Tego tytułu mu brakowało
Mistrz świata Tadej Pogacar sięgnął we Francji po mistrzostwo Europy. Zrobił to – jak zwykle – w wielkim stylu!
Zdjęcie unikatowe, bo Tadej Pogacar nie będzie jeździł w koszulce mistrza Europy, gdyż jest mistrzem świata, a to ważniejszy trykot. Fot. UAE Team Emirates
Znany ze spektakularnych samotnych rajdów Słoweniec tym razem zaatakował 75 km przed metą. Chciał odjechać później, ale nie mógł już liczyć na pomoc kolegów z reprezentacji, a mocna ekipa Belgii na podjeździe wywierała coraz większą presję. Jej lider, wicemistrz świata Remco Evenepoel, który tym razem nie miał problemów z rowerem, jak to miało miejsce tydzień temu w Rwandzie, nie był w stanie, choć próbował, utrzymać się przy Pogacarze. – Kiedy oderwałem się od niego, starałem się tak regulować tempo, żeby utrzymywać minutową przewagę. Wyścig był trudny, tego się spodziewałem, ale nadal jestem w bardzo dobrej formie i to pokazałem – podkreślił zwycięzca, dla którego to pierwsza wygrana w mistrzostwach Europy.
Dwukrotny mistrz świata i czterokrotny zwycięzca Tour de France wcześniej tylko raz wziął udział w tej imprezie (piąte miejsce cztery lata temu), bo do tej pory jej profile były skrojone pod sprinterów i właśnie oni triumfowali. Tym razem organizatorzy przygotowali wymagającą trasę z wieloma wspinaczkami, co skusiło do startu także wielkiego rywala Słoweńca z Wielkiej Pętli, Jonasa Vingegaarda. Duńczyk, podobnie jak dwóch reprezentantów Polski, Danny van der Tuuk (Holender, który drugi sezon jeździ w naszych barwach) i Jakub Kaczmarek, nie ukończył jednak rywalizacji. Warto wspomnieć, że do mety dojechało tylko 17 zawodników spośród 97, którzy wystartowali.
Za plecami Słoweńca toczyła się bardzo ciekawa walka o dwa pozostałe medale. Evenepoel, który w środę został mistrzem Europy w jeździe indywidualnej na czas, przez wiele kilometrów usiłował zmniejszyć dystans do prowadzącego. Początkowo robił to w towarzystwie trzech innych kolarzy, ale widząc, że nie może na nich liczyć, udanie zaatakował i potem gonił już samotnie. Ostatecznie do zwycięzcy zabrakło mu pół minuty. Jako trzeci, ku ogromnej uciesze gospodarzy, dotarł najmłodszy w stawce, ledwie 19-letni Paul Seixas. Na ostatnich podjazdach Francuz atakował tak zaciekle, że w końcu zostawił z tyłu inną z rewelacji niedzielnego wyścigu, Włocha Christiana Scaroniego.
(g)
WYNIKI
Elita mężczyzn (202,5 km):
1. Tadej Pogacar (Słowenia) 4:59.292. Remco Evenepoel (Belgia) strata 31
3. Paul Seixas (Francja) 3.41
4. Cristian Scaroni (Włochy) 4.04
5. Toms Skujins (Łotwa) 4.16
6. Juan Ayuso (Hiszpania) 4.21. Danny van der Tuuk i Jakub Kaczmarek nie ukończyli.
