Sport

Szaleńcza pogoń

Daniel van Tonder wygrał pierwszy turniej HotelPlanner Tour, w którym na pewno nie było nudno.

Daniel van Tonder znowu wygrywa! Fot. Getty Images/HotelPlanner Tour Communications

Pierwszym turniejem nowego sezonu był SDC Open, niegdyś w cyklu Challenge Tour, od tego roku przemianowanym na HotelPlanner Tour. 17 stycznia włodarze drugiej ligi europejskiej podpisali wieloletnią umowę ze sponsorem tytularnym, w wyniku czego po raz pierwszy od oficjalnego startu rozgrywek w 1989 r. zmieniły one swoją nazwę. Jakkolwiek by na to patrzeć, był to pierwszy triumf 33-letniego Południowoafrykańczyka w tej lidze, pierwszy w tym roku i pierwszy pod nowymi auspicjami.

Z cicha pęk

Od początku finałowej potyczki na południowoafrykańskim polu Zebula niewiele wskazywało na to, że Daniel van Tonder właśnie tam może powiększyć swoją bogatą kolekcję trofeów. 7 uderzeń straty do lidera może być jednak doskonałym momentem na atak. Zawodnik ma niewiele do stracenia, a bardzo wiele do zyskania. Gra staje się trochę łatwiejsza, bez obciążeń i bez oczekiwań. Martwić musi się lider, który zdaje sobie sprawę, że za nim kłębi się ławica gotowych na wszystko rekinów. Podobnie było w ubiegłą niedzielę w Limpopo. Reprezentant gospodarzy – Altin van der Merwe - był liderem po 54 dołkach rywalizacji. Sklasyfikowany na 1272. miejscu w rankingu światowym prowadził czterema uderzeniami przed Francuzem Sebastienem Grosem. Otwierała się przed nim wielka szansa, więc presja była ogromna. 7 uderzeń za nim czaił się jego rodak – Daniel van Tonder. Altin zaczął obiecująco, od dwóch birdie na pierwszych sześciu dołkach. Później przyszły kłopoty. Birdie się wyczerpały, a cała runda zakończyła się rezultatem +2. Rozkręcał się za to grający w grupie tuż przed nim Daniel. Po niemrawym początku - jednym birdie i jednym bogeyu - coś dobrego zaczęło się dziać na dwunastym dołku. Trafił tam dopiero drugie birdie dnia, a następnie dorzucił cztery kolejne na czterech ostatnich dołkach! Musiała rozstrzygnąć dogrywka, która skończyła się już za pierwszym podejściem. Na ponownie rozgrywanej osiemnastce uciekający Altin zanotował podwójnego bogeya, a par Daniela przypieczętował zwycięstwo. Niegdyś 71. zawodnik rankingu światowego teraz awansował z pozycji 386. na 242.

Zjadł zęby na dogrywkach

- To niesamowite – powiedział. - Gram w tym turnieju od jakiegoś czasu i zawsze lubiłem to pole. W tym roku moja gra była całkiem dobra, dałem sobie kilka szans i je wykorzystałem, więc było fajnie. Każde zwycięstwo jest wyjątkowe, ale być w tyle, myślę, że w pewnym momencie siedmioma lub ośmioma strzałami, i zakończyć zwycięstwem, nie jest takie złe. Żadna wygrana nie jest łatwa, ale ta zdecydowanie zalicza się do moich najlepszych.

SDC Open, jak to zwykle bywa na początku roku, zaliczany był zarówno do rankingu HotelPlanner Tour, jak i Sunshine Tour. Podobnie będzie w trzech kolejnych wydarzeniach rozgrywanych na południowoafrykańskich polach, w toczącym się od czwartku MyGolfLife Open, przyszłotygodniowym Cell C Cape Town Open i NTT DATA Pro Am. Van Tonder, który w tym sezonie zwyciężył już dwukrotnie w sierpniu na Sunshine Tour, teraz dodał trzecie trofeum, wspinając się na szczyty rankingów obu lig. Nawiązując do wygranej w Kenya Savannah Classic i tego, że tam również wszystko rozstrzygało się w dogrywce, twierdził, że podoba mu się ściganie liderów ostatniego dnia.

- Robię to od jakiegoś czasu i lubię od czasu do czasu gonić za kilkoma wynikami i po prostu wywierać presję. Udało mi się wykorzystać szansę i to właśnie zrobić, a potem czekałem, co się stanie. Właściwie oblizałem wargi na myśl o szansie na eagle’a na ostatnim dołku, myśląc, że to trochę wszystko ułatwi. Jednak zawsze lubiłem dogrywki. Wygrałem już kilka z nich.

Skała

Na swoim koncie ma bagatela 11 zwycięstw Sunshine Tour, jedno wspólne z HotelPlanner Tour i jedno DP World Tour. Aż 7 razy stawał do dogrywki, wygrywając cztery z nich. Swój najcenniejszy triumf świętował w Kenii, na DP World Tour. W finale w 2021 roku wyczarował wtedy fantastyczną rundę 64, co wymusiło play off z Jazzem Janewattananondem z Tajlandii. Po dwóch dodatkowych wizytach na osiemnastym dołku Karen Country Club, krótki putt na birdie podczas trzeciej z nich okazał się decydujący. Wzruszony Daniel dziękował wtedy caddiującej mu żonie - Abigail van Tonder - za pomoc i to, że pozwoliła mu zachować spokój, gdy sytuacja była nieco nerwowa.

- To było bardzo wyjątkowe. Pomagała mi jako caddie przez siedem lat. Była ze mną na dobre i złe. To było coś wyjątkowego widzieć, jak wszystko wreszcie się układa i móc się tym dzielić. To bardzo ekscytujące. Oboje ciężko pracowaliśmy. Trochę to trwało, ale udało się i jestem bardzo szczęśliwy – moja żona jest wniebowzięta. Jestem bardzo szczęśliwy i wdzięczny. Pracuj ciężko i bądź pokorny. Kocham moją żonę, ona jest skałą. Ona mnie uspokaja i napawa optymizmem we wszystkim.

Będzie powtórka?

Po wygranej w SDC Open Daniel nie wydaje się gotowy na... zwalnianie tempa. Po świetnych rundach 62 i 66 jeszcze wczoraj był liderem kolejnego turnieju rozgrywanego w jego ojczyźnie, tym razem w Pecanwood Golf & Country Club. Po genialnej pierwszej rundzie, zawierającej 8 birdie i eagle’a również prowadził.

- Grałem dobrze przez ostatni rok, więc miło jest złapać falę – powiedział. - Całkiem miło jest dla odmiany rozpocząć tydzień z wynikiem -10. Nie gra się tutaj trudno, więc można uzyskać dobre rezultaty. Nie trafiłem kilka birdie, więc mam jeszcze kilka dni, aby, mam nadzieję, osiągnąć jeszcze lepszy wynik.

Rozstrzygnięcia MyGolfLife Open hosted by Pecanwood Estate w niedzielę. Wtedy okaże się, czy Daniel na swoją długą listę dorzuci kolejne trofeum.

Kasia Nieciak

WYNIKI


Jeden z kibiców na polu Zebula. Fot. Facebook Sunshine Tour