Sport

Siedem klubów stabilnych

Rozmowa z Krzysztofem Zapałą, czterokrotnym mistrzem Polski, 133-krotnym reprezentantem kraju

Czy w finale o mistrzostwo Polski znów spotkają się Re-Plast Unia z GKS-em Katowice? W Tychach mają odmienne zdanie. Fot. Sebastian Sienkiewicz / Press Focus

TAURON HOKEJ LIGA

Pierwsza część obecnego sezonu była lepsza czy gorsza w porównaniu do poprzednich lat?

– Poziom, w moim przekonaniu, jest podobny, bo najbogatsi starają się zbudować kadry, które gwarantowałyby rywalizację o mistrzostwo kraju. Wystarczy spojrzeć w tabelę, by zorientować się, kto nie ma problemu z finansami. Oczywiście, że pieniądze to nie wszystko. Można sprowadzić wielu zawodników z bogatym CV, a nie mieć drużyny. Liga się ustabilizowała i mamy w tym sezonie siedem zespołów stabilnych i potrafiących walczyć w każdym meczu. Pierwsza pozycja GKS-u Tychy nie jest zaskoczeniem, bo to drużyna ukształtowana i tym razem nie miała jakichś drastycznych wpadek. Pozostałe miały większe lub mniejsze problemy, ale wynikały one z różnych z przyczyn. Tabela chyba nie do końca odzwierciedla potencjał i możliwości zespołów.

A kto pana zaskoczył negatywnie?

– Spodziewałem się więcej po Comarch Cracovii, bo przejął nad nią opiekę znany mi duet szkoleniowców Marek Ziętara i Jacek Szopiński. To był i nadal jest ciekawy projekt – stworzono drużynę w oparciu o rodzimych, w większości młodych zawodników. Wyglądało to lepiej, niż się spodziewałem, ale w miarę upływu czasu zespół gasł i już nie był tak groźny dla najlepszych. Gdzie szukać przyczyn? Nie potrafię odpowiedzieć, bo nie jestem aż tak blisko drużyny. Trenerzy pewnie znają powody słabszej dyspozycji. Wiem, że mieli problemy z bramkarzami i jest to częściowe wytłumaczenie. Tak czy siak po „Pasach” spodziewałem się przede wszystkim lepszej gry i wyższego miejsca. Rozczarowała mnie też drużyna z Jastrzębia, a przecież za jej tworzenie już od dłuższego czasu są odpowiedzialni trener Robert Kalaber i dyrektor sportowy Leszek Laszkiewicz. Budują, budują i jakoś średnio to wychodzi. Nie jestem fanem gry tej drużyny, choć przecież po sezonie zasadniczym jest na czwartym miejscu. To są jednak rozważania po 40 meczach, a play off wszystko może przewrócić.

A były jaśniejsze strony dotychczasowej rywalizacji?

– Oj, tak! Przede wszystkim mile zaskoczyła mnie ekipa z Torunia, która, z reguły, rozpoczynała dobrze sezon, a potem wszystko pękało, rozsypywało i zespół w końcowym rozrachunku przestawał się liczyć. A teraz ekipa toruńska prezentuje się zgoła inaczej. Zaczęła nieźle, ale w miarę upływu prezentuje się coraz lepiej. Gra nowocześnie, stabilnie i ma wartościowych zawodników na poszczególnych pozycjach. Renomowane zespoły: obrońca tytułu mistrzowskiego z Oświęcimia oraz wicemistrz z poprzedniego sezonu z Katowic miały różne okresy. Hokeiści Unii po intensywnych dwóch miesiącach i występach w Lidze Mistrzów złapali zadyszkę, a potem doszła rezygnacja trenera Nika Zupancicia. Wydaje się, że liczyli na wyższe miejsce. GKS Katowice grał nierówno, choć na finiszu sezonu zaimponował skuteczną grę. W tej drużynie jest wielu wartościowych zawodników i oni jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa. Zagłębie zajęło 7. lokatę, ale grało znacznie lepiej. Warto zwrócić uwagę na Damiana Tyczyńskiego czy Patryka Krężołka. Zespół też miał swoje problemy związane ze zdrowiem. Może w drugiej części drużyna pokaże wszystkie możliwości, bo ma ich sporo. Ano zobaczymy.

Czy w ćwierćfinałach play offu będziemy świadkami niespodzianki?

– Będzie, pod warunkiem, że uznamy za taką wygraną Energi Toruń z JKH GKS-em Jastrzębie. Oba zespoły po raz kolejny zmierzą się na tym poziomie rozgrywek, a dotychczas triumfowali podopieczni trenera Kalabera. Teraz może być zgoła inaczej. Ta rywalizacja, w moim przekonaniu, potrwa najdłużej i nie wykluczam siedmiu meczów. Derby Małopolski pomiędzy Unią i Cracovią też zapowiadają się ciekawie. Trener Ziętara, a znam go dobrze, już pewnie siedzi i kreśli plany jak zaskoczyć wyżej notowanego przeciwnika. Unię czeka trudna rywalizacja, bo „Pasy” będą grały do końca o korzystny wynik. Podobnie może być w parze Katowic z Zagłębiem, choć w końcowym rozrachunku stawiam na większe doświadczenie Grzegorza Pasiuta oraz jego kompanów. O parze Tychy – Sanok chyba nawet nie warto wspominać. Cztery wygrane tyszan wydają się sprawą oczywistą.

Rozmawiamy o sezonie i ani słowa nie było o Podhalu. Jaki przewiduje pan scenariusz dla ukochanych „Szarotek”?

– Nie jestem tak blisko tego klubu, jak się to może wydawać. Jako fan hokeja byłem tylko na jednym meczu z Cracovią i... wytrzymałem dwie tercje. Nie ma pomysłu, koncepcji, planu, by wyjść z tej zapaści. Jedynym pozytywnym przesłaniem, jakim cieszą się obecni włodarze, jest fakt, że konta bankowe są odblokowane. I cóż z tego, skoro są puste. Doszły mnie informacje, że potrzeba około 600 tys. zł, by zamknąć budżet zakończonego sezonu! Jeżeli ktoś niezorientowany w sytuacji śledzi tylko social media, to absurd goni absurd i może się wydawać, że w Podhalu jest wszystko w porządku. Nie wiem, co będzie z „Szarotkami”, ale mogą podzielić losu KTH Krynica sprzed, powiedzmy, 20 lat. Oczywiście, hokejowa społeczność w całym kraju nie wyobraża sobie, by Podhale mogło upaść. Jednak taki czarny scenariusz trzeba również brać pod uwagę. Na wszelki wypadek odpukuję w niemalowane drewno...

Rozmawiał Włodzimierz Sowiński

Krzysztof Zapała