Szkoda, że nie Grubiorze...
KOMENTARZ „SPORTU” - Piotr Płatek
Za nami trzy kolejki I ligi koszykarzy. Katowiczanie są na dnie tabeli, nie wygrali jeszcze meczu, co gorsza przegrywają wszystko w fatalnym stylu. Drużyna rezerw, która gra w II lidze, także przegrała dotąd wszystko, co było możliwe.
Trochę jak stryjek z wiersza Brzechwy, który zamienił siekierkę na kijek, w Katowicach zamieniono dwa silne zespoły z II ligi, w tym jeden, który wywalczył awans, na dwa bardzo słabe, które regularnie są bite przez rywali. Coś poszło nie tak...
Źle się dzieje w obrębie samej drużyny, która chyba nie została dobrze zbudowana. – Nasza postawa i to, jak na razie to wszystko wygląda, pozostawia wiele znaków zapytania – szczerze komentował po środowym spotkaniu w Tychach skrzydłowy Karol Nowakowski. – Brakuje nam charakteru, woli walki, zaangażowania wszystkich zawodników przez 40 minut – dodawał trener Łukasz Szczypka. To ostatnie stwierdzenie wydaje się kluczowe, bo pojedynczy zawodnicy potrafią błysnąć, nieźle zagrać w jednej kwarcie czy połowie, a potem absolutnie zniknąć z pola widzenia. Nie wszyscy pokazują swoje możliwości. Czasu na zmiany jest niewiele, bo liga tempo narzuciła bardzo duże. W sobotę kolejny mecz.
Już początek zwiastował klęskę. Kto wymyślił nazwę Miners? Klub ze stolicy Górnego Śląska, czyli regionu, który ma własny język, postawił na jakieś oklepane angielskie słowo.
Czy nie można było pofantazjować albo popytać ludzi, którzy o języku śląskim wiedzą naprawdę dużo, choćby Roberta Talarczyka, szefa Teatru Śląskiego czy Grażynę Bułkę, znakomitą aktorkę tego teatru albo Szczepana Twardocha, wybitnego pisarza, członka społecznej Rady Ślōnskigo Jynzyka?
Przed sezonem klub fantastycznie przedstawiał nowych zawodników – przed NOSPR-em, na Nikiszowcu i Trzech Stawach, przy pianinie na rynku. To całkowity brak spójności z angielską nazwą.
Przecież zamiast Minersów, mogliśmy mieć w Katowicach Grubiorzy czy Hajerów. Albo nazwać klub Szychta Katowice? Zabaw językiem śląskim mogło być w tym wypadku mnóstwo. Jeśli brakowało inwencji, może warto było wrócić do historycznej nazwy Baildon, pod którą miasto po raz ostatni oglądało ekstraklasę? Cóż, postawiono na Miners. I to moim zdaniem był początek kłopotów.
Ile osób identyfikuje się z taką nazwą i klubem, które wybiera taki szyld? Na inauguracji zobaczyliśmy, że... 250. Tylu kibiców pojawiło się na historycznym, pierwszym spotkaniu po zjednoczeniu klubów. Wybór hali też nie okazał się szczęśliwy – wszystko wskazywało, że nowo zbudowana Arena Katowice będzie domem nowego zespołu koszykarzy. Tymczasem niespodziewanie Miners trafili na obrzeża, do Szopienic. I tam pojechali za nimi nieliczni fani.
Ktoś powie: przecież to dopiero początek sezonu, po co więc się czepiać? Właśnie dlatego powstał ten tekst. Bo to początek sezonu i wciąż jest czas na zmiany.
Świetna sesja zdjęciowa w najciekawszych punktach Katowic zupełnie nie współgra z oklepaną angielską nazwą klubu. Fot. Facebook Miners Katowice
