Taka jest piłka...
Po raz pierwszy od momentu rozpoczęcia wiosennych zmagań GieKSa przegrała.
Szósty gol w sezonie Sebastiana Bergiera nie pomógł GieKSie w wywalczeniu choćby punktu. Fot. PAP / Wojtek Jargiło
Ci, którzy zdecydowali się na spędzenie minionego poniedziałkowego wieczoru przed telewizorem lub na stadionie w Lublinie, oglądając mecz Motoru z GKS-em Katowice, z pewnością nie żałowali.
Emocje z obu stron
Piłkarze obu zespołów wywołali sporo emocji, dzięki temu, jak grali i jak potoczyło się spotkanie. Byliśmy świadkami wielu zwrotów akcji – na prowadzenie pierwsi wyszli katowiczanie, następnie dwa gole zdobył Motor. Później, po zmianie stron, pierwszą bramkę w ekstraklasie zdobył Borja Galan i doprowadził do wyrównania. Na sam koniec do siatki trafił z kolei Samuel Mraz i Motor mógł cieszyć się z pierwszego zwycięstwa po zimowej przerwie.
GieKSa natomiast po raz pierwszy w 2025 roku zaznała smaku porażki. Nie był to jednak mecz, po którym zawodnicy Rafała Góraka zasłużyli na krytykę. Grali nieźle, szczególnie w ataku, choć pod koniec meczu brakowało im pomysłu na to, jak zdobyć gola na 3:3. Mimo tego spotkanie było wyrównane. Co więcej, trener gospodarzy Mateusz Stolarski podkreślił, że w wielu momentach przyjezdni przeważali. – Graliśmy z bardzo dobrym rywalem i chwała drużynie, że wygrała, choć w wielu momentach to GKS był lepszy od nas – powiedział po ostatnim gwizdku szkoleniowiec. W wyniku dobrej gry katowiczanie strzelili dwa gole, które były po prostu niewystarczające w tym spotkaniu. Dlatego opiekun GieKSy Rafał Górak nie był szczególnie zły po zakończeniu rywalizacji. – Jestem bardzo zadowolony z poziomu gry, jaki prezentowali moi zawodnicy. Taka jest jednak piłka, że wyjeżdżamy z Lublina bez punktu, ale ciężko wygrać, kiedy traci się trzy bramki. To nieczęsto nam się zdarza – stwierdził 51-letni trener. Wspomniał też o kilku niewykorzystanych sytuacjach w drugiej połowie. Rzeczywiście, Sebastian Bergier miał doskonałą okazję do strzelenia bramki wyrównującej. Bartosz Nowak także oddał niezwykle groźny strzał, ale fantastyczną interwencją popisał się bramkarz Kacper Rosa. Wychodzi więc na to, że remis katowiczanom po prostu nie był pisany.
Za dużo strat
Oczywiście nie sposób nie zauważyć błędów, jakie popełniała defensywa GKS-u. Szczególnie było to widoczne przy drugim trafieniu lublinian autorstwa Bradly’ego van Hoevena. Arkadiusz Jędrych niecelnie podał w stronę Mateusza Kowalczyka, a pomocnik GieKSy nie był w stanie przyjąć futbolówki, przez co lublinianie przejęli ją przed polem karnym Dawida Kudły. Chwilę później golkiper musiał wyciągać piłkę z siatki.
Takie mecze rzeczywiście nieczęsto zdarzają się katowiczanom. W tej sprawie trener Górak bezapelacyjnie ma rację. Ekipa ze stolicy województwa śląskiego w tym sezonie trzy bramki (lub więcej) traciła tylko w czterech meczach, wliczając też starcie z Motorem. Warto dodać, że w jednej z tych rywalizacji, konkretnie z Cracovią, wygrała 4:3!
Najważniejszym zadaniem dla całej drużyny z Katowic jest sprawienie, by meczów z tak dużymi stratami było jak najmniej. Czy to się uda osiągnąć, dowiemy się zapewne już w niedzielę, gdy GieKSa pojawi się na terenie mistrza Polski. W rundzie jesiennej pokonała Jagiellonię u siebie 3:1, gdy ta była jednak w gorszej dyspozycji.
Kacper Janoszka
CZY WIESZ, ŻE…
Liczba bramek Sebastiana Bergiera wciąż rośnie. W poniedziałek zdobył szóstą w tym sezonie, dzięki czemu umocnił się na pozycji lidera pośród polskich „dziewiątek” w lidze. Żeby zostać najskuteczniejszym Polakiem, bez podziału na pozycje, musiałby wyprzedzić Bartosza Kapustkę (dziewięć trafień) oraz Piotra Wlazło (osiem goli, w tym sześć z karnych).