Sport

Szalony gol

„Duma Pomorza” odniosła piąte zwycięstwo w tym roku, ale wygrana z Piastem Gliwice rodziła się w bólach.

Napastnik Pogoni Efthymis Kolouris (na pierwszym planie) cały czas imponuje fenomenalną skutecznością. Fot. Szymon Górski / Press Focus

POGOŃ SZCZECIN

Z faktami się nie dyskutuje, a te są takie, że „Portowcy” odnieśli piąte zwycięstwo w tym roku i zapewnili sobie przepustkę do półfinału Pucharu Polski. Co prawda gole zwycięzcy strzelili dopiero w dogrywce, a zrobili to najlepszy snajper Pogoni Efthymis Kolouris oraz kapitan zespołu Kamil Grosicki, ale jakie teraz to ma znaczenie?

Nie było zwątpienia

Potyczka z Piastem Gliwice nie była dla gospodarzy przysłowiową bułką z masłem, zwycięstwo rodziło się w bólach, lecz liczy się efekt i nic więcej. – Był to niezwykle trudny mecz – przyznał trener „Dumy Pomorza”, Robert Kolendowicz. – Spotkały się dwa bardzo dobrze zorganizowane, taktyczne zespoły. Piast był bardzo dobrze przygotowany i dlatego wieloma momentami nie mogliśmy grać tak, jak lubimy. Pewnie postronnemu kibicowi w pierwszej fazie mecz mógł się nie podobać, ale najważniejsze było zwycięstwo i je osiągnęliśmy. Jestem niezwykle zadowolony z naszych liderów. Wiara nam cały czas przyświecała, nie widziałem w drużynie ani jednego momentu zwątpienia. Jestem bardzo dumny, że ta wiara cały czas w nas była. Strzeliliśmy fenomenalne gole, to zasługa indywidualnej jakości „Kulu” i Kamila. Jestem pełen podziwu dla Valentina Cojocaru za ważne interwencje oraz dla zmienników, którzy weszli na boisko. Chciałbym również podkreślić, że Krzysiek Kamiński (dotąd bronił w pucharowych meczach Pogoni – przyp. gak) to fantastyczny członek zespołu. Pewnie liczył, że zagra, jednak podjąłem inną decyzję. On mocno nam pomaga i nas wspiera. Chcę takich zawodników, którzy mają dużą jakość indywidualną, ale przede wszystkim chcą dobra zespołu. Jesteśmy dalej w Pucharze Polski i to najważniejsze. Mamy tam ciągle „unfinished business”. Mówiłem o krętych drogach, które prowadzą czasem do pięknych miejsc. Mam nadzieję, że trafimy wreszcie do tego pięknego miejsca.

Na najwyższych obrotach

To miłe, że porównujecie mnie do Zlatana Ibrahimovicia, strzelonego gola będę bardzo dobrze pamiętał i ciepło wspominał powiedział jeden z bohaterów środowej potyczki, strzelec pierwszego gola (piętką!) dla Pogoni, Efthymis Kolouris. Natomiast najważniejszy jest awans drużyny do następnej rundy rozgrywek. Zdobyłem szaloną bramkę. Kiedyś już byłem blisko strzelenia gola tzw. skorpionem, lecz dopiero teraz udała mi się ta sztuka. To był bardzo trudny mecz, Piast jest drużyną dobrze zorganizowaną w defensywie. Skutecznie bronili się, dlatego też nie mogliśmy budować akcji z taką intensywnością, jakiej oczekiwaliśmy. Wiedzieliśmy, że tak właśnie wyglądają mecze z tą ekipą. Natomiast byliśmy cierpliwi, cały zespół dał z siebie wszystko, pracowaliśmy na najwyższych obrotach. Cieszę się z tego, że awansowaliśmy dalej oraz że mogłem pomóc drużynie. Dziękuję za wsparcie kibicom. Jestem zadowolony ze swojej dyspozycji w ostatnim czasie. Znajduję się w dobrej formie, zresztą jak cała drużyna. Ale przed nami w tym sezonie jeszcze wiele meczów i chcemy w nich zwyciężać. Jak choćby już w sobotę z Lechem Poznań. To nasze najbliższe wyzwanie. Jeżeli zdobywam bramki, to pomagam drużynie w realizacji jej celów. To dla mnie najistotniejsze, bo wiem, że zespół potrzebuje mnie w dobrej dyspozycji strzeleckiej.

Droga do kadry?

Czy grecki snajper liczy na powołanie do reprezentacji swojego kraju na marcowe mecze? Oczywiście, że chciałbym, żeby tak się stało stwierdził stanowczo Kolouris. Czekam na zaproszenie od selekcjonera (od 2024 roku jest nim Serb Ivan Jovanović przyp. gak). Moim zdaniem zasługuję na to, żeby wrócić do reprezentacji, natomiast decyzja nie należy do mnie, lecz do sztabu i trenera kadry. Ja mogę tylko w każdym kolejnym występie dla Pogoni starać się grać jak najlepiej, dzięki czemu może zostanę doceniony. Liczę, że w najbliższym czasie będzie mi dane reprezentować mój kraj.

Bogdan Nather