Rozdwojenie jaźni
Kibice drużyny z Trójmiasta mają powody do zadowolenia i... zmartwienia.
Pod wodzą Johna Carvera (z lewej) Lechia Gdańsk jeszcze nie przegrała meczu w lidze. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus
Kibice Biało-zielonych po meczu z liderem PKO BP Ekstraklasy mieli prawo wpaść w euforię. Ich ulubieńcy, jakby nie patrzeć, jeden z outsiderów naszej ligi, powiększyli swoje konto o trzy „oczka”, sprawiając chyba niespodziankę największego kalibru w minionej kolejce. Nic dziwnego, że 60-letni szkoleniowiec gdańszczan John Carver cały był w skowronkach. – Myślę, że bardzo dobrze zaczęliśmy mecz z liderem, sprawiając problemy naszym przeciwnikom, ale oczywiście czerwona kartka dla rywali (w 14 minucie został nią ukarany Alex Douglas – przyp. BN) miała ogromny wpływ na to, co się wydarzyło na boisku – powiedział Anglik. – Wiedzieliśmy, że na pewno nadejdzie taki moment, szczególnie w końcówce, że pewne rzeczy będziemy musieli pozmieniać i taktycznie rozegrać to spotkanie. Niewielu dawało nam szansę na zdobycie jakichkolwiek punktów w ostatnich meczach, a teraz mamy aż cztery. Prawdziwy „test” i najważniejsze mecze są dopiero przed nami i musimy wyciągnąć nasz klub z problemów. Na pewno cieszymy się ze zwycięstwa z Lechem, ale już następnego dnia po nim wróciliśmy do pracy.
Niepokonani
Na razie Lechia pod wodzą Johna Carvera nie poniosła jeszcze porażki, zdobywając w trzech potyczkach siedem punktów (dwa zwycięstwa i remis). – Jest to oczywiście miłe uczucie, ale nie chodzi o moje odczucia, tylko o to, co się dzieje w naszej szatni i o to, jak ciężko pracuje sztab oraz wszyscy, żeby nas wydostać z kłopotów – stwierdził szkoleniowiec gdańskiego zespołu. – Jestem z każdego z nich dumny. Dlaczego w naszym składzie Lechii w meczu z Lechem zabrakło Kolumbijczyka Camilo Meny? Ostatnio pauzował on trzy miesiące i zagrał dopiero w spotkaniu z Motorem Lublin. Niestety, w okolicach czwartku dosyć mocno „zareagował” jego mięsień. Nie chcieliśmy ryzykować kolejnej kontuzji, po której musiałby znowu pauzować dwa-trzy miesiące, więc postanowiliśmy go odsunąć od składu.
Rozgrzeszenie
Przysłowie powiada, że zwycięzców się nie sądzi, ale Lechia ostatni mecz mogła wygrać znacznie wyżej niż tylko 1:0. Dogodne okazje do zdobycia gola zmarnowali między innymi Michał Głogowski i Tomasz Bobczek. – Na pewno musimy zamienić te sytuacje na bramki i musimy nad tym więcej popracować – nie ukrywa Carver. – Do Gdańska przyjechałem na początku grudnia i mieliśmy cztery tygodnie, żeby przygotować się na tę rundę. Widzę progres w zespole i sposób myślenia jest zupełnie inny niż wtedy, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem piłkarzy. Na pewno bierze się to ze zwycięstw oraz z ciężkiej pracy, jaką wykonujemy.
Brak połączeń
Na nieoficjalnej stronie www.lechia.gda.pl ukazał się ciekawy artykuł na temat uników działaczy Lechii, którzy nie zapłacili faktur PKP SKM w Trójmieście. Głos na ten temat zabrał Marcin Józefowicz, naczelnik Wydziału Komunikacji i PR-u tego przedsiębiorstwa. – Teza, że to PKP SKM w Trójmieście nie przygotowała pociągów dla kibiców Lechii, jest dla naszej spółki krzywdząca, więc od razu prostuję – PKP SKM w Trójmieście przygotowała i była gotowa na przewóz kibiców Lechii z Gdańska Głównego do stacji Gdańsk Amber Expo na mecze z Lechem – powiedział. – Również tym razem potwierdziliśmy naszą gotowość do uruchomienia składów na tej trasie. Pociągi dla pasażerów nigdy nie były bezpłatne, tylko opłacane przez organizatora wydarzenia. Realizacja połączeń ze stacji Gdańsk Główny do stacji Gdańsk Amber Expo uwarunkowana była spłatą zadłużenia Lechii wobec PKP SKM w Trójmieście. Klub nie uregulował aż sześciu faktur za ostatnie połączenia, które zostały już przez naszą spółkę wykonane. W tej sprawie do przedstawicieli Lechii wysyłaliśmy kilkakrotnie wezwania do zapłaty wraz z notą odsetkową. Niestety, klub jak dotąd nie wywiązał się z zaległych płatności i stąd decyzja o wstrzymaniu połączenia. Nie możemy pozwolić na to, by realizowane przez nas zgodnie z umową zadania nie miały pokrycia finansowego. Zwłaszcza że spółka dopłacała do tych połączeń. Ponieśliśmy dodatkowe koszty związane m.in. ze zużyciem prądu, dostępem do infrastruktury, obsługą pociągów, sprzątaniem składów i naprawą zdewastowanych wagonów. Jak tylko Lechia w całości ureguluje zaległe faktury wraz z odsetkami i z góry zapłaci za kolejne połączenia, to pociągi wrócą.
Bogdan Nather