Sport

Stabilizacja – tak, nerwowość - nie

Rozmowa z trenerem Antonim Piechniczkiem

Antoni Piechniczek wierzy w polskich trenerów. Fot. Marcin Bulanda / PressFocus

Polska liga w coraz większej mierze składa się z obcokrajowców. Kiedyś selekcjonerzy mieli kłopoty bogactwa, dziś już nie... Skąd brać ludzi do gry w reprezentacji Polski?

- Mam pewność, że polscy piłkarze nie są mniej utalentowani niż zawodnicy z innych krajów. Kwestią kluczową, to oczywiste, jest znalezienie tych talentów, a potem ich wyszkolenie. Dlatego tak ważna jest kwestia codziennej pracy i szlifowania formy. Faktem jest, że polskie kluby coraz chętniej sięgają po obcokrajowców, to łatwiejsze.

Często zastawiam się nad efektywnością pracy trenera. Co trzeba zrobić, żeby tych chłopaków jak najszybciej nauczyć. Dość często w mojej opinii zdarza się bowiem, że piłkarz ma 21-22 lata, rokuje, ale kiedy wchodzi do dorosłej drużyny od razu widać jego błędy, niedoszlifowanie w wielu aspektach. Co zrobić, żeby stracony czas nadrobić? Wydaje mi się, że droga jest tylko jedna. Z każdym z nich trzeba dużo rozmawiać, każdy przypadek traktować osobno, nie wrzucać wszystkich do jednego wora. Prawda jest taka, że każdy potrzebuje trochę innego podejścia i trochę innych metod. Wymaga to od trenera wszechstronności i szerszego spojrzenia. Przy pomocy współpracowników powinien zadbać, by ta praca była jak najbardziej efektywna. W obecnych czasach trener powinien o zawodniku wiedzieć jak najwięcej, powinien wiele czasu poświęcać na rozmowy. Im więcej wiem na temat jakiegoś chłopaka, im więcej mu czasu poświęcam – tym większą mam pewność, jakie metody treningowe zastosować. Po za tym jeszcze jedna ważna sprawa: jeśli taki piłkarz widzi wszechstronne zainteresowanie trenera, to podtrzymuje go to na duchu, widzi sens pracy, skoro widzi go także jego szkoleniowiec.

Młodzi utalentowani piłkarze nie biorą się znikąd, zaczynają jako dzieci. Jednak czy nie jest problemem, że na samym początku szkolą ich ludzie bez fachowego przygotowania, którzy, owszem chcieliby, ale nie mają fachowej wiedzy, nie umieją, a wydaje im się, że umieją. To może powodować nieumiejętność skutecznego szkolenia młodych piłkarzy oraz ich późniejsze wprowadzanie do piłki seniorskiej. Tymczasem na przykład w Holandii dzieci trenują często byli piłkarze, którzy w przeszłości grali w Eredivisie.

- Myślę, że jest to kwestia organizacji klubów. Ich szefami w mojej opinii powinni być ludzie doskonale znający realia, w których funkcjonują. Mający doskonałe rozeznanie w możliwościach i potencjale ludzi wokół klubu. Wiedzieć, kto się nadaje na menedżera, na dyrektora sportowego, na gospodarza, kto będzie najlepiej kosił trawę. Chodzi o to, żeby znaleźć najlepsze zajęcie dla konkretnego człowieka. Tak że ta praca przynosi klubowi największe korzyści. Tego rodzaju know-how wydaje mi się niezwykle istotne w procesie tworzenia jakości polskiej piłki: wychwytywanie i wykorzystywanie do maksimum umiejętności, skłonności, różnorodnych talentów poszczególnych ludzi – zarówno w wielkich silnych klubach, jak i tych mniejszych, znających miejsce w szyku.

Poza tym nie wszystkie kluby działają jednakowo, lecz według własnych zasad, co czasem może prowadzić przecież do braku jednolitości w szkoleniu. Młodzi piłkarze, rozwijając się, mogą przechodzić przez różne systemy treningowe, które nie są ze sobą – bo jak mają być - skoordynowane. A to może to skutkować chaosem w procesie ich rozwoju.

Czyli wszystko powinno polegać na głębokim rozeznaniu się – kto się do czego nadaje i konsekwencji w działaniu.

- Brawo! I jeszcze na dopingowaniu piłkarzy do samorozwoju. Można powiedzieć podopiecznemu w jakiejś sytuacji na przykład: „synek, słuchaj, coś ci powiem. Masz jeszcze dwa-trzy sezony grania na tym poziomie. To nie jest wieczność. Dlatego idź, choćby zaocznie, na AWF. Bo ja widzę, że ty masz predyspozycje. Bo jak ty skończysz granie, możesz się nadal realizować w piłce, możesz się przydać. Wrócisz, dam ci do szkolenia chłopców, a ty będziesz mógł ich kształtować, będziesz dla nich ogromnym autorytetem. Weźmy taki Ruch za czasów gdy byłem piłkarzem - kto by jako gówniarz marzący o karierze napastnika nie chciał pracować z takim Marxem, albo kandydat na bramkarza – z Czają… Nie mam wątpliwości, że takimi chłopaczkami powinni zajmować się byli ligowcy. Takim byłym piłkarzom jako prezes powiedziałbym wręcz: „jeśli będziesz się starał i seryjnie dostarczał młodych ukształtowanych, obiecujących piłkarzy, to masz u mnie dożywocie w tej pracy”. Ktoś taki też musi mieć pewność zatrudnienia, bez poczucia tymczasowości, bez gonienia się na kilka godzin w kolejnej szkółce. Klub z aspiracjami musi mieć pieniądze dla nieprzypadkowych trenerów pracujących z dziećmi, powinien im stworzyć jak najlepsze warunki do pracy. Tak żeby mogli poświęcić się bez reszty pracy w jednym miejscu. Inaczej to nie ma sensu. Tylko koncentrując się na jednej pracy można do każdego z tych chłopaków mieć indywidualne podejście. Każdego trzeba rozgryźć, o każdym pomyśleć. Pracując w wielu miejscach - w pośpiechu - tego najzwyczajniej w  świecie nie da się zrobić.

