Skromnie, ale zasłużenie
Kamil Sadłocha debiut w reprezentacji zaakcentował efektownym golem z karnego.
Oba zespoły wystąpiły w eksperymentalnych składach, ale mecze towarzyskie są okazją, by sprawdzić potencjalnych kandydatów do gry. Podczas krótkiego zgrupowania w Sanoku z bramkarskiego duetu: Maciej Miarka – Mateusz Studziński lepsze wrażenie robił ten pierwszy. Tak więc debiut tego drugiego został odłożony w czasie. Natomiast po raz pierwszy w reprezentacji mieli okazje wystąpić: obrońca Miłosz Noworyta oraz napastnicy: Mateusz Bezwiński i Kamil Sadłocha. Ten tercet miał powody do radości, a ten ostatni został uhonorowany nagrodą MVP.
Mało kto przypuszczał, że Biało-czerwoni rozpoczną w takim kiepskim stylu. W 2 min jeden z naszych obrońców w niegroźnej sytuacji stracił kontrolę nad krążkiem i ten zmierzał w stronę Miarki. Golkiper JKH GKS-u Jastrzębie wyjechał daleko z bramki, ale również
Inicjatywę posiadali nasi hokeiści, ale bramkarz rywali Bogdan Diaczenko po uderzeniach Jakuba Ślusarczyka i Mikołaja Sytego popisał się dobrym refleksem. W 17 min Sadłocha zdecydował się na indywidualną szarżę, minął bez większego problemu dwóch rywali, ale nie zdołał ulokować krążka w bramce, jednak w trakcie akcji był faulowany przez Ołeksija Janiszewskiego. Sędziowie podyktowali karnego, zaś Sadłocha popisał się świetnym uderzeniem i ukraiński golkiper był bez szans. Gra w wykonaniu naszych hokeistów była przeciętna i na dodatek zarobiliśmy trzy kary. Przy nieco silniejszym rywalu takie osłabienia mogłyby zakończyć się stratą goli.
Druga odsłona w naszym wykonaniu była nieco lepsza i kilka szybkich akcji mogło przynieść zmianę rezultatu. Jednak Mateuszowi Gościńskiemu, Szymonowi Kiełbickiemu czy też Bartłomiejowi Jeziorskiemu zabrakło nieco precyzji. W 32 min Ukraińcy przeprowadzili jedną z nielicznych akcji ofensywnych i Ołeksij Worona był bliski zdobycia drugiego prowadzenia.
Sporo nerwów kosztował nas ten mecz. Biało-czerwoni mieli inicjatywę, ale w dość niefrasobliwy sposób oddawali krążek rywalom, którzy prostymi środkami przedostawali się do naszej tercji. Miarka, na szczęście, poza jednym błędzie był czujny i bronił w kilku trudnych sytuacjach. Zwycięskie uderzenie należało dla naszego zespołu. Alan Łyszczarczyk w swoim stylu odważnie wjechał w tercję Ukraińców i dostrzegł pędzącego za nim Jeziorskiego. Ten niewiele się namyślając z wysokości lewego bulika „wystrzelił” ile miał sił i zdobył, jak się później okazało, zwycięskiego gola. Na 90 sek. przed końcem z tafli zjechał bramkarz gości, jednak ten manewr nie przyniósł rywalom żadnych efektów.
Było sporo nerwowości w poczynaniach naszego zespołu i brakowało płynności akcji. Tylko kilka mogło się podobać, ale wówczas zabrakło kropki na „i”. Dzisiaj rewanż i może gra Biało-czerwonych będzie nieco lepsza.
◾ Polska – Ukraina 2:1 (1:1, 0:0, 1:0)
0:1 – Kriwoszapkin (1:30), 1:1 – Sadłocha (16:45, karny), 2:1 – Jeziorski – Łyszczarczyk – Jaśkiewicz (50:29).
Sędziowali: Wojciech Czech i Michał Baca – Eryk Sztwiertnia i Piotr Kot. Widzów 1700.
POLSKA: Miarka; Jaśkiewicz - Noworyta, Horzelski – Górny, Wanacki - Maciaś, Naróg (2) – Biłas (2); Jeziorski – Syty – Łyszczarczyk, Sadłocha – Kiełbicki – Krężołek, Brynkus – Smal (2) – Gościński, Bezwiński – Ubowski – Ślusarczyk. Trener Robert KALABER.
UKRAINA: Diaczenko; Hrebenik (2) – Matusewicz, Dachnowski – Wołkow, Warawa – Ratusznyj, Sysak; Borodaj - Zacharow – Worona, Sidorenko - Krykla – Szapowałow, Kriwoszapkin – Mazur – Kowalczuk, Pancenko – Carkowski – Pansenko, Janiszewski. Trener Wadym SZACHRAJCZUK.
Kary: Polska – 6 min, Ukraina – 2 min.
16. ZWYCIĘSTWO odnieśli biało-czerwoni w 42. spotkaniu z Ukraińcami.
(sow)