Sentymentalna dedykacja
Herve Renard awansował na swoje trzecie mistrzostwa świata z rzędu, ale Azja... jeszcze nie skończyła eliminacji!
Po raz kolejny Arabię Saudyjską na mundialu będzie prowadził selekcjoner Renard. Fot. MOURAD ALLILI/SIPA / Sipa / PressFocus
AZJA
Znamy osiem reprezentacji, które będą reprezentować największy kontynent świata na przyszłorocznym mundialu. To dobrze znane firmy, czyli Japonia, Korea Południowa, Iran i podpięta od jakiegoś czasu pod Azję Australia, ale również debiutujące Uzbekistan i Jordania oraz walczące o awans najdłużej Arabia Saudyjska i Katar. Co rzuca się w oczy, to że uczestnicy MŚ koncentrują się na wschodnim i zachodnim skraju kontynentu. Środek jest pusty, w tym... liczące w sumie ok. 3 miliardy mieszkańców Chiny oraz Indie!
Emocjonalny awans
Odkąd Saudyjczycy zadebiutowali na mundialu w 1994 roku, opuścili tylko dwie imprezy – w 2010 i 2014 roku. Bieżący i ten poprzedni awans wywalczył z Zielonymi Sokołami doskonale znany francuski szkoleniowiec Herve Renard, którzy przejął drużynę fatalnie radzącą sobie pod wodzą głośnego nazwiska Roberto Manciniego. Renard nie miał łatwego początku, ale koniec końców wyprowadził Arabię na prostą i choć musiał „wspomóc” się czwartą rundą eliminacji, dotarł na swoje trzecie MŚ z rzędu. W 2018 roku awansował bowiem jeszcze z Marokiem.
– Spodziewałem się wielu osób na stadionie, ale atmosfera była jeszcze lepsza, niż myślałem. To napędzało zawodników. W ostatnich miesiącach nie było lekko, ale zrobiliśmy to i to jest najważniejsze – mówił Renard po „zwycięskim” remisie 0:0 z Irakiem.
Jak zresztą przyznał, awans na mundial miał dla niego wartość sentymentalną, bo niestety nie doczekała go jego mama. – To było bardzo emocjonalne... Moja matka odeszła w lutym, była na Lusail Stadium, kiedy na mistrzostwach w Katarze pokonaliśmy Argentynę. Po raz ostatni widziałem się z nią w styczniu. Powiedziała mi wtedy: „Nie zobaczę cię już na kolejnym mundialu, ale zrób wszystko, co możesz, aby się tam zakwalifikować”. Kiedy mnie o to zapytano... emocje wzięły górę. Gdy o niej myślę, czuję jej opiekę – mówił Herve Renard.
Warto przypomnieć, że to właśnie od strony matki 57-letni szkoleniowiec ma polskie korzenie. Jej rodzice pochodzili z Polski, a z domu nosiła nazwisko Kamińska.
Futbol nie jest sprawiedliwy
Po bardzo emocjonującym meczu ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi drugi z rzędu mundial wywalczył też Katar. Prowadzona od maja przez Julena Lopeteguiego drużyna również zawodziła w eliminacjach, więc również musiała walczyć w 4. rundzie eliminacyjnej. Udało się, choć w eterze nie brak głosów (być może sfrustrowanych, być może myślących stereotypowo), że Katarczykom pomagali... sędziowie i działacze. To jednak chyba za daleko idące teorie.
– To pierwszy raz, kiedy ten zespół awansował na mundial – mówił Lopetegui, no bo przecież w 2022 roku Kasztanowi jako gospodarz nie musieli grać w eliminacjach. Hiszpan świętował po zwycięstwie z ZEA, które określił mianem zasłużonego, choć nieco inny od niego punkt widzenia miał na to rumuński szkoleniowiec Emiratczyków Cosmin Olariu. – Futbol nie zawsze jest sprawiedliwy. Kontrolowaliśmy mecz, wywieraliśmy presję na rywalach... To rozczarowujące. Szkoda, że doszliśmy do tego punktu, ale musimy wejść w nową fazę i zabezpieczyć nasze szanse na awans – powiedział selekcjoner Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które... nie zakończyły jeszcze eliminacji!
Optymistyczny Irak
W Azji bowiem odbędzie się jeszcze 5. runda, w której ZEA zagrają z Irakiem. To będzie dwumecz - 13 i 18 listopada, a jego zwycięzca trafi do baraży interkontynentalnych. Obie ekipy walczą o drugi udział w MŚ w historii. – Wciąż jesteśmy w grze. Iraccy kibice i media muszą zachować optymizm, bo jeśli w listopadzie damy sobie radę, nadal będziemy w eliminacjach. Przepraszam wszystkich, ale... musicie to zrozumieć. Bądźmy pozytywni – apelował selekcjoner Iraku Graham Arnold.
Piotr Tubacki
