedenastki w kraju, przyszła jednak fatalna zapaść źle zarządzanego klubu. Mimo pieniędzy, kibiców i nadziei przyszedł fatalny początek rozgrywek 2008/09. Po czterech meczach drużyna uzbierała zaledwie punkt i nie zdobyła choćby jednego gola. Kibice domagali się odejścia ze stanowiska szkoleniowca Ryszarda Wieczorka i tak też stało się na początku września 2008 roku. Trenerem został Marcin Bochynek, a pomagali mu Marek Kostrzewa i Marek Piotrowicz. Dwa tygodnie później wybór szefów Allianzu padł na trenera z najwyższej półki na naszym podwórku, czyli Henryka Kasperczaka, który wcześniej zdobywał kolejne mistrzostwa Polski z Wisłą i z powodzeniem prowadził afrykańskie reprezentacje. Jego pobyt w Zabrzu nie był jednak udany. Szczególnie fatalne było zimowe okienko – za spore pieniądze sprowadzono graczy (Robert Szczot czy Paweł Strąk), którzy niewiele pomogli, a ich wysokie kontrakty odbiły się wielką finansową czkawką (trwa to do dziś). Skończyło się na drugim w historii spadku, a Allianz w 2011 wycofał się z klubu. Większościowy pakiet przejęło miasto i tak jest do dzisiaj.
Korona i Burdensky
W 2017 roku pakiet 72 proc. akcji Korony kupił słynny Dieter Burdensky – legendarny bramkarz Werderu Brema, który w tym klubie zagrał prawie pięćset meczów, bronił także w reprezentacji RFN i był na mistrzostwach Europy w 1984 roku. Z jego ramienia w klubie rządził były obrońca GieKSy Krzysztof Zając. Jedną z jego pierwszych decyzji było zwolnienie dobrze radzącego sobie wtedy z drużyną trenera Macieja Bartoszka. Korona miała funkcjonować na poziomie klubów Bundesligi, a skończyło się na sprowadzaniu tabunu zawodników (głównie zagranicznych), przepłaconych kontraktach i oczywiście spadku z ekstraklasy. W roku 2020 klub miał 17 milionów złotych długu, a z pomocą – jak zawsze – pospieszyło miasto. Za symboliczną złotówkę odkupiło udziały od Andreasa Hundsdorfera, który nastał po Burdenskim.
Michał Zichlarz