Szczęście w nieszczęściu
Sparingi a mecze ligowe to zupełnie inna dyscyplina sportu - przekonuje trener Ireneusz Mamrot.
Tomasz Walczak miał prawdziwe „wejście smoka” do zespołu Miedzi. Fot. miedzlegnica.eu/Ernest Kołodziej
Przystępując do meczu ze Stalą Rzeszów, podopieczni trenera Ireneusza Mamrota znali wyniki Bruk-Betu Termaliki Nieciecza i Arki Gdynia. Zdawali sobie sprawę, że wygrana pozwoli zmniejszyć im dystans dzielący ich od przodowników. Szkoleniowiec drużyny znad Kaczawy wprawdzie nie mógł liczyć na pomoc pauzującego za nadmiar żółtych kartek Bośniaka Adnana Kovaczevicia, ale nie zmieniało to faktu, iż to Zielono-niebiesko-czerwoni byli faworytem.
Gol „stadiony świata”
Tymczasem prawda była brutalna dla faworyzowanego zespołu z Legnicy, a jego piłkarze powinni z radości skakać pod sufit, że udało im się wywalczyć punkt. Strzału lewą nogą, jakim popisał się w doliczonym czasie gry stoper „Miedzianki” Mateusz Grudziński, nie powstydziłby się nawet Lionel Messi. I dzięki temu trafieniu „stadiony świata” gospodarze sobotniej potyczki nie zostali z pustymi rękami. Bardzo źle wyglądała gra w obronie, piłkarze z Rzeszowa zbyt łatwo ogrywali defensorów Miedzi i dochodzili do sytuacji strzeleckich. Dość powiedzieć, że sędzia Patryk Gryckiewicz nie uznał dwóch goli dla gości. Na pewno zawiódł pozyskany za 175 tysięcy euro napastnik Gustav Engvall. Od piłkarza mającego za sobą występy między innymi w IFK Goeteborg i KV Mechelen, z którymi zdobył puchar Szwecji i Belgii, oczekiwałem znacznie więcej. Wprawdzie nie zgadzam się z opiniami niektórych kibiców legnickiej jedenastki, którzy uznali go za statystę i twierdzili, że do momentu zmiany drużyna Ireneusza Mamrota grała w dziesiątkę, ale 29-letni napastnik rozczarował. Szansę do rehabilitacji będzie miał w najbliższą niedzielę, gdy jego drużyna zmierzy się na wyjeździe z ŁKS-em Łódź.
Rozdwojenie jaźni
Trener Ireneusz Mamrot długimi momentami nie poznawał swojego zespołu. To nie była ta Miedź, która kapitalnie prezentowała się w zimowych sparingach. - Pierwsza połowa, chociaż nie stworzyliśmy zbyt wielu sytuacji, była przyzwoita w naszym wykonaniu, było dużo wysokiego pressingu – powiedział 54-letni szkoleniowiec. - Dłużej byliśmy w posiadaniu piłki, budowaliśmy akcje, tak jak chcieliśmy. Brakowało tylko konkretów z przodu, ale graliśmy stabilnie, czego zabrakło nam po przerwie. To był kolejny mecz, w którym sprokurowaliśmy rzuty karne. To nie ma prawa się zdarzyć, musi być więcej spokoju w polu karnym. Pierwsza „jedenastka” podyktowana przeciwko nam to była sytuacja stykowa, więc trudno mieć pretensje do chłopaka, który po raz pierwszy grał w podstawowym składzie (Jan Leończyk – przyp. BN). Natomiast w drugim przypadku wślizg naszego piłkarza był niepotrzebny.
Dedykacja dla taty
Meczem ze Stalą Rzeszów w zespole „Miedzianki” zadebiutował wypożyczony z Rakowa Częstochowa 19-letni napastnik Tomasz Walczak. Gola dla swojej nowej drużyny zdobył zaledwie po dwóch minutach pobytu na boisku! - Na pewno cieszy bramka strzelona w debiucie, szkoda, że nie zapewniła nam zwycięstwa - powiedział wychowanek Legii Warszawa. - Ale taka jest piłka, po mojej bramce wygrywaliśmy 2:1, nie udało się nam tego korzystnego wyniku dowieźć do końcowego gwizdka. Z przebiegu meczu uważam, że ten remis jest dla nas cenny. Mój gol? Nie ukrywam, że na zgrupowaniu była podobna sytuacja, gdy zagrałem do Matiego Bochnaka. Teraz to się trochę inaczej ułożyło, ale będę pracował na treningach, by strzelać więcej goli. Swoją bramkę zadedykowałem mojemu tacie, który jest największym moim kibicem i jeździ na mój każdy mecz.
Na zakończenie prezentuję garść statystyk, które pokazują, jaki szalony był to mecz: posiadanie piłki 56:44%, strzały celne 6:8, strzały niecelne 5:9, rzuty rożne 2:4, spalone 1:1, faule 21:13.
Bogdan Nather