Sport

Śladami legendy

Rory McIlroy nie zdobył w tym roku wyśnionego piątego trofeum wielkoszlemowego. Wygrywając DP World Tour Championship osiągnął jednak coś, co udało się wcześniej legendarnemu Severiano Ballesterosowi.

Rory McIlroy sukces w Dubaju świętował z rodziną. Fot. Facebook DP World Tour Championship

Chyba od samego początku Rory Daniel McIlroy skazany był na sukces. W małym chłopcu drzemało mnóstwo talentu i jak wieść niesie, wkrótce po tym, gdy dostał swoje pierwsze plastikowe kije, rezolutny dwulatek huknął kruchym driverem na czterdzieści metrów, wprawiając rodziców w osłupienie. W wieku dziewięciu lat ustrzelił swoją pierwszą hole-in-one, jako dwunastolatek miał już zerowy handicap, a w momencie przechodzenia na zawodowstwo ten obniżył się do abstrakcyjnego poziomu +6! Kilka dni przed szesnastymi urodzinami, podczas British Masters w Forest of Arden, zagrał po raz pierwszy w profesjonalnym turnieju. W tym samym roku, na słynnym i zdecydowanie nienależącym do łatwych polu Royal Portrush Golf Club wykonał 61 uderzeń – ustanawiając nowy rekord obiektu. Jako siedemnastolatek podczas Dubai Desert Classic po raz pierwszy przeszedł cut turnieju European Tour, gdzie po zajęciu 52. miejsca, ze względu na posiadany status amatora nie mógł zainkasować 7600 euro nagrody. Osiągając chwilę wcześniej pozycję najlepszego amatora świata, 18 września 2007 roku, przeszedł na zawodowstwo. Już w pierwszym roku wygrał wystarczająco nagród pieniężnych, aby zapewnić sobie kartę European Tour na rok 2008, stając się najmłodszym i najszybszym golfistą w historii, który tego dokonał. Wszystko to jest zaledwie małą próbką jego ponadprzeciętnych zdolności, uzmysławiających jakim niezwykłym talentem był od najmłodszych lat. Teraz jest czterokrotnym zwycięzcą wielkoszlemowym, z 26 tytułami PGA Tour, trzy razy zdobywając FedEx Cup. W ubiegłą niedzielę sięgnął po swój osiemnasty tytuł DP World Tour, jednocześnie zostając po raz szósty zwycięzcą rankingu ligi. Był to jego drugi triumf DP World Tour w tym roku, po wygraniu w styczniu Dubai Desert Classic. Rory wygrał też dwukrotnie na PGA Tour, raz w parze ze swoim przyjacielem z drużyny Ryder Cup – Irlandczykiem Shanem Lowrym, w Zurich Classic of New Orleans oraz indywidualnie w Wells Fargo Championship, na tym samym polu, na którym w 2010 roku sięgał po swoje pierwsze amerykańskie trofeum. Były też gorzkie momenty, zwłaszcza druzgocąca porażka na ostatnim dołku US Open, gdzie jednym uderzeniem uległ Brysonowi DeChambeau.     

Szczęśliwe zakończenie

Sytuacja przed finałowym turniejem sezonu była dość klarowna. Rory miał ogromną przewagę w rankingu Race to Dubai nad drugim Thristonem Lawrence'em. Żeby role lidera i wicelidera się odwróciły, Południowoafrykańczyk musiał wygrać, a „Rors” zagrać bardzo źle. Żaden z tych dwóch warunków nie zaistniał, wręcz przeciwnie – wygrał Rory, a zajmujący trzydzieste miejsce w Dubaju Lawrence spadł na trzecią pozycję w całorocznym wyścigu. Trzeci triumf w Jumeirah Golf Estates 35-letniego Irlandczyka z Irlandii Północnej, po sukcesach w 2012 i 2015 roku, przypieczętował jego triumf w rankingu. Dzięki temu awansował na drugie miejsce na liście wszech czasów, obok Seve’ego Ballesterosa. Przed nim do pobicia już tylko rekord Colina Montgomerie’ego, który dokonał tej sztuki ośmiokrotnie. „To wiele znaczy. Wiele przeszedłem w tym roku, zarówno zawodowo, jak i osobiście, i wydaje mi się, że to odpowiedni koniec roku 2024 - powiedział Rory. – W tym roku wiele wytrwałem, byłem blisko, ale nie udało mi się tego zrobić. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak ukończyłem wyścig. Na szczęście przetrwałem ten trudny dzień i udało mi się to zrobić. To był długi rok, mój 27. turniej, to dla mnie wiele. Czekam z niecierpliwością na małą przerwę. Mam tu w Dubaju wielu przyjaciół i rodzinę, więc jestem pewien, że dziś wieczorem będziemy się dobrze bawić”.

Dzięki fantastycznej walce w turnieju finałowym to Rasmus Hojgaard zdobył jakże cenną kartę numer jeden na PGA Tour. Drugi w klasyfikacji Race to Dubai Rankings - PGA TOUR Eligibility jest Thriston Lawrence, a trzeci niespodziewany zwycięzca Abu Dhabi HSBC Championship - Paul Waring. Dziesiąte miejsce, ostatnie dające awans, przypadło 21-letniemu Tomowi McKibbinowi, tak jak Rory wychowankowi Holywood Golf Club!

Goniąc rekordy

Rory wzruszył się, mówiąc o dołączeniu na liście wszech czasów do hiszpańskiego mistrza,  pięciokrotnego triumfatora wielkoszlemowego uważanego za ojca sukcesów europejskiego golfa w Pucharze Rydera: „To naprawdę fajne. Myślę, że wszyscy wiedzą, co Seve znaczy dla europejskiego golfa i zawodników Ryder Cup. On tak wiele znaczy dla europejskiego golfa i jestem bardzo dumny, że wspomina się o mnie jednym tchem z nim. Właśnie wygrałem trzeci raz z rzędu i naprawdę priorytetem w moim harmonogramie na przestrzeni ostatnich kilku lat było zapewnienie sobie jak największej szansy na triumf w wyścigu do Dubaju pod koniec roku. Nie sądzę, żeby miało się to zmienić w dającej się przewidzieć przyszłości. Za rok zamierzam wygrać siódmy raz i spróbować dogonić Monty’ego”.

McIlroy wydawał się mieć całkowitą kontrolę, po tym, jak początkowy deficyt, dzięki serii czterech birdie od drugiego dołka, zamienił błyskawicznie na trzypunktowe prowadzenie. Rasmus Hojgaard utrzymywał jednak kontakt i kiedy Irlandczyk zaliczył bogeya na dziewiątce i trzynastce, na szczycie tablicy wyników widniał dwustronny remis. Rors zaatakował niesamowitym zagraniem tuż obok flagi na szesnastce i ponownie wysunął się na prowadzenie. Rasmus wspaniale  obronił par na siedemnastce, trafiając do dołka z ponad sześciu metrów, pozostając jedno uderzenie za rywalem. Dołek dalej nie udało mu się zdobyć birdie z podobnej odległości, a McIlroy miał spokojne dwa putty na zwycięstwo, wygrywając ostatecznie dwoma uderzeniami przed Duńczykiem i czterema przed Francuzem Antoine Roznerem i niegdyś numerem jeden na świecie, 44-letnim Australijczykiem Adamem Scottem.

Dobry początek

Adrian Meronk rozpoczął rywalizację w Dubaju od mocnego akcentu. 70 uderzeń i czwarty wynik dnia plasowały go na obiecującej jedenastej pozycji, dzielonej z ośmioma rywalami. W piątek i sobotę pikował w klasyfikacji, dodając dwie rundy 73. W niedzielę dorzucił 71 uderzeń, swój drugi wynik poniżej par, kończąc sezon na 42. miejscu w rankingu. Niestety miejsce poza najlepszą trzydziestką oznacza, że na tę chwilę nie zapewnił sobie żadnego występu w turnieju Wielkiego Szlema w przyszłym roku. Polak rozegrał w sezonie 2024 jedenaście turniejów wliczanych do Race to Dubai, z czego cztery to występy wielkoszlemowe, a jeden to turniej olimpijski w Paryżu. Przed przejściem w lutym do LIV Golf w czterech turniejach był trzykrotnie w TOP 10, uzyskując fantastyczne drugie miejsce w ostatnim z nich, styczniowym Hero Dubai Classic, jedno uderzenie za Rorym. Od czasu przeprowadzki na LIV najlepszy rezultat osiągnął właśnie w DPWTC. Spośród czterech turniejów Wielkiego Szlema w 2024 roku, raz przeszedł cut, zajmując podczas The Open w St. Andrews pięćdziesiąte miejsce. Od niedawna współpracuje z nowym trenerem, tak jak on również mieszkającym w Dubaju, Belgiem Jerome’em Theunisem, opiekującym się chociażby Thomasem Detry i Pietersem.

Tuż po zakończeniu DPWTC zapytałam czterokrotnego triumfatora na DP World Tour o podsumowanie już minionego sezonu w lidze, nowego trenera i o najbliższe plany: „DP World Tour ciężko mi podsumować, bo nie grałem tam za dużo. Cały sezon był dosyć up&down, dużo dobrego i dużo średniego golfa. Myślę, że to wiąże się ze zmianami w tym roku. Na pewno zebrałem dużo danych i cieszę się, że teraz mam czas z nowym trenerem na to, żeby mądrze i dobrze przepracować zimę, żeby w przyszłym roku być bardziej powtarzalnym i grać lepszy golf. Jeśli chodzi o nowego trenera, to jestem bardzo zadowolony, są dobre wibracje, mamy dobry plan na trening i na to, co możemy osiągnąć. Bardzo mi się to podoba i myślę, że razem będziemy dobrze pracować, żeby być coraz lepszym graczem i wspinać się w rankingach”.  

Trzymamy kciuki!

Kasia Nieciak

Race to Dubai

Adrian Meronk i caddy Stuart Beck podczas DPWTC. Fot. Facebook Adriana Meronka