Stranieri się wdrażają
W minionym oknie transferowym podwoiła się liczba obcokrajowców w GKS-ie Katowice.
Czy Jesse Bosch na stałe zostanie zawodnikiem pierwszego składu? Fot. Gleb Soboliev/PressFocus
GKS KATOWICE
W poprzednim sezonie GKS Katowice był jednym z zespołów, który najczęściej stawiał na Polaków. Udział zawodników krajowych w meczach GieKSy wyniósł po ostatniej kolejce 85,2 proc. W kadrze drużyny Rafał Górak miał trzech obcokrajowców: Borję Galana (Hiszpania), Martena Kuuska (Estonia) i Adama Zrelaka (Słowacja). Dwaj pierwsi grali regularnie, a ostatni bardzo długo zmagał się z kontuzją stawu skokowego, której skutki odczuwa do dzisiaj. Pod względem liczby minut rozegranych przez Polaków w poprzednich rozgrywkach, GKS wyprzedzało tylko Zagłębie Lubin (90 proc. udziału krajowych zawodników).
Co ciekawe, w bieżącym sezonie katowiczanie liderują w tej klasyfikacji (79,5 proc.), choć w zespole pozostali Galan, Kuusk i Zrelak, a do nich w minionym oknie transferowym dołączyli kolejni trzej obcokrajowcy: Ilja Szkurin (Białoruś), Jesse Bosch (Holandia) i Eman Markovic (Norwegia). Każdy z nich wszedł do ekipy Góraka w trakcie rozgrywek, ale wszyscy zdążyli już rozegrać kilka meczów. Co na razie wiemy o nowych zagranicznych nabytkach GKS-u po niemal 1/3 sezonu?
Ilja SZKURIN
Napastnika rozlicza się z bramek. Pod tym względem Szkurin jeszcze nie zabłysnął. Dołączył do katowiczan we wrześniu i już przy pierwszej okazji dostał szansę debiutu, wchodząc z ławki w meczu z Lechią Gdańsk. Kolejne trzy spotkania rozpoczął w pierwszym składzie. Na razie nie wpisał się na listę strzelców. Rozgrywki rozpoczynał jako gracz Legii, w której doszło do rewolucji kadrowej. Dlatego nie było już tam dla niego miejsca. Do Wojskowych trafił zimą bieżącego roku, ale nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Nie prezentował formy z sezonu 2023/24, gdy w Stali Mielec w 33 spotkaniach zdobył 16 goli. Po kilku latach spędzonych w Polsce dość dobrze go znamy, ale w GieKSie na razie przypomina tego zawodnika, który nie odnalazł się w Legii, a nie tego, który zachwycał mielecką publiczność. Nie miał przy tym wielu okazji, żeby wpisać się na listę strzelców. Na razie gra w pierwszym składzie, będąc beneficjentem problemów zdrowotnych Zrelaka i faktu, że Maciej Rosołek do tej pory również nie wykazywał się jakąkolwiekskutecznością.
Jesse BOSCH
Odkąd z GieKSy odszedł Oskar Repka, przenosząc się do Rakowa Częstochowa, szkoleniowiec katowiczan próbował kilku różnych rozwiązań w środku pola. Obok Mateusza Kowalczyka grali już Kacper Łukasiak, Sebastian Milewski i Jesse Bosch. Holender w sierpniu po raz pierwszy pojawił się na ławce GKS-u w meczu z Arką (4:1), a później stopniowo był włączany do gry. Na razie dwukrotnie znalazł się w pierwszym składzie. Przed przerwą reprezentacyjną zagrał cały mecz przeciwko Lechowi Poznań i wyglądał bardzo solidnie. Choć GKS przegrał, to nie grał źle i to też dotyczyło Boscha. Czuł się swobodnie na boisku, grał tak, jak by z zespołem był związany od lat. Mecz z mistrzem Polski może być dla niego przełomowy. Czy zostanie w pierwszym składzie na dłużej?
Eman MARKOVIC
W dwóch ostatnich meczach z rzędu zagrał w pierwszym składzie, zastępując Adriana Błąda. Norweg dołączył do zespołu późno, grać w ekstraklasie zaczął dopiero po wrześniowej przerwie reprezentacyjnej. Podczas niej zabłysnął w meczu sparingowym z Górnikiem Zabrze, w którym wpisał się na listę strzelców. Już wtedy widać było, że jest przebojowym, szybkim zawodnikiem, który potrafi odnaleźć się w polu karnym. Na razie w lidze nie dał GieKSie żadnych konkretów, ale jeszcze nie można go przekreślać. W sumie w barwach katowickiego klubu spędził na murawie 144 minuty. Do tej pory można było zobaczyć jego ogromną chęć do rozruszania ofensywy, co w przypadku zespołu, który nie wygrał ostatnich czterech meczów, tylko raz trafiając w tym czasie do siatki, może być bardzo przydatne.
Kacper Janoszka
