Sport

Rysy na wizerunku

Przedłużająca się seria bez zwycięstwa wpływa na nastroje kibiców i ocenę pracy prezesa „Pasów”.

Szef Cracovii obrywa za słabe wyniki, bo to ostatecznie on za wszystko odpowiada. Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus

CRACOVIA

Skończył się miesiąc (rok) miodowy Mateusza Dróżdża w Cracovii. Ostatnie słabe wyniki drużyny sprawiły, że kibice zaczęli go głośniej krytykować, podczas gdy wcześniej głównie chwalili za wiele rzeczy, które zmienił w funkcjonowaniu klubu i zespołu.

Piłkarze na dywaniku

Położenie drużyny w tabeli PKO BP Ekstraklasy jest o niebo lepsze niż rok temu. Obecnie po 21 kolejkach – mimo siedmiu kolejnych meczów bez zwycięstwa, w tym czterech remisów z rzędu – ma dziewięć punktów więcej niż w lutym 2024. Wówczas „Pasy” musiały patrzeć za siebie, ponieważ przewaga nad strefą spadkową wynosiła tylko cztery punkty. Dziś to aż 13 „oczek” i nadal bliżej im do miejsc medalowych. Problem w tym, że strata do podium tylko na wiosnę wzrosła z czterech do sześciu punktów. Po remisach z Rakowem Częstochowa i Widzewem Łódź można było przyjmować tłumaczenia trenera, że brakuje wyłącznie skuteczności pod bramką przeciwnika. Spotkanie z Koroną Kielce, cudem zremisowane w doliczonym czasie, gdy niemal całą drugą połowę grało się w liczebnej przewadze, każe postawić pytanie, czy rzeczywiście jedynym problemem jest indolencja w polu karnym rywali?

Zagraliśmy fatalny mecz i każdy z nas zdaje sobie z tego sprawę – ogłosił w mediach społecznościowych prezes Mateusz Dróżdż. – Po meczu długo rozmawiałem z radą drużyny, sztabem i pionem sportowym. Błędy staramy się natychmiast korygować. Każdy z nas chce realizować cele, które sobie założyliśmy chociażby w Turcji. Robimy wszystko, aby zespół jeszcze wzmocnić i aby kolejni zawodnicy trafili do naszej drużyny.

Dziwna decyzja

Cracovia wpadła w dobrze znaną fanom drużyny przeciętność, z którą chcieli skończyć za „panowania” Dróżdża. W komentarzach pod wpisem prezesa przeczytać można głównie gorzkie słowa. Najpierw powinny być przyjścia zawodników, a jak już masz dobrego piłkarza, to możesz kogoś puścić. To, co zrobiliście jako pion sportowy, to kompromitacja. Potrzebowaliśmy trzech wzmocnień przy założeniu, że nikt nie odchodzi. Zafundowaliście Kroczkowi trzy straty i kazaliście grać o puchary. Zaprosił pan kibiców na obfitą ucztę, zaserwował pan stare paluszki” – punktuje Dróżdża jeden z kibiców. Inny podkreśla, że zespół opuściło trzech zawodników, a nikogo nie udało się pozyskać przed rozpoczęciem rundy. Doszedł obrońca Gustaw Henriksson, ale tuż przed drugim wiosennym meczem. To jest kompletny brak profesjonalizmu i kpina z kibiców” – czytamy w innej odpowiedzi. Kolejny fan dodaje: Kibica przyciąga wynik sportowy i transfery, które budują „życie drużyny”, u nas tego nie ma. Ile można jechać na dobrych akcjach marketingowych?”.

Zimą Cracovię opuścili Michał Rakoczy (wypożyczony do II ligi tureckiej), Mateusz Bochnak (sprzedany do Miedzi Legnica), a Jani Atanasov niespodziewanie został odsunięty od przygotowań i czeka na oferty z innych klubów. Zwłaszcza ta ostatnia decyzja wydaje się bardzo dziwna. Reprezentant Macedonii Północnej nie był wybitnym zawodnikiem, ale poniżej pewnego poziomu nie schodził. Trener stawia na Amira Al-Ammariego, który ciągle nie przekonuje. W tym wątku pojawia się jeszcze jedno pytanie: jak klub chce znaleźć kupca na Atanasova, który ma jeszcze półtora roku kontraktu, jeżeli ten nie może trenować z pierwszym zespołem i pokazywać się w lidze?

Liczą się wyniki

Kibice odbierali nowego prezesa bardzo dobrze, dawał im nadzieje na nowe otwarcie i profesjonalne zarządzanie. Nowa ekipa wiele rzeczy zmieniła, otworzyła się na fanów, ale ci teraz mówią „sprawdzam”, żądając gry o wysokie cele. Obecnie na to się nie zanosi, a nowi sponsorzy, wymienione ławki rezerwowych czy pomalowany korytarz na stadionie nie będą dla nich ważniejsze od tego, co widzą na boisku i w tabeli.

Michał Knura