Sport

Spotkanie z rodziną

Świetnie było wrócić do miasta, w którym żyją moi bliscy – przyznał Fabian Drzyzga, który z Fenerbahce Stambuł zawitał do Rzeszowa.

Powrót Fabiana Drzyzgi do Rzeszowa pod względem sportowym nie był zbyt udany. Fot. Marta Badowska/PressFocus

PUCHAR CEV

Były reprezentacyjny rozgrywający, mistrz świata z 2014 i 2018 roku, w bieżących rozgrywkach broni barw Fenerbahce. Wcześniej, przez osiem sezonów - z przerwą na występy w Olympiakosie Pireus i Lokomotiwie Nowosybirsk - bronił barw Asseco Resovii. Teraz oba kluby rywalizowały w ćwierćfinale Pucharu CEV. Asseco Resovia wygrała zarówno w Stambule (3:1), jak i w miniony wtorek u siebie (również 3:1) i awansowała do półfinału. – Wiedziałem, że to nie będzie łatwy powrót. Staraliśmy się, ale poziom siatkarski po stronie Resovii jest dużo wyższy. Nie było żadnej niespodzianki. Resovia była faworytem i zrobiła swoją robotę - przyznał Fabian Drzyzga, który nie ukrywał satysfakcji z możliwości powrotu do Rzeszowa. - Przyjechaliśmy w niedzielę i klub był na tyle życzliwy, że pozwolił mi spędzić czas z rodziną. Czas wolny - poza treningami i zajęciami - mogłem spędzać z najbliższymi. Jestem wdzięczny, że nie robili żadnych problemów. Mam wiele wspaniałych wspomnień z tej hali, którą dobrze znam. Rzeszów zawsze będzie mi bliski sercu - przyznał siatkarz.

Siatkarze z Turcji świetnie zaczęli. Ryzykowali na zagrywce i wygrali pierwszego seta. Potem do głosu doszli rzeszowianie. - Teoretycznie pierwszy set nie zapowiadał tego, co stanie się później. Tak samo było w Stambule. Zagraliśmy wówczas pierwszą partię nieźle, na wyższym poziomie, który zdarza się nam prezentować, ale trudno nam go utrzymać. Potem Resovii grało się już luźniej, czy na zagrywce, czy w ataku, we wszystkich elementach gospodarze mieli przewagę i zasłużenie wygrali - mówił były rozgrywający reprezentacji Polski.

Dla Drzyzgi Fenerbahce jest trzecim zagranicznym klubem po Olympiakosie i Lokomotiwie. - Chyba można narzekać tylko na korki w 30-milionowym mieście, jakim jest Stambuł. Czasami podróże na lotnisko są dla nas najtrudniejsze. Jak już poruszamy się w naszej strefie treningowo-meczowej, to już nie ma takich problemów. Jesteśmy w miarę przyzwyczajeni, że jakieś 40 minut trzeba poświęcić. Niczego mi tam jednak nie brakuje, oprócz oczywiście rodziny - podkreślił Drzyzga.

(mic)