Sport

Radny kontra bezradny

Spadkowicz z ekstraklasy był zdecydowanym faworytem w starciu z „czerwoną latarnią”. I koncertowo pokpił sprawę.

Radosław Majewski – szef pełną gębą! Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

Przeciwnik pokazał więcej chęci i zaangażowania, większą motywację oraz więcej energii. To powód naszej porażki – Ante Simundza, trener gości, pozornie zachowywał spokój po końcowym gwizdku. Postawa jego podopiecznych sprawiła jednak, że rozgorzał w nim wewnętrzny ogień. Znicz – do tej pory zamykający tabelę – zupełnie zasłużenie zgarnął trzy punkty kosztem kandydata do awansu!

Blask bohaterów Znicza

Trudno byłoby w ekipie dotychczasowego outsidera wskazać jedną postać, której należałoby przypisać kluczową rolę w tym zwycięstwie. Wyliczmy tylko paru bohaterów, choć było ich dużo więcej:

- Daniel Bąk: niemal za każdym razem (po raz pierwszy – już w 70 sekundzie) pachniało golem dla gospodarzy, gdy prostopadłym podaniem lub centrą puszczali Bąka do akcji ofensywnej;

- Bartłomiej Ciepiela sprawiał, że pot spływał po plecach Michała Szromnika przy kolejnych próbach strzałów z dystansu pomocnika Znicza;

- Dominik Sokół rozwijał skrzydła jako skrzydłowy, dogrywając świetne piłki pruszkowskim egzekutorom (vide drugi gol);

- Piotr Misztal - 38-letni już - dał się, owszem, pokonać bajecznym uderzeniem Przemysława Banaszaka z 20 metrów w okienko, w pozostałych przypadkach (fakt, nielicznych...) ofensywy wrocławskiej bronił tak, jak przed dekadami broniono „Twierdzy Wrocław”.

Szef - i wiadomo wszystko!

Ostateczna analiza aktywów pruszkowian każe jednak miano MVP przyznać starszemu jeszcze o kilka miesięcy Radosławowi Majewskiemu. Były reprezentant Polski dziś futbolem już się tylko bawi: na co dzień – wraz z żoną – między innymi prowadzi przecież restaurację w pruszkowskim Parku Potulickich, jest też radnym w pruszkowskiej Radzie Miasta, zasiada m.in. w komisji ds. sportu; na murawie zaś – wciąż daje lekcje piłki nożnej. W sobotę nie zdążył do niego w polu karnym dwukrotnie młodszy Tomas Guercio; „Maja” - zagarniając piłkę zza siebie (!) - wpakował ją do wrocławskiej bramki. „Jakkolwiek, ale wpadła” - z tego komentarza Majewskiego w mediach społecznościowych do tegoż trafienia doskonale widać, że wciąż ma do siebie spory dystans! Kolejny z owych wpisów: „raddy.majewski szef!” jest zaś po prostu potwierdzeniem boiskowych faktów.

Zasłona milczenia

Na postawę gości - choć mieli po przerwie momenty przebudzenia - litościwie spuśćmy zasłonę milczenia. Poczynania bezradnego przez większą część spotkania Śląska były tak oryginalne, jak pomeczowa refleksja Serafina Szoty: - Takie mecze czasem się zdarzają. Ważne, żeby jak najszybciej wyciągnąć wnioski....

(DaL)

OCENA MECZU⭐ ⭐

◼ Znicz Pruszków - Śląsk Wrocław 2:1 (2:0)

1:0 – Bąk, 25 min, 2:0 – Majewski, 42 min, 2:1 – Banaszak, 51 min

ZNICZ Misztal - Sokół, Ochronczuk, Jach, Koprowski, Moskwik - Ciepiela (83. Nadolski), Plewka, Borecki (69. Proczek) – Bąk, Majewski (90. Mak). Trener Peter STRUHAR.

ŚLĄSK: Szromnik - Guercio (46. Rosiak), Szota, Dijakovic, Llinares - Marjanac (78. Szarabura), Sokołowski (61. Warchoł), Yriarte, Halimi (61. Jezierski), Samiec-Talar (46. Kozak) - Banaszak. Trener Ante SIMUNDZA.

Sędziował Sylwester Rasmus (Toruń). Widzów 1649.