Sport

Rykoszet życia

Bywa, że do zbiorowej świadomości przedziera się kopciuszek – w Meksyku w niesłychanych okolicznościach świat poznał Briana Campbella.

Brian Campbell i jego równie zszokowana partnerka Kelsi, z meksykańskim trofeum. Fot. Facebook PGA Tour

Pierwszy triumf na PGA Tour nie przyszedł mu łatwo. Niechybnie pomogła opatrzność. Brian, jeden z najkrócej uderzających zawodników w tym turnieju, w dogrywce zmierzył się z demonem odległości, 20-letnim Południowoafrykańczykiem - Aldrichem Potgieterem, przy którym nawet sam Rory McIlroy może czuć się podenerwowany. Amerykanin ze średnią 293,6 jarda był piąty od końca w klasyfikacji dystansu, Aldrich z wynikiem 324,3 – piąty najlepszy. Przepaść! To, jak obaj radzili sobie z krótką grą, jest zupełnie inną historią. Campbell zachwycał uderzeniami wokół greenu, ratując się skąd tylko popadnie. Potgieter wręcz przeciwnie.  

Jak filip z konopi

Powiedzieć, że Campbellowi na PGA Tour nie szło ostatnio najlepiej, to nic nie powiedzieć. W ośmiu poprzednich startach jego osiągnięcia prezentowały się następująco: CUT, CUT, CUT, CUT, T56, WD, T51, CUT. Zajmując 222. pozycję w rankingu światowym 31-letni Kalifornijczyk na pewno nie był faworytem w Mexico Open at VidantaWorld. Nigdy wcześniej nie znalazł się w pierwszej dziesiątce na PGA Tour, przechodząc tam cuta tylko 10 razy. Teraz w jednym turnieju niemal podwoił swoje zarobki w całej dotychczasowej karierze, inkasując 1,48 miliona dolarów od momentu przejścia na zawodowstwo w 2015 roku. Po całkiem udanych czterech dniach na polu Vidanta Vallarta dorzucił do tej kwoty 1,26 miliona. Zresztą, dał sobie szansę na zarobienie znacznie większych pieniędzy. Jako zwycięzca w lidze, oprócz przepustki na dwa kolejne sezony, zagwarantował sobie chociażby debiut w The Masters oraz w pięciu pozostałych w tym roku flagowych turniejach PGA Tour, z pulą nagród 20 milionów dolarów, niemal trzykrotnie wyższą od tej w Meksyku. Wykonał skok na 97. pozycję w rankingu światowym – co zrozumiałe, najlepszą w karierze. Awans w klasyfikacji FedEx Cup również robi wrażenie, Brian jest teraz dwunasty, windując się tam z miejsca 163. Z 507 punktami, z których 500 zarobił właśnie w Meksyku, traci tylko skromne 13 oczek" do zajmującego dziesiąte miejsce Scottie'ego Schefflera.

Żywot Briana

Grał w golfa na studiach w University of Illinois. W 2015 roku zajął 27. miejsce w US Open, na polu Chambers Bay. Zdobył wtedy honory najlepszego amatora turnieju, finiszując 10 uderzeń za zdobywającym swoje drugie trofeum wielkoszlemowe – Jordanem Spiethem. Dwa tygodnie później z przytupem zadebiutował jako profesjonalista, podczas Nova Scotia Open, na Web.com Tour. Zajął tam dziesiąte miejsce, tracąc tylko 3 strzały do triumfatora – Abrahama Ancera. Po awansie na PGA Tour, nie zdołał się jednak utrzymać w elicie, spędzając większą cześć dekady na próbach powrotu do najlepszej golfowej ligi globu. Wreszcie dostał się ponownie na PGA Tour, awansując z Korn Ferry Tour, dzięki 7. miejscu w klasyfikacji końcowej. Do tej pory nie miał jednak wysokiego statusu, co oznaczało, że ​​raczej mógł występować w wydarzeniach podobnych rangą do Mexico Open, gdzie, powiedzmy sobie szczerze, stawka rywali była raczej słaba, porównując z innymi turniejami. W 2025 roku zaliczył jeszcze trzy starty w lidze, z powodu choroby wycofał się po świetnej  pierwszej rundzie 67 z Sony Open in Hawaii, zajął 51. miejsce w The American Express i nie dotrwał do weekendu Farmers Insurance Open.

Opatrzność czuwa

W sukcesie pomógł mu jeden z najbardziej niezwykłych zwrotów akcji w historii PGA Tour. Amerykanin miał po prostu tonę szczęścia. Wydawał się skazany na porażkę, gdy jego strzał z tee na drugim dołku dogrywki z Potgieterem poszybował daleko w prawo, na ułamek sekundy znikając w ścianie drzew. Kiedy wydawało się, że jest już po wszystkim, piłka zamiast na zawsze opuścić pole, odbiła się od jednego z drzew i wróciła do gry, a on zamiast żegnać się z marzeniami, zdobył tam birdie i bezcenne trofeum. Po wszystkim wyglądał na zszokowanego: „Dosłownie wyszedłem z siebie. Nie mam pojęcia, co się dzieje” - powiedział. „Jestem wdzięczny za wszystko. Bycie w takiej sytuacji jest tak nierealne, to niesamowite”. Pytany o szczęśliwy rykoszet, powiedział: „O mój Boże, to odbicie! No cóż, biorę to”.

Był to jego 187. występ na PGA Tour i Korn Ferry Tour, gdzie nawet pięciokrotnie był drugi. Poprzedni  najlepszy wynik w karierze zanotował w pierwszym sezonie PGA Tour, kiedy był 12. w John Deere Classic w 2017 r., pięć oczek" za zwycięzcą – Brysonem DeChambeau. Poza tym był jeszcze tylko raz w Top 25, podczas CareerBuilder Challenge w tym samym sezonie. Teraz jest zwycięzcą na PGA Tour, a pierwsze trofeum podniósł w 27. próbie.

Floryda i RPA

W tym tygodniu Brian Campbell i inni gracze PGA Tour przenoszą się na Florydę, do PGA National Resort. Obrońcą tytułu w Cognizant Classic in The Palm Beaches będzie Austin Eckroat, który rok temu właśnie na słynnym Champion Course sięgał po pierwsze trofeum w lidze. Transmisje od czwartku do niedzieli, w Eurosporcie 2, z komentarzem Jacka Persona, którego w niedzielę wesprze Paweł Ulbrych.

Zawodnicy DP World Tour rywalizować będą dla odmiany w Afryce Południowej, w jednym z najstarszych turniejów świata - Investec South African Open Championship. Z powodu zmian w grafiku ligi rok temu wydarzenie nie odbyło się. Dwa lata temu w turnieju z pierwszą  edycją  w 1903 roku zwyciężył reprezentant gospodarzy - Dean Burmester, który dopiero teraz może bronić tam tytułu. Niedzielna transmisja z Durban Golf Club na jednej z anten Polsatu Sport. Komentują Jacek i Andrzej Personowie.

Kasia Nieciak

WYNIKI

Nie obyło się bez tradycyjnego polewania szampanem. Fot. Facebook PGA Tour

Tak prezentuje się z góry Champion Course PGA National. Jak to bywa na Florydzie, wody nie zabraknie. Fot. Facebook Cognizant Classic in The Palm Beaches