Sport

Snajper Cykało, niesamowity Bielecki

Ruch pierwszym półfinalistą po zwycięstwie nad kieleckim papierowym faworytem.

Waleczni „Niebiescy” są już w najlepszej czwórce rozgrywek o Puchar Polski. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Siedem zmian w składzie „Niebieskich” we wtorkowym ćwierćfinale Pucharu Polski w porównaniu do ligowej klęski 0:5 z Wisłą Kraków w „Kotle czarownic” było reakcją trenera Dawida Szulczka na postawę zespołu i okazją do rehabilitacji przed chorzowskimi kibicami. Z kolei dla kieleckich faworytów tego spotkania, przynajmniej teoretycznych, była to „walka o marzenia” – jak zaznaczył trener ekstraklasowych „scyzoryków” Jacek Zieliński.

„Niebiescy” od początku rzucili się na gości, chcąc jak najszybciej uzyskać przewagę, tymczasem już w 10 minucie wpadającego w pole karne Mariusza Fornalczyka sfaulował Filip Starzyński i sędzia Damian Sylwestrzak po szybkiej konsultacji z wozem VAR wskazał na „wapno”. Bramka jednak nie padła, bowiem Jakub Bielecki „przeczytał” Pedro Nuno i odbił piłkę, broniąc rzut karny. – Dobrze się zawsze czułem przy obronie jedenastek. Pooglądałem też, jak Korona je wykonuje. Poćwiczyłem i obroniłem, bo tego się nie zapomina – powiedział przed zejściem do szatni bramkarz Ruchu. 

W kolejnej akcji pod polem karnym już po przeciwnej stronie faulowany był Jakub Myszor. Ten, po którego zagraniu chwilę wcześniej Korona miała jedenastkę, idealnie wrzucił piłkę z rzutu wolnego w pole karne gości, a tam Jehor Cykało precyzyjnym strzałem głową zdobył pierwszą swoją bramkę w Chorzowie i dał prowadzenie „Niebieskim”. Po szalonym kwadransie mecz się uspokoił. Zadowolony z wyniku Ruch kontrolował spotkanie. Korona zaskoczona tym, co się stało i przede wszystkim bez „ognia” z przodu. nie była w stanie przebić się przez mur defensywny chorzowian. Dopiero tuż przed przerwą oba zespoły stworzyły sobie po jednej okazji – poprzeczka Miłosza Strzebońskiego, strzał w boczną siatkę z rzutu wolnego Starzyńskiego – nie zmieniły oceny, że to Ruch był lepszym zespołem w pierwszych 45 minutach. 

W przerwie trener Zieliński dokonał aż trzech zmian, w drugiej połowie akcje Korony nabrały rozmachu i gdy wydawało się, że coś z tego może wyniknąć, gospodarze podwyższyli prowadzenie. Z prawej strony dogrywał piłkę Martin Konczkowski, a Cykało z 15 metrów drugi raz pokonał z błędem interweniującego Xaviera Dziekońskiego. Wkrótce trener Zieliński dokonał kolejnej zmiany, a Fornalczyk uciekł obrońcom Ruchu i w sytuacji sam na sam z Bieleckim posłał piłkę na aut, marnując stuprocentową okazję. Po drugiej stronie okazji na zamknięcie meczu nie wykorzystał Soma Novothny, posyłając piłkę w nogi Dziekońskiego, co natychmiast się zemściło. Dalmau nastrzelił głową rękę Mohameda Mezghraniego i sędzia po kolejnej analizie VAR zaordynował drugi rzut karny przeciwko Ruchowi. Do piłki ustawionej na 11 metrze tym razem podszedł Martin Remacle i Bielecki, będący półtora roku bez grania, znów okazał się lepszy od strzelca! 

Ostatecznie Ruch, grając ambitnie do końca, obronił przewagę i zrobił kolejny krok w kierunku Stadionu Narodowego w Warszawie, gdzie 2 maja odbędzie się finał Pucharu Polski. 

Zbigniew Cieńciała

◼  Ruch Chorzów – Korona Kielce 2:0 (1:0)

1:0 – Cykało, 14 min, 2:0 – Cykało, 51 min

RUCH: Bielecki - Karasiński, Szymański, Cykało, Konczkowski – Myszor (74. Moneta), Barański (74. Kozak), Ventura, Starzyński (61. Szwoch), Mezghrani (90+1. Szczepan) – Novothny (90+1. Borowski). Trener Dawid SZULCZEK.

KORONA: Dziekoński - Trojak, Smolarczyk (60. Szykawka), Soteriou – Konstantyn, Strzeboński (45. Nono), Nuno (46. Długosz), Zwoźny (46. Godinho) – Fornalczyk, Remacle (89. Nagamatsu) – Dalmau. Trener Jacek ZIELIŃSKI.

Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław). Żółte kartki: Ventura – Trojak. Widzów 11 107.