Sędziowski kryminał?
Po meczu pucharowym Legii z Jagiellonią sędziowie znaleźli się w ogniu krytyki.
Decyzje arbitra Piotra Lasyka wzbudziły wiele kontrowersji. Fot. Tomasz Jastrzębowski/Olimpik / Press Focus
Gromy na głowy arbitrów
Nie da się ukryć, że w tym ćwierćfinałowym spotkaniu, które zostało rozegrane w Warszawie, nie obyło się bez spięć i kilku kontrowersyjnych werdyktów zespołu sędziowskiego. Z pierwszym mieliśmy do czynienia w 57 minucie (wynik 1:1). Goście egzekwowali rzut rożny, do centry wyskoczył napastnik „Jagi” Afimico Pululu i uderzył piłkę tak, że ta trafiła w rękę Ilji Szkurina. Sędzia Piotr Lasyk rzutu karnego nie podyktował, ponieważ stwierdził, że między snajperem Jagiellonii i ręką napastnika Legii była zbyt mała odległość.
Świadkami kolejnej kontrowersji byliśmy w 74 minucie. W polu karnym Legii upadł zahaczany przez Pawła Wszołka Oskar Pietuszewski, a arbiter od razu podyktował „jedenastkę”. Dla niżej podpisanego faul legionisty był ewidentny, nie podlegał dyskusji. Tymczasem arbiter z Bytomia czekał na analizę VAR, za którą w środowy wieczór odpowiadał nasz eksportowy arbiter, Szymon Marciniak. Ten podpowiedział Lasykowi, by sam przeanalizował sytuację – sędzia główny pobiegł więc do monitora, obejrzał powtórki i... odwołał rzut karny.
W sieci natychmiast na głowę rozjemcy posypały się gromy. Słów ostrej krytyki nie szczędzili sędziom (Lasykowi i Marciniakowi) między innymi Cezary Olbrycht (Canal+Sport), Mateusz Miga (TVP Sport) czy Adam Sławiński (Kanał Sportowy). Były sędzia Adam Lyczmański, obecnie ekspert od spraw sędziowskich w Canal+, także nie miał żadnych wątpliwości, że w tej sytuacji sędziowie popełnili poważny błąd.
Z duchem gry?
Kolegów „po fachu” w obronę wziął tylko były sędzia asystent, Rafał Rostkowski: – Sytuacja z 74 minuty może wzbudzać kontrowersje, ale odwołanie rzutu karnego dla Jagiellonii było zrozumiałe, zgodne z duchem „Przepisów gry”, sprawiedliwe. To była chyba najlepsza możliwa decyzja sędziowska w tej sytuacji. Większe wątpliwości budzi brak „jedenastki” za zagranie ręką przez Szkurina, ponieważ ten miał rękę uniesioną do góry, odchyloną, powiększał nią obrys ciała i zagrodził nią piłce drogę w kierunku bramki. To są argumenty przemawiające za podyktowaniem rzutu karnego dla Jagiellonii.
Szymon Marciniak upierał się, że po faulu na Oskarze Pietuszewskim nie powinno być karnego dla „Jagi”, ponieważ „niezależnie od szczegółów tej fazy akcji, wcześniej był faul na lewym obrońcy Legii. Przy linii bocznej o piłkę walczyli Duszan Stojinović, Miki Villar i Ruben Vinagre. Zawodnik Legii został tam uderzony w kolano, wtedy piłkę przejęła Jagiellonia”.
Nieco wcześniej sędzia Lasyk nie podyktował „jedenastki” dla Legii, gdy piłkę ręką we własnym polu karnym zagrał Cezary Polak. Futbolówka odbiła się od jego ręki po złym przyjęciu, ale w przypadku tzw. błędów technicznych, po których następuje takie niedozwolone zagranie, nie dyktuje się rzutu karnego. Podobnie było w doliczonym czasie w przypadku zagrania ręką innego piłkarza „Jagi”, Tomasa Silvy.
Olimpijski spokój
Na temat pracy sędziów nie chciał wypowiadać się trener Jagiellonii, Adrian Siemieniec. – Kontrowersje były dwie, jedna miała miejsce po stałym fragmencie, gdy sprawdzano rękę Szkurina – stwierdził 33-letni szkoleniowiec. – Potem była też kwestia rzutu karnego. Jesteśmy rozczarowani, bo przegraliśmy. Nigdy nie będę szukał wymówek w decyzjach arbitrów. To często kluczowe wybory, ale mam swoją pracę do wykonania. Kluczową sytuacją była szybka strata gola na 1:1. To spowodowało, że mecz się otworzył, choć nadal stwarzaliśmy zagrożenie, ale brakowało nam kolejnego trafienia. PGE Narodowy w tym roku nie będzie dla Jagiellonii, ale wierzę, że prędzej czy później tam trafimy.
Bogdan Nather