Sport

Siła pokusy

Doping to zmora sportu. Nie jest od niego wolna nawet tak techniczna i zespołowa gra, jak siatkówka, o czym przypomniał właśnie przypadek Mikołaja Sawickiego.

Peter Divis po zakończeniu kariery pracował m.in. w GKS Katowice. Fot. Łukasz Laskowski/PressFocus

Mikołaj Sawicki, reprezentacyjny przyjmujący, był przewidziany do gry podczas zakończonego w sobotę turnieju towarzyskiego Silesia Cup, który rozgrywano w Katowicach i Gliwicach. Wystąpił tylko w pierwszym meczu z Ukrainą, wchodząc na krótkie zmiany. Potem zniknął z zespołu. Okazało się, że został zawieszony za naruszenie przepisów antydopingowych. Polska Agencja Antydopingowa POLADA poinformowała, że w próbce A pobranej od Sawickiego po drugim meczu finału mistrzostw Polski z Aluronem CMC Wartą Zawiercie – Bogdanka LUK wygrała 3:0 i potem zdobyła mistrzostwo Polski – czyli ponad miesiąc temu, wykryto niedozwolony środek. Siatkarz ma prawo do analizy próbki B. Jeśli i w niej będzie zakazana substancja grozi mu nawet czteroletnia dyskwalifikacja. Jeśli będzie natomiast czysta, wówczas zostanie oczyszczony z wszystkich zarzutów.

Doping w leku

Choć w siatkówce przypadki stosowania dopingu są niezwykle rzadkie, Sawicki nie jest pierwszym siatkarzem podejrzanym o stosowanie niedozwolonego wspomagania. W 2002 roku na dopingu wpadł Szymon Żurawski, wówczas zawodnik GTPS Gorzów Wlkp. Do kontroli antydopingowej został wytypowany 30 listopada po spotkaniu z NKS Nysa. Wraz z nim przebadani zostali też Roman Bartuzi i Maciej Kowalczuk. Tylko wyniki badań 27-latka nie były dobre. W jego organizmie wykryto 19-norandrosteron, zaliczany do środków twardych.

Żurawski nie przyznał się do świadomego stosowania dopingu, ale badania drugiej próbki także dały wynik pozytywny. Siatkarz bronił się, twierdząc, że niedozwolony środek mógł znajdować się w leku, który stosował, lecząc kontuzjowane kolano. Na jego prośbę lek nawet poddano analizie, ale nie wykryto w nim żadnych niedozwolonych substancji.

Zarząd Polskiej Ligi Siatkówki 5 lutego 2003 roku podjął decyzję o ukaraniu Żurawskiego dwuletnią bezwzględną dyskwalifikacją. Dodatkowo zawodnik zapłacił trzy tysiące złotych kary. Kara dyskwalifikacji liczyła się od 1 stycznia 2003 r. Żurawski do uprawiania sportu wrócił już jednak po pół roku. Sąd Odwoławczy przy Polskim Związku Piłki Siatkowej zmniejszył karę bezwzględnej dyskwalifikacji z dwóch lat do sześciu miesięcy. Żurawski grał potem jeszcze w Gwardii Wrocław, KP Polskiej Energii Sosnowiec, klubach francuskich i Jastrzębskim Węglu.

Afera bez afery

Jedna z najgłośniejszych dopingowych afer w naszej lidze, choć jak się później okazało żadnej sprawy nie było, miała miejsce 27 marca 2004 roku i dotyczyła Petera Divisa. Słowak uchodził wówczas za jednego z najlepszych atakujących świata. Miał ogromny talent, dynamikę i dysponował piekielnie mocnym atakiem. Do naszej ligi trafił dwa lata wcześniej za sprawą Jana Sucha, ówczesnego trenera Jastrzębia Borynii. Wprawdzie do naszego kraju przyjeżdżał jako zwycięzca Ligi Mistrzów z francuskim Tour, ale mało kto zdawał sobie sprawę, jak wielkim jest siatkarzem. Szybko pokazał swoją moc. Liga okazała się dla niego spacerkiem. Rozbijając AZS Częstochowa czy Skrę Bełchatów zyskał szacunek kibiców i uznanie ekspertów.

Już po roku Słowak z Jastrzębia trafił do Polskiej Energii Sosnowca. Rozkręcał się długo, ale czym bliżej było końca rozgrywek tym grał lepiej. Szczyt formy przyszedł na Puchar Polski rozgrywany w Bełchatowie. Polska Energia obroniła tytuł sprzed roku, a Divis został wybrany najlepszym graczem turnieju. W play offie Słowak nadal zadziwiał formą. Był bliski wprowadzenia sosnowiecki zespół do finału. Po czterech spotkaniach z Pamapolem Częstochowa był remis. Piąte, decydujące starcie rozgrywano w Częstochowie. Gospodarze wygrali 3:1, a Divis nie miał już sił, by pociągnąć drużynę. Ale nie porażka była najgorsza…

Po meczu do kontroli antydopingowej wytypowany został m.in. Divis. Gdy kontrolerzy czekali przed głównym wejściem na Słowaka, ten nagle zapadł się pod ziemię. Nigdzie go nie było. Wersje zniknięcia były dwie. Jedna mówiła, że uciekł przez okno, druga, że wyszedł tylnymi drzwiami. Na parkingu miała czekać narzeczona i z piskiem opon odjechali spod hali. Czego obawiał się Divis? Ponoć obecności w jego organizmie narkotyków.

