Sport

Skanowanie oczami

WIDZIANE Z TRYBUN - Kacper Janoszka

Wypełniony Stadion Śląski robi ogromne wrażenie. Fot. PAP/Michał Meissner

Nie ma wątpliwości, że w sobotę na Stadionie Śląskim został pobity ligowy rekord frekwencji w XXI wieku. Nie jestem natomiast pewien, czy podana przez Ruch Chorzów oficjalna liczba widzów na trybunach ma pokrycie w rzeczywistości. W dzisiejszych czasach, gdy frekwencję zlicza się automatycznie, przez zeskanowanie biletu i przejście przez kołowrotek, dość łatwo przychodzi wskazanie dokładnej liczby ludzi na stadionie. Problem w tym, że przybyłem pod stadion godzinę przed meczem i razem z kibicami Wisły oraz Ruchu stałem przy bramie nr 7 w kolejce do zeskanowania biletu. Po niecałej godzinie oczekiwania fani stracili cierpliwość, bo kolejka właściwie się nie zmniejszała. Werbalnie poinformowano ochroniarzy o tym, że kibiców na mecz trzeba wpuścić. Służby porządkowe podjęły więc decyzję o tym, że ludzie zostaną przepuszczeni na stadion, nie przez kołowrotek, a przez otwartą bramę, żeby było szybciej, i żeby zdążyć na początek meczu, a nie na drugą połowę. W ten sposób dostałem się na teren Stadionu Śląskiego nie przechodząc przez kołowrotek. Nie zeskanowałem więc - co w tej sytuacji oczywiste - biletu. Wystarczyło, że pokazałem pani ochroniarz moją wejściówkę w formie elektronicznej, pani „zeskanowała” ją oczami i już byłem na trybunie. Być może istniał system ręcznego liczenia ludzi przez służby porządkowe, którego nie zauważyłem... Jestem jednak pewien, że choć oglądałem mecz z trybun, moja obecność nie została odnotowana w systemie, podobnie jak pozostałych kibiców, którzy pod bramami oczekiwali na wejście na stadion.

Może więc kibiców rzeczywiście było 53293. A może jednak 53300? A może 53121? Każdą z tych liczb można było podać, tak naprawdę nikt nie może być pewny, ile rzeczywiście ludzi pojawiło się na Stadionie Śląskim. Choć ostatecznie nie ma to ogromnego znaczenia, bo rekord z pewnością został pobity. Chcę jednak zwrócić uwagę na problem, z jakim Ruch Chorzów, grając na Stadionie Śląskim, zmaga się przy każdym dużym meczu. Przykro mi, ale gdy tylko na chorzowskim gigancie pojawia się spora liczba kibiców, pojawiają się problemy z wejściem na obiekt na czas. Doskonale pamiętam, że nie zdążyłem na początek meczu Ruch - Legia w lutym 2024 roku, stojąc w kolejce 45 minut przed meczem, a przecież na stadionie pojawiło się wówczas „zaledwie” 37223 widzów.

Przymykając oko na te problemy, byłem pod wrażeniem atmosfery, która panowała na trybunach, była znakomita. Fani obu zespołów pokazali, że zasłużyli na rekord. Zaskoczyła mnie (choć może nie powinna) liczba kibiców Wisły, którzy zajmowali nie tylko sektory północne, ale „rozsiani” byli po całym obiekcie. Szczerze gratuluję każdemu, kto pojawił się w sobotę na Stadionie Śląskim i dołożył cegiełkę do tego historycznego wydarzenia.