Snajper na już!
Dwa zespoły walczące o najwyższe cele musiały zimą wzmocnić formację ofensywną.
Leonardo Rocha na razie jest tylko rezerwowym w Rakowie. Fot. Paweł Jaskółka / Press Focus
1. Leonardo ROCHA
Raków po jesiennych zmaganiach słusznie zdiagnozował swoje problemy. Jonatan Braut Brunes oraz Patryk Makuch nie gwarantują oszałamiającej liczby bramek. To nie jest pierwszy sezon, w którym „Medaliki” poszukują skutecznego snajpera. Dlatego zimą władze częstochowskiego klubu zdecydowały się sięgnąć po gotówkę i zapłacić Radomiakowi 700 tysięcy euro za Leonardo Rochę. Transfer ten w teorii ma sporo sensu. W końcu Portugalczyk z brazylijskimi korzeniami w bieżących rozgrywkach w barwach Radomiaka zdobył 11 goli. Powinien więc też strzelać w jednej z najlepszych drużyn w ekstraklasie. Tym bardziej że warunkami fizycznymi pasuje do „napastnika idealnego” dla trenera Marka Papszuna. Jest wysoki, potrafi się zastawić, a w pojedynkach główkowych nie ma sobie równych. Na razie Rocha jest jednak tylko rezerwowym. W czterech pierwszych spotkaniach po transferze pod Jasną Górę uzbierał zaledwie kilkadziesiąt minut gry. Nie oznacza to oczywiście, że 27-latek będzie niewypałem, bo do końca sezonu pozostało sporo czasu.
2. Ilja SZKURIN
Legia przed rundą wiosenną znalazła się kropce, bo – podobnie jak Raków – była bez skutecznego napastnika. W trakcie sezonu zespół opuścił Blaż Kramer. Jean-Pierre Nsame w Warszawie się nie sprawdził i jego wypożyczenie z Como zostało skrócone. Trener Goncalo Feio został więc na pokładzie z Tomaszem Pekhartem, który grał jesienią rzadko i był nieskuteczny (bez gola) oraz Markiem Gualem, który tylko cztery razy wpisał się na listę strzelców. Zimą Legia poszukiwała wzmocnień poza granicami Polski, ale żaden z potencjalnych transferów nie doszedł do skutku. Więc w formie transferu last minute do „Wojskowych” dołączył Ilja Szkurin. Za Białorusina warszawianie musieli zapłacić 1,5 miliona euro. To dość dużo, biorąc pod uwagę fakt, że w tym sezonie tylko pięć razy pokonywał bramkarzy. Z drugiej strony 25-latek pokazał w poprzednim sezonie, że ma spore umiejętności, gdy zajął drugie miejsce w klasyfikacji strzelców ekstraklasy. Jeśli portugalski szkoleniowiec znajdzie na niego pomysł, może się Legii szybko odpłacić za zaufanie.
3. Vladan KOVACZEVIĆ
Chcąc walczyć jak najdłużej w europejskich pucharach, trzeba zaopatrzyć się w bramkarza, który gwarantuje spokój. Legia widocznie nie ufała szczególnie Kacprowi Tobiaszowi, miała też obiekcje wobec występów Gabriela Kobylaka (za niedługo przejdzie on zabieg czyszczenia łąkotki), dlatego zaczęła poszukiwać golkiperów dostępnych na rynku. Klub nie chciał płacić olbrzymich pieniędzy, biorąc pod uwagę fakt, że wydał już sporo na wykupienie ze Sportingu Rubena Vinagre’a (2,5 mln euro), Ryoyi Morishity z Nagoya Grampus (500 tysięcy euro) i na transfer Wahana Biczachczjana z Pogoni (250 tysięcy euro), więc wzmocnienie miał stanowić bramkarz wypożyczony (o kwocie za Szkurina nie wspominamy, ponieważ jego transfer doszedł do skutku później). Dlatego Legia zwróciła się do Sportingu, któremu już zdążyła sporo zapłacić i zapytała o możliwość dołączenia na pół roku do Legii Vladana Kovaczevicia. W ten sposób znany z występów w Rakowie 26-latek z Bośni i Hercegowiny błyskawicznie stał się numerem jeden w Legii. Na razie jednak – jak pokazał mecz z Radomiakiem – nie jest oczywistym wzmocnieniem. Musi złapać pewność siebie, ponieważ od początku grudnia siedział w Sportingu na ławce.
4. Leon FLACH
Amerykanin jest bohaterem jednego z najmniej oczywistych transferów przychodzących do ekstraklasy. Jest 23-latkiem, więc stosunkowo młodym zawodnikiem. W sezonie 2024 grał w MLS, w zespole Philadelphia Union. Co ważne, nie był tam tylko rezerwowym, bo w większości spotkań (poza momentem sezonu, gdy złapał kontuzjowany) był zawodnikiem podstawowej jedenastki. Jego drużyna zajęła zaledwie 12. miejsce w sezonie zasadniczym Konferencji Wschodniej. Mogłoby się wydawać, że jego amerykańska kariera dopiero się rozkręca, tymczasem dołączył na zasadzie transferu definitywnego do Jagiellonii. Zgadujemy, że Flachowi zależy na wypromowaniu się w Europie poprzez grę w Lidze Konferencji. Mimo wszystko to dość niecodzienny transfer, jeśli zwróci się uwagę na fakt, że w ostatnich latach popularniejsze były przenosiny z Polski do Stanów Zjednoczonych, w ramach kroku do przodu w rozwoju zawodnika, a nie na odwrót. 23-latek z Teksasu błyskawicznie wskoczył do pierwszej jedenastki Adriana Siemieńca i zdążył zagrać nie tylko w ekstraklasie, ale także w europejskich pucharach.
5. Wojciech HAJDA
Miedź Legnica zaprezentowała swoje aspiracje do walki o awans do ekstraklasy. Choć pierwszoligowa drużyna dowodzona przez Ireneusza Mamrota zimowała na trzecim miejscu, a więc poza TOP 2, które gwarantuje bezpośrednią promocję do najwyższej klasy rozgrywkowej, jej szanse wciąż są spore. Do drugiej Arki brakowało jej (i nadal brakuje) dwóch punktów. Dlatego władze Miedzi ruszyły na podbój rynku transferowego, dzięki czemu do Legnicy przybył m.in.Wojciech Hajda, zawodnik ekstraklasowej Puszczy. W tym sezonie zagrał w 14 meczach w barwach niepołomickiego zespołu, siedem razy znalazł się w wyjściowej jedenastce. Z kolei w poprzednim sezonie 26-krotnie wychodził na boisko od pierwszej minuty. Mimo tego zdecydował się na przenosiny do I ligi, widząc widocznie potencjał Miedzi na szybki awans. Pomocnik został ściągnięty nad Kaczawę prosto z obozu Puszczy w Turcji i ma pomóc ekipie trenera Mamrota w osiągnięciu wymarzonego celu. Podobnie zresztą jak Mateusz Bochnak sprowadzony z Cracovii.
Kacper Janoszka