Co ciekawe, sprawy w ogóle nie było. Kontrolę anulowano, bo komisja popełniła błędy proceduralne. Ponoć przed meczem o wytypowaniu Divisa do kontroli powiadomiony został drugi trener „Kazików” Andrzej Urbański, ale nie było żadnego dokumentu z podpisem siatkarza bądź Urbańskiego, który potwierdziłby tę wersję.

Słuch o Słowaku zaginął. Nie pojawiał się w klubie, początkowo wysyłał tylko zwolnienia lekarskie. Potem zaprzestał i tego. Szefowie Polskiej Energii ostatecznie zerwali z nim kontrakt. Divis w końcu po kilku tygodniach się odnalazł we Włoszech. Został graczem zespołu Serie A -Teleunitu Goia Del Colle. I wciąż grał znakomicie. Został nawet wybrany do meczu gwiazd ligi włoskiej.

Winna odżywka

Kolejni zawodnicy PlusLigi, którzy wpadli na dopingu to Kubańczyk Sirianis Hernandez oraz Jakub Rohnka. Ten pierwszy w 2010 roku był zawodnikiem Jadaru Radom. W jego organizmie wykryto pseudoefedrynę. Kubańczyk twierdził, że jest chory na astmę. Nie uratowało go to jednak przed rozwiązaniem kontraktu w trybie natychmiastowym. Rohnka natomiast został złapany w 2018 roku, gdy był zawodnikiem Łuczniczki Bydgoszcz. U niego wykryto metyloheksanaminę. Odpowiada ona przede wszystkim za spalanie tłuszczu i jest składnikiem m.in. niektórych odżywek i suplementów diety. Po informacji od Polskiej Agencji Antydopingowej (POLADA) przyjmujący został zawieszony na trzy miesiące. Zakazana substancja była w odżywce, którą siatkarz kupił na własną odpowiedzialność.

Gwiazdy na wspomaganiu

Na liście podejrzanych o stosowanie zabronionego wspomagania nie brakuje też nazwisk gwiazd światowej siatkówki. Dwa lata zawieszenia dostał między innymi Bułgar Władimir Nikołow, brązowy medalista mistrzostw świata z 2006 roku. Został oskarżony o stosowanie niedozwolonej substancji podczas igrzysk olimpijskich w 2012 roku. Był to metabolit metylotestosteronu.

Szokiem dla siatkarskiego środowiska była też wpadka legendarnego Murilo Endesa. U brazylijskiego gwiazdora, mistrza świata i wicemistrza olimpijskiego w 2017 roku wykryto furosemid, środek moczopędny ułatwiający zbicie wagi, mający właściwości maskujące inne substancje. Murilo od początku nie przyznawał się do świadomego przyjmowania, Kiedy próbka B dała pozytywny wynik, zatrudnił jednego z najdroższych brazylijskich prawników zajmujących się sprawami dopingowymi. Walczył o uratowanie wizerunku i uniknięcie 2-letniej dyskwalifikacji. WADA częściowo dała wiarę jego wersji. Murilo musiał jednak odbyć ośmiomiesięczną dyskwalifikację.

Głośne były również sprawy Aleksandra Butko, Pawła Moroza i Dmitrija Muserskiego. Pierwszy z w 2022 roku został ukarany 15-miesięczną dyskwalifikacją a stosowanie trimetazydyny. Moroz natomiast został zawieszony za zażywanie kokainy. Muserski z kolei miał pozytywny wynik testu dopingowego w 2013 roku. W jego organizmie wykryto metyloheksaminę. Kolejny Rosjanin złapany na dopingu to Aleksander Markin. Podczas turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro w Berlinie wykryto u niego meldonium. Markin przyznał się do świadomego przyjmowania specyfiku, ale tłumaczył, że miało to miejsce jeszcze zanim trafił on na listę środków zakazanych, a więc przed 1 stycznia 2016 r. Rosjanie jak zwykle zamieszanie tłumaczyli rusofobią i atakiem politycznym.

Na liście ukaranych nie brakuje również siatkarek. Jedną z najbardziej znanych jest Fangxu Yang, złota medalistka olimpijska z Rio de Jaineiro.Test wykonany został przed igrzyskami azjatyckimi, które odbywały się w Indonezji. We krwi 24-letniej siatkarki wykryta została erytropoetyna, czyli tzw. EPO. Yang została zdyskwalifikowana na cztery lata.

(mic)

Dmitrij Muserski jest jednym z najwybitniejszych siatkarzy, który musiał się tłumaczyć z dopingu. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus