Pytanie o jakość
Tytułowe słowo kilkukrotnie padało z ust trenera Waldemara Fornalika po meczu z Wisłą.
Trener Fornalik nie ma w tej chwili wielkiego pola manewru. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
RUCH CHORZÓW
Ktoś może zastanawiać się, czy Ruch idzie do przodu, czy do tyłu. Prawda jest natomiast taka, że... stoi w miejscu, przynajmniej jeśli chodzi o dorobek punktowy po 12. kolejkach. Tak jak w zeszłym sezonie, tak i obecnie Niebiescy mają po 4 wygrane, 4 porażki i 4 remisy. W bieżących rozgrywkach strzelili jedynie cztery gole więcej i o trzy więcej stracili. I przed rokiem byli, i obecnie są na 9. miejscu w pierwszoligowej stawce, czyli w środeczku.
Potrzeba trochę więcej
Dwie porażki z krakowskimi zespołami, choć miały w sobie różne chorzowskie oblicza, przysporzyły Ruchowi mało elegancki bilans bramek 2:7 (co razi tym bardziej że w pozostałych 10 spotkaniach Niebiescy stracili 12 bramek). Słowem, które było odmieniane przez różne przypadki przez różne osoby w różnych miejscach, była „jakość”. Zresztą przy Reymonta uległ temu także trener Waldemar Fornalik i... trudno mu się dziwić. Mówił, że Wisła „ma jak na 1. ligę niesamowitą jakość”, że „w takich meczach, gdy umiejętności, jakość są po stronie przeciwnika, trzeba wykorzystywać nadarzające się momenty” czy że „Jeśli nie strzelisz z tak jakościową drużyną, to odwraca się to przeciwko tobie”. Jakość odnosił więc do Białej Gwiazdy (podobnie o „dużej jakości” była mowa po Wieczystej), a czy to słowo pojawiło się w kontekście Ruchu? – Mamy przemyślenia, jeśli chodzi o naszą grę, zarówno zespołowo, jak i indywidualnie. Zbieramy materiał. Nie ukrywam, że potrzebujemy trochę więcej jakości w tym, co robimy. Potrafimy doprowadzić do sytuacji, nie jest to pierwszy mecz, w którym ich nie wykorzystujemy. To nie tylko wina napastnika, ale ludzi, którzy są w ofensywie – skrytykował, co by nie mówić, Fornalik.
Mogli się cieszyć
Mecz z Wisłą był meczem wielkim i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Znakomita atmosfera na trybunach, wielkie marki, wielkie zainteresowanie, 27 mistrzostw Polski. Ale to tylko otoczka, bo koniec końców chodzi w tym wszystkim o futbol, a tam... ligowy gigant pokonał zespół środka tabeli i nie można tego odbierać inaczej. W Ruchu jest (jakaś) jakość, są nieźli zawodnicy, ale warto sobie uświadomić, że liga to nie są zmagania jednego zespołu, a w sumie 18 – i inne też mają umiejętności. Tak się składa, że Wisła ma ich – zapewne – najwięcej, a Niebiescy są po prostu drużyną o znacznie mniejszych możliwościach. Krakowianie są rozpędzeni, bo z 12 spotkań wygrali aż 9. Przegrać z nimi 0:3 to nie ujma, a wręcz przeciwnie – z przebiegu głównie drugiej połowy Ruch powinien się cieszyć, że nie przegrał wyżej. – Gratulacje dla Wisły za w pełni zasłużone zwycięstwo – nie owijał w bawełnę „King”.
Bieda na ławce
Tu – również w kontekście jakości – warto wspomnieć o przywoływanym już jakiś czas elemencie. Trener Fornalik nie ma wielkiego pola manewru, jeśli chodzi o zmienników. Wyjściowy skład, który desygnuje w identycznym zestawieniu już od kilku kolejek, to bez kontrowersji najlepsze, co może rzucić na boisko. Często zmian w spotkaniach dokonuje późno, nie zawsze korzystając z ich kompletu. W porównaniu z krakowskim duetem ławka Ruchu jest nieporównywalnie słabsza, ale też w innych meczach, gdy trzeba było dać trochę świeżości, zmiennicy nie zawsze dawali takie gwarancje. Przy Reymonta z ławki weszło dwóch młodzieżowców, którym daleko do pierwszego składu, zawodzące letnie nabytki Tomasz Bała i Maciej Żurawski, a także zasłużenie przegrywający walