Sport

Sędzia i trema

Niepołomiczanie czują duży niedosyt po meczu z Motorem. Sędzia VAR się broni, były arbiter go krytykuje.

Marcin Kochanek dobrze sędziował w Niepołomicach, ale sytuacja z odwołanym karnym też idzie na jego konto. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

PUSZCZA NIEPOŁOMICE

Paweł Raczkowski po ostatnim weekendzie nie jest ulubionym arbitrem małopolskich drużyn. W piątek gwizdał w Gdyni i w pierwszej połowie nie podyktował rzutu karnego dla Wisły za zagranie ręką. Stał blisko akcji, nie wezwali go też sędziowie VAR, którzy po meczu w rozmowie z TVP Sport przyznali się do błędu. 37 godzin później arbiter z Warszawy siedział przed monitorem w spotkaniu Puszczy Niepołomice...

Różne zdania

W 86 min główny Marcin Kochanek wskazał na „wapno” po zagraniu ręką Herve'a Matthysa. Gospodarze szykowali się do oddania strzału, który mógł im dać remis, ale Raczkowski wezwał młodszego kolegę przed monitor. Był na tyle przekonujący, że opolanin odwołał karnego. Swoją interpretację wyłożył na antenie „Canal+”. – Kierując się oceną sytuacji, musimy brać pod uwagę kryteria. W tym przypadku jednym z kryteriów była odległość zagrania piłki przez napastnika w kierunku blokującego obrońcy i ocena tego, w jaki sposób była ułożona ręka w momencie kontaktu piłki z ręką obrońcy, który doprowadził do tego, że piłka uderzyła go w rękę. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, w jaki sposób były ułożone te ręce, czy w sposób naturalny, w jaki sposób było ułożone ciało. Kamera zza bramki doskonale pokazuje, że w momencie kontaktu, kiedy zawodnik został trafiony w biceps, ręka jest minimalnie odwiedziona, obrońca zrobił wszystko, by ją schować. W momencie kontaktu jest ona wzdłuż ciała, co kamera zza bramki pokazuje jako dowód tego, co zrobił obrońca, który próbował uniknąć kontaktu, wiedząc o tym, że może taki kontakt spowodować – tłumaczył Paweł Raczkowski.

Ekspert krytykuje

Inną decyzję podjąłby Adam Lyczmański, były arbiter, który jest ekspertem „Canal+”. – Czy ręka była scalona? Moim zdaniem nie. Czy nie poszerzała obrysu ciała? Moim zdaniem poszerzała. Czy zawodnik było za blisko? Uważam, że sędzia się myli, bo nie było to na tyle blisko, żeby to kryterium wziąć pod uwagę. Uważam, że pierwsza decyzja sędziego z boiska była prawidłowa i co ważne, on bardzo dobrze ten mecz prowadził. A czy od razu dał się przekonać? Zwróćmy uwagę, jak długo trwała wideoweryfikacja. To nie było podbiegnięcie do monitora na pięć, siedem sekund w sytuacji czarno-białej. To trwało bardzo długo i niepotrzebnie – wskazał Lyczmański.

Inny mecz, inna ocena

Warto tu przypomnieć, że jesienią Raczkowski pomylił się na korzyść Puszczy, szybko wyrzucając z boiska obrońcę Lecha. Trener „Żubrów” uważa, że sędziowie nie chcę nikogo skrzywdzić. – Przyjąłem zasadę, że jak mam powiedzieć, że przegrałem przez sędziego, to lepiej nie powiedzieć nic. Mogę tylko powtórzyć to, co przekazałem sędziemu, który zdecydował o odwołaniu karnego. Największym problemem jest to, że taka sama sytuacja będzie miała zupełnie inne konsekwencje w innym meczu – przyznał Tomasz Tułacz. – Sporo włożyliśmy w ten mecz, chcieliśmy dobrze zacząć. Wiedzieliśmy, ile on znaczy dla pracowników klubu i mieszkańców. My też długo czekaliśmy, by w końcu zagrać w domu. Jest w nas dużo emocji, ale musimy jak najszybciej je ustabilizować, dalej ciężko pracować i jechać po punkty do Kielc – powiedział pomocnik, kapitan drużyny Jakub Serafin.

Tułacz nie krył, że zespół miał problem z motoryką po czwartkowej dogrywce w Pucharze Polski. Negatywnie na postawę zawodników mogła mieć też otoczka związana z historycznym występem w Niepołomicach na poziomie ekstraklasy. Mam wrażenie, że oprócz problemów motorycznych, trema też trochę nas sparaliżowała. Była niedokładność w rozegraniu piłki, Motor do przerwy grał płynniej. Myśmy nawet w sytuacjach, które są naszym atutem, nie dokonywali dobrych wyborów – wyliczał.

Michał Knura