Szlachetna, męska walka
WYMIANA KOSZULEK - Wojciech Kuczok
Raków spartaczył szanse na mistrzostwo Polski, tracąc 8 punktów w ciągu ostatniego miesiąca, nie ma co się teraz obrażać na zawodników Piasta, jeśli ci nie zagrają meczu życia w Poznaniu. Fani spod Jasnej Góry mogą oddać się już chyba tylko modlitwie, bo nawet na kibolskie motywatory nieformalne nie ma co liczyć. Wszyscy z wszystkimi mają kosę. Piast, Lech, Widzew i Raków się nienawidzą, więc nie będzie powtórki z 2012 roku. Przypomnę, że Śląsk zdobył wtedy mistrzostwo kosztem Ruchu, bo musiał wygrać w ostatniej kolejce na stadionie zaprzyjaźnionej naonczas Wisły. Kibole krakowscy złożyli swoim pupilom propozycję nie do odrzucenia, wszystko było jasne, bukmacherzy wycofywali zakłady, ale Śląsk do przerwy nie potrafił pokonać świetnie dysponowanego bramkarza Sergieja Pareiki. I jeśli dzisiaj mógłbym stanąć twarzą w twarz z Michałem Probierzem, ówczesnym trenerem Wisły, to zapytałbym go, dlaczego w przerwie tamtego meczu zmienił golkipera. Wisła przegrała, bo kibole tak kazali. Teraz kibole zajęci są raczej wyborami prezydenckimi, bo ich ziomal dumnie pręży muskuły i z dumą wspomina chuligańską przeszłość. Szczerze mówią, powisa mi teraz to, czy mistrzem będzie Lech czy Raków, a w pucharach zagra Jaga czy Pogoń - i tak latem wszyscy skończymy w zupie o brzydkiej brunatnej barwie.
Oto niepostrzeżenie przeszliśmy z czasów kibolstwa antyrządowego (za poprzedniej kadencji premiera Tuska stadionowym powerplayem była rymowanka „Donald matole - twój rząd obalą kibole!”), poprzez kibolstwo prorządowe (za rządów PiS zwłaszcza legijna Żyleta wiodła prym w patriotycznym przekazie, a także bezpośrednich groźbach pod adresem opozycyjnych mediów), aż po moment, w którym lada dzień głową państwa zostanie koleżka chwalący się swoim czynnym udziałem w regularnych zbiorowych mordobiciach. Kandydat Nawrocki nazwał te zmagania „szlachetną, męską walką wręcz”, a także „aktywnością sportową”. Należy uściślić, że w chuligańskim słowniku „szlachetność” jest antonimem „szlachtowania” - chodzi o to, że w odróżnieniu od szalikowców z grodu Kraka cała reszta polskiego kibolstwa przestrzega paktu o nieużywaniu białej broni. A zatem szlachetnie jest wtedy, gdy ekipy osiłków umawiają się na gołe pięści i nie kopią leżących - poza tym wszystkie chwyty dozwolone. Oto więc wydziarany kibol zblatowany z trójmiejskimi gangusami tuż przed drugą turą wyborów prezydenckich przechwala się częstym udziałem w grupowych nawalankach objętych paragrafem kodeksu karnego - i czyni to z pełną świadomością, że w ten sposób raczej zyska niż straci na poparciu. Połowa obywateli naszego kraju chce mieć prezydenta-zakapiora. Czarny, czy raczej biało-zielony dowcip losu sprawił, że o fotel głowy państwa walczą teraz dwaj fani gdańskiej Lechii (no bo z tym, że Rafał Trzaskowski jest człowiekiem Tuska spierać się nie zamierzam).
Otóż, skoro nie przestałem kochać piłki nożnej, takoż i nie zrzeknę się obywatelstwa z powodu stadionowej patologii. Bardzo bym się pogniewał, gdyby na słusznej fali obrzydzenia Nawrockim modelem męskości i mężności wylano dziecko z kąpielą - radykałowie z lewej strony barykady gotowi zaraz uznać, że kto chodzi na mecze, ten pisior i konfiarz, futbolem interesują się wyłącznie incele, kuce i dziadersi, a pisanie o futbolu jest kompromitujące dla ludzi pióra. Czniam ich tak samo, jak tych, którzy twierdzą, że felietonistom sportowym nie wolno wyrażać poglądów politycznych. Mistrzem Polski i tak jak zwykle będzie Polska.
