Strzykawa pełna optymizmu!
Awans do elity jest całkiem możliwy, ale my, tak na wszelki wypadek, dmuchamy na zimne, bo rywale myślą o tym samym.
"Rodzinne" zdjęcie po efektownym zwycięstwie w turnieju EIHC w Sosnowcu. Fot. PAP/Michał Meissner
REPREZENTACJA POLSKI
Doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że po spadku z elity w reprezentacji musi dojść do zmian, wszak trzeba ją odmłodzić. Nie można dokonać rewolucji personalnej, bo stan posiadania nam na to nie pozwala. Selekcjoner reprezentacji wraz ze swoimi współpracownikami dokonują ewolucyjnych korekt w kadrze. I trzeba przyznać, że robią to z wyczuciem, a zespół podczas turnieju Euro Ice Hockey Challenge na Stadionie Zimowym prezentował się nieźle. I nie chodzi tutaj tylko o końcowe zwycięstwo, ale również o styl, w jakim tego dokonał. Po tych meczach otrzymaliśmy solidną strzykawę optymizmu, zaś zastrzyk zostanie zrealizowany podczas mistrzostw świata Dywizji 1A (27.04.-3.05.) w Sfantu Gheorghe. Awans do elity jest całkiem możliwy, ale my, tak na wszelki wypadek, dmuchamy na zimne, bo rywale myślą o tym samym.
Właściwa koncepcja
Robert Kalaber, po otrzymaniu nominacji na selekcjonera (czerwiec 2020), od razu zapowiedział, że będzie pracował z szeroką grupą zawodników, by stworzyć odpowiednie zaplecze dla reprezentacji. I jest szalenie konsekwentny w swoim postępowaniu. Podczas ubiegłorocznych MŚ elity w Ostrawie i Pradze mieliśmy najstarszą reprezentację, dlatego po ich zakończeniu doszło do zmian.
Trener był na to przygotowany. Na pierwszy, listopadowy turniej zabrał większość zawodników z mniejszym stażem, którzy mieli wsparcie bardziej doświadczonych reprezentantów. Zespół w tym układzie personalnym spisał się całkiem przyzwoicie i już było wiadomo, że kilku zawodników otrzyma kolejną szansę w grudniowym dwumeczu z Ukrainą w Sanoku oraz w Sosnowcu.
- Ta drużyna została dobrze ułożona, fajne połączenie młodości z doświadczeniem – stwierdził jeden z najbardziej rutynowanych obrońców (128 występów w reprezentacji) Mateusz Bryk. - Czuło się w niej jedność, wzajemnie się nakręcaliśmy i efekt był widoczny. Turniej był mocno obsadzony, graliśmy konsekwentnie i pokazaliśmy sporymi fragmentami mądry hokej. Szybko przestawiliśmy się z ligowego poziomu na reprezentacyjny. Strzeliliśmy 11 goli, co przy tej klasie rywali to więcej niż przyzwoicie. Straciliśmy tylko 4 bramki i to dobrze świadczy o naszych bramkarzach. Wszyscy trzej pokazali się z dobrej strony i to również kolejny powód do optymizmu. Gra obronna też była na niezłym poziomie i nie straciliśmy gola podczas osłabień. W tych sytuacjach wzajemnie sobie pomagaliśmy i były efekty. Oczywiście, że nasza gra miała też wiele mankamentów i co najważniejsze zdajemy sobie z tego sprawę. Jesteśmy, to mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością, na właściwej drodze, by zespół podczas mistrzostw świata jeszcze lepiej wyglądał. Zapewniam, że nie fruwamy w powietrzu po tym zwycięstwie, lecz twardo stoimy na lodzie i wiemy, co mamy do zrobienia.
Ból głowy trenera?
Trener Kalaber zapytany przez nas, czy pokusi się o indywidualne cenzurki, tylko spojrzał z groźną miną i odpowiedział: - Nigdy tego nie robię, bo liczą się dokonania drużyny.
Po turnieju w Sosnowcu może mieć pewien ból głowy, jak ułożyć zespół przed MŚ. Młodsi zawodnicy z mniejszym stażem atakują reprezentacyjne pozycje „wyjadaczy”. Sami jesteśmy ciekawi, co z tego wyniknie.
Pozycje bramkarzy Johna Murraya oraz Tomasa Fucika są niepodważalne, a Maciej Miarka może tylko zyskać na tej współpracy podczas zgrupowań. Starsi i bardziej doświadczeni defensorzy wspierali tych młodszych i całkiem przyzwoicie to wyglądało. Do kadry przed bezpośrednimi przygotowaniami na pewno powróci Bartosz Ciura, którego z tego turnieju wyeliminował drobny uraz.
- Mamy zdecydowanie większe problemy z obrońcami, ale myślę, że uda nam się stworzyć solidny blok – podkreślił słowacki szkoleniowiec. - Defensywa będzie młodsza niż na turnieju elity.
W kuluarach podczas imprezy w Sosnowcu pojawiła się informacja, że 40-latek Marcin Kolusz będzie brany pod uwagę przy powołaniach. Tę wiadomość traktujemy z przymrużeniem oka i nie przypuszczamy, by była prawdziwa.
Mikołaj Syty, Białorusin z polskim paszportem, w listopadzie w Budapeszcie debiutował w reprezentacji, zaś Kamil Sadłocha, z amerykańsko-polskim obywatelstwem, w grudniu w Sanoku. Obaj podczas EIHC potwierdzili swoje wysokie umiejętności oraz reprezentacyjne aspiracje. Trudno nam sobie teraz wyobrazić, by tego duetu zabrakło w kwietniowym rozdaniu. Po raz kolejny z dobrej strony pokazał się też Mateusz Gościński, obdarzony odpowiednią szybkością oraz dobrą kontrolą nad krążkiem. To zawodnik przeznaczony do „czarnej roboty” i ze swoich obowiązków wywiązuje się bez zarzutu.
A przecież na powołania do kadry czekają m.in. Grzegorz Pasiut, Patryk Wronka, Bartłomiej Jeziorski (wyeliminował go drobny uraz), Filip Komorski czy Patryk Krężołek. Nie można zapominać również o Krzysztofie Maciasiu, grającym za oceanem, choć jemu chyba sezon ligowy nie pozwoli na występy w reprezentacji.
- W ataku mamy komfortową sytuację, bo napastników u nas jest pod dostatkiem – uśmiechnął się Kalaber. - Pod koniec zgrupowania, gdy trzeba dokonywać wyborów, jestem w trudnej sytuacji. Kilku zawodników swoją pracą przez cały sezon zasłużyło na nominacje, ale ilość miejsc jest ograniczona. Oby tylko podczas ligowego play offu nie było jakichś komplikacji zdrowotnych.
Dopracowany plan
Teraz hokeiści wracają na ligowe tafle, by wyłonić mistrza kraju. Trener Kalaber już wie, że pierwsze zgrupowanie kadry z zawodnikami, którzy wcześniej pożegnają się z rozgrywkami, rozpocznie się 30 marca. Być może zakończy się spotkaniami towarzyskimi z rywalami lżejszego kalibru, czyli Litwą lub Estonią (6, 7 lub 8.04). Intensywne rozmowy między tymi federacjami trwają. Potem sukcesywnie do kadry będą dołączali hokeiści, którzy skończyli sezon ligowy. 13 i 14 kwietnia przewidziane są potyczki z Ukrainą, zaś 18 i 19.04. z Włochami. Trwają rozmowy co do lokalizacji tych meczów. Natomiast 24 kwietnia w drodze na mistrzostwa Biało-czerwoni rozegrają ostatni mecz kontrolny, w Mariborze ze Słowenią. A potem już gra o powrót do elity...
Włodzimierz Sowiński