Słono zapłacą?
Osmolone elementy trybun i uszkodzenia krzesełek mogą nie być jedyną konsekwencją pokazów pirotechnicznych kibiców Wisły i Ruchu.
Wystrzały rakietnic z sektora kibiców Ruchu utrudniły wykończenie akcji Piotrowi Ceglarzowi przy wyniku 0:0. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
WISŁA KRAKÓW
Jednym podobało się bardzo, inni wyczyny fanów Białej Gwiazdy i Niebieskich w niedzielnym meczu przy Reymonta uznali już za pójście o jeden krok za daleko. Dziś możemy się dowiedzieć, co o tym myślą w Polskim Związku Piłki Nożnej.
Trzy przerwy
O godz. 16.00 rozpocznie się posiedzenie Komisji Dyscyplinarnej PZPN, która zajmie się tym, co działo się na trybunach, a miało także ogromne konsekwencje dla płynności spotkania. Rywalizacja bardzo się przeciągała z powodu aż trzech długich przerw w grze - dwóch w pierwszej połowie i jednej po zmianie stron. Sędzia Tomasz Marciniak łącznie przedłużył zawody o 24 minuty (15+9), a potem to wszystko zostało ze szczegółami opisane w protokole meczowym.
Kibice Wisły i Ruchu doprowadzili do przerw, odpalając świece dymne, stroboskopy i rakietnice. Wyglądało to efektownie, ale nie przypadło do gustu wszystkim obecnym na stadionie, co można zaobserwować w dyskusjach w mediach społecznościowych. Gdyby fani z Chorzowa wybrali inny moment na wystrzały fajerwerków, być może ich zespół prowadziłby 1:0 po golu Piotra Ceglarza. Przesądzać o tym po fakcie oczywiście nie można, natomiast iskry lecące z trybuny południowej mogły utrudnić piłkarzowi złożenie się do strzału w dogodnej sytuacji. Wyszło fatalnie i bramkarz Wisły nawet nie musiał interweniować.
Dach cały
Dobra informacja jest taka, że wystrzały nie uszkodziły konstrukcji dachu obiektu. Potwierdziły to wstępne oględziny. – Odnotowano osmolenia betonowych elementów trybun oraz uszkodzenia siedzisk w sektorach C i G – informuje Sławomir Farbaniec, rzecznik prasowy Zarządu Infrastruktury Sportowej, operatora Stadionu Miejskiego im. Henryka Reymana w Krakowie. Nad atmosferą meczu przyjaźni rozpływał się Jarosław Królewski. Główny właściciel i prezes lidera 1. ligi nie ukrywał przy tym, że popisy kibiców zapewne będą trochę kosztować klub. Biała Gwiazda raczej nie uniknie kary finansowej, a w najgorszym przypadku grozi jej także zamknięcie trybuny bądź trybun. To drugie byłoby dla kibiców niczym strzelenie gola do własnej bramki, bo mecze przy Reymonta cieszą się w tym sezonie wyjątkowym zainteresowaniem. Nie można także wykluczyć kary dla chorzowskiego klubu i ich fanów.
Poufne informacje
Wczoraj po południu zebrała się komisja konkursowa powołana do wyłonienia sponsora tytularnego stadionu Wisły. Proces ruszył pod koniec kwietnia, termin składania ofert był dwa razy przekładany, ale udało się zainteresować dwie firmy. Według nieoficjalnych informacji do 30 września koperty z propozycjami złożyły Synerise Jarosława Królewskiego, a drugą Szubryt. Właściciel Białej Gwiazdy postanowił wystartować w konkursie, by oddać miejsce innemu podmiotowi, gdyby w trakcie trwania trzyletniej umowy (wymóg regulaminu konkursu) udało mu się takowy znaleźć. Oficjalnie urzędnicy nie informują o zainteresowanych i zaproponowanych kwotach. W ubiegłym tygodniu taki przekaz płynął z ZIS-u, jednak wczoraj usłyszeliśmy, że wczytali się w zarządzenie prezydenta i na tym etapie etapie konkursu te informacje są poufne.
Deficytowy obiekt
Konkurs został ogłoszony wspólnie przez miasto i Wisłę pod koniec kwietnia. Jeżeli uda się podpisać umowę, około 50 proc. środków od sponsora trafi na konto Białej Gwiazdy, która zapewni jego dużą ekspozycję podczas meczów. Szósty największy stadion w Polsce w ostatnich latach przynosił straty. 2024 rok był dużo gorszy od wcześniejszych i trzeba było dopłacić do jego utrzymania ponad 2 mln zł. Znalezienie sponsora tytularnego ma być jednym z ważniejszych elementów jego komercjalizacji.
Michał Knura
