Światło po drugiej stronie tunelu
Gary Woodland zwyciężył po raz pierwszy od czasu, kiedy niecałe trzy lata temu usunięto mu niezłośliwego guza mózgu. Jego triumf w Texas Children's Houston Open to inspirująca historia powrotu wielkiego mistrza na szczyt.
Triumf, ulga i wzruszenie. Fot. Texas Children's Houston Open
Jak skała
Na papierze niedzielna batalia rysowała się jasno, jako pojedynek Hojgaarda z Woodlandem. Znając jednak kontekst, lęki i demony Woodlanda, spowodowane potworną traumą, którą przechodził niedawno, i która wciąż go nie opuszczała, tak naprawdę wcale nie było oczywiste, że te przeżycia nie powrócą w decydujących momentach. Tymczasem on był twardy niczym skała. - Wygrałem US Open, co było spełnieniem marzeń, ale ten puchar smakuje inaczej. To jest triumf życia nad chorobą. To dowód na to, że mrok, w którym byłem, nie miał nade mną ostatecznej władzy – mówił po być może największej wygranej w swoim życiu. Niedzielę rozpoczął z dużą pewnością siebie, grając rozważnie, ale agresywnie tam, gdzie pozwalały na to warunki. Dzięki serii trzech birdie na dołkach 7, 8 i 9 zbudował bezpieczną przewagę, co pozwoliło mu odskoczyć od rywali na sześć uderzeń. Nicolai niespecjalnie stawiał opór, notując 71 strzałów, swoją najsłabszą rundę w turnieju. Ostatecznie Gary w finale popisał się wynikiem 67, fantastycznie radząc sobie z putterem. Kiedy zmierzał do ostatniego greena, jego partnerzy z grupy, Nicolai i Min Woo Lee, celowo zostali w tyle, by pozwolić mu samotnie przejść przez szpaler wiwatujących kibiców i w pełni przeżyć ten moment triumfu. - Gdy szedłem w stronę ostatniego dołka, a kibice skandowali moje imię, pomyślałem o wszystkich osobach, które przechodzą przez własne bitwy zdrowotne. Chciałem im pokazać, że po drugiej stronie tunelu naprawdę jest światło - powiedział Woodland.
Nie wolno się poddawać
Jego zwycięstwo w Teksasie nie było tylko emocjonalnym powrotem – to była deklasacja rywali, która zapisała się w księgach rekordów PGA Tour. Mistrz US Open z 2019 roku grał w sposób niemal bezbłędny, łącząc swoją legendarną moc uderzenia z nową, wręcz chirurgiczną precyzją na greenach. Zakończył turniej z wynikiem 21 poniżej par, co było najniższym rezultatem w historii turnieju, odkąd przeniósł się na pole Memorial Park. Poprzedni rekord wynosił „skromne” -20! Poza tym dość mocno pognębił rywali, triumfując z przewagą pięciu uderzeń nad najbliższym z nich - Nicolaiem Hojgaardem. Woodland, który historycznie miewał problemy z krótką grą, w Houston był nie do zatrzymania, zyskując ponad 8.5 uderzenia nad stawką tylko dzięki puttingowi. W trakcie całego turnieju nie zaliczył ani razu trzech puttów. Genialnie wykorzystał swoją siłę fizyczną, grając dołki par -5 na łączny wynik -12. Trafił łącznie 24 birdie, jednego eagle i tylko 5 bogeyów. Jego średnia odległość drive'ów wyniosła bagatela 318 jardów. Występ zapewnił mu nie tylko czek na 1,78 mln dolarów, zaproszenie na Masters, ale przede wszystkim potwierdził, że po 923 dniach od operacji usunięcia nowotworu mózgu wrócił do ścisłej światowej czołówki. Trzymając puchar, nie krył łez, a jego słowa odbiły się szerokim echem w całym świecie sportu. - Jeszcze kilka miesięcy temu walczyłem o to, by chcieć wstać z łóżka, a dzisiaj stoję tutaj jako zwycięzca. Ta wygrana nie jest o golfie – jest o tym, że nigdy nie wolno się poddawać, nawet gdy twój własny mózg mówi ci, że to koniec - dodał triumfator.
Wszechobecny lęk
Historia jego choroby i jej przezwyciężenie to jeden z najbardziej poruszających powrotów w dziejach sportu. To nie był tylko guz, ale też walka mistrza o zdrowie psychiczne i fizyczne, która niemal zakończyła jego karierę. Zaczął odczuwać, że coś jest nie tak, na początku 2023 roku. Objawy nie były fizycznym bólem, ale ekstremalnymi zaburzeniami neurologicznymi. Miał powtarzające się napady lęku, budził się w nocy z przerażającym przekonaniem, że zaraz umrze. Czuł irracjonalny strach, którego nie potrafił opanować. Podczas turniejów jego dłonie zaczynały drżeć. Często wydawało mu się, jakby nie był sobą, co początkowo brał za objawy stresu lub wypalenia. Badanie rezonansem magnetycznym wykazało guz mózgu zlokalizowany w ciele migdałowatym, obszarze odpowiedzialnym za strach i emocje. Guz uciskał ośrodek strachu, a to powodowało, że jego mózg nieustannie wysyłał sygnały o śmiertelnym zagrożeniu, mimo braku obiektywnych przyczyn. Przez kilka miesięcy próbowano leczenia farmakologicznego, by uniknąć operacji. Leki nie działały, a objawy się nasilały. Operacja była niezwykle skomplikowana. Trwała kilka godzin, a chirurg musiał wyciąć część guza, starając się nie uszkodzić kluczowych funkcji motorycznych. Przed operacją jego obawy nie odnosiły się do sportu, ale do jego roli jako ojca i męża. - Najbardziej bałem się nie tego, że nie zagram już w golfa. Bałem się, że po operacji obudzę się i nie będę wiedział, kim są moje dzieci i żona. Kiedy kładli mnie na stół operacyjny, jedyną rzeczą, o jakiej myślałem, było to, czy znowu usłyszę ich głosy. Golf był wtedy na ostatnim miejscu mojej listy zmartwień - opowiadał z przejęciem.
Niezwykły powrót
Po udanej operacji we wrześniu 2023 roku fizyczny powrót do zdrowia był stosunkowo szybki, ale już to, co działo się w jego głowie, było znacznie trudniejsze. Przez miesiące jego mózg musiał uczyć się na nowo, że nie jest już w niebezpieczeństwie. Powrót do golfa wymagał ogromnej cierpliwości. - Bywały momenty podczas turniejów, gdy nagle traciłem ostrość widzenia. Patrzyłem na dołek i widziałem ich trzy. Musiałem po prostu odejść od piłki, wziąć głęboki oddech i modlić się, żeby to minęło przed następnym uderzeniem - opisywał.
Gary musiał na nowo budować swoją odporność psychiczną, która wcześniej była jego mocną stroną. Kluczową rolę odegrała żona, Gabby, która pomagała mu przejść przez dni, w których bał się nawet wyjść z domu. Dopiero trzy tygodnie temu, tuż przed turniejem The Players publicznie przyznał, że po zabiegu zmagał się z zespołem stresu pourazowego, udzielając niezwykle szczerego i emocjonalnego wywiadu Rexowi Hoggardowi z Golf Channel. Przyznał, że diagnozę PTSD otrzymał około rok wcześniej, a ukrywanie jej było bardzo wyczerpujące. - Nie mogłem już dłużej marnować energii na udawanie. Ukrywanie tego wszystkiego było wyczerpujące. Czułem się, jakbym umierał w środku, jakbym żył w wielkim kłamstwie, mówiąc wszystkim, że wszystko jest w porządku, podczas gdy mój świat się rozpadał - wyznał, co okazało się oczyszczające i stało się przełomowe w procesie niezwykłego powrotu. - Diagnoza PTSD była dla mnie szokiem, bo zawsze uważałem się za twardziela. Ale kiedy w końcu to zaakceptowałem i o tym powiedziałem, poczułem, jakby z moich pleców spadło tysiąc funtów. Dopiero wtedy mogłem znowu zacząć wygrywać - powiedział Woodland, a jego triumf w Houston był celebrowany przez cały świat sportu, jako zwycięstwo ducha nad chorobą.
Teksańskie klimaty
W tym tygodniu PGA Tour pozostaje w Teksasie, przenosząc się na pole The Oaks na TPC San Antonio. Obrońcą tytułu w turnieju Valero Texas Open będzie niewątpliwy ulubieniec Niepoważnego Podcastu Golfowego - Brian Harman. Gary Woodland odpoczywa po emocjonującym tygodniu. Transmisje z komentarzem Jacka Persona w Eurosporcie 2.
Kasia Nieciak
Łez wzruszenia nie dało się ukryć... Fot. Facebook PGA Tour
Żona pomogła mu przejść przez najtrudniejsze chwile. Fot. Texas Children's Houston Open