To gwarantuje jednak jedynie klubowa stabilizacja. Dominuje  u nas niecierpliwość właściwie na każdym polu. Dziś często jest tak, że jest prezes, a za chwilę  go nie ma…

-… niestety. Myślę, że w każdym klubie powinien być ktoś – jakby to powiedzieć – „ponadczasowy”. Mający miejsce w klubie bez względu na zawirowania właścicielskie czy tym podobne względy. Nawet gdy wszystkich wypierniczą, on zapewnia ciągłość. Chyba że znajdzie się jeszcze ktoś lepszy w tej roli. Wtedy zmiana jest uzasadniona.

Czyli nerwowość nie popłaca.

- Nigdy! Nerwowość i gwałtowność w ocenianiu nie mają sensu. Weźmy  pod uwagę, co przydarzyło się Guardioli jako trenerowi w meczach z Realem, niedawno w Lidze Mistrzów. Przegrał 2:3 i 1:3. Widząc tylko te dwa mecze, czy ktoś wystawiłby mu tak wysoką opinię, jaką się cieszy? Ale jeśli wystawiłby niską – czy to oznacza, że Guardiola jest złym trenerem? No właśnie… Wniosek z tego oczywisty: każdy ma prawo do słabszych dni.

 Wróćmy do cudzoziemców w polskiej lidze. Nie jest ich za dużo?

-  Wydaje mi się, że nie bierze się pod uwagę różnych czynników. Jeśli dobry obcokrajowiec przyjeżdża do ekstraklasy, to z reguły traktuje ją jako etap pośredni, jako odskocznię. Pytanie brzmi jedynie: „kiedy odejdzie? Jeśli znajdzie szybko dobry klub poza Polską, który go chce – to najlepiej w pierwszym możliwym w terminie, w następnym okienku transferowym. Jeśli nie znajdzie nic – pociągnie u nas rok, dwa, trzy, czasem dłużej…. Jasne, to nie jest reguła. Czasem z tego coś dobrego dla polskiej ligi wynika. Patrz: Vuković, obecny trener Piasta. Myślę, że to fantastyczny facet, ewenement godny naśladowania! Związał się z Polską, osiągał tu sukcesy jako piłkarz, realizuje się jako trener. Miałem z nim zajęcia jako studentem w Białej Podlaskiej, zawsze go ceniłem, często zabierał głos i mówił co myśli.

Reasumując: myślę, że tak naprawdę najważniejsza w tym wszystkim jest mądrość i inteligencja w szkoleniu. Także cierpliwość, no i… wiara, że nam się uda. Ja jestem optymistą, wierzę, że polski futbol  będzie się rozwijał, a nie zwijał. Wierzę, że w najbliższych eliminacjach do mundialu reprezentacja Michała Probierza skutecznie powalczy. Mam nadzieję, że selekcjoner będzie umiał trafić do tych piłkarzy. Szkoleniowiec zawsze musi wiedzieć jedno: tak jak on obserwuje piłkarzy, tak oni obserwują jego...  I na koniec jeszcze jedno: to właśnie dobrzy, doświadczeni, mądrzy trenerzy  powinni wyciągnąć naszą piłkę z trudności. A prezesi  - mieć umiejętność zauważenia mądrych szkoleniowców. Jeśli prezes zobaczy, że jego trener jest mądry i wie, czego chce, to powinien powiedzieć: „słuchaj: moje pieniądze, ale twoja koncepcja”. Dobrze na tym wyjdzie.

Rozmawiał: Paweł Czado

ANTONI PIECHNICZEK

Ur. 3.05. 1942

Piłkarz Zrywu Chorzów (1958-1961), Naprzodu Lipiny (1960-61), Legii Warszawa (1961-65), Ruchu Chorzów (1965-72), Chateauroux (1972-73). Sukcesy: mistrz Polski 1968, zdobywca Pucharu Polski 1964. Trzy mecze w reprezentacji Polski (1967-69)

Trener BKS-u Stali Bielsko-Biała (1973-75), Odry Opole (1975-79), Ruchu Chorzów (1980-81), Górnika Zabrze (1986-87, koordynator 2000-01), Esperance Tunis (1987-90, 2000), Al-Shabab Dubai (1990-92), Al-Wahda Abu Zabi (1993-94), Al-Nassr Dubai (1995, 1998), Al-Nassr Rijad (1995), Al Rayyan (1997-98), Club Africain (2000). Sukcesy: mistrz Polski (1987), Puchar Ligi Polskiej (1977)

Selekcjoner reprezentacji Polski (1981-86, 96-97), Tunezji (1988, 1989), Zjednoczonych Emiratów Arabskich (1992-94). Sukcesy: zdobywca trzeciego miejsca na świecie (1982), awans do mistrzostw świata (1981, 1985) uczestnik mundiali (1982, 1986) i igrzysk olimpijskich (1988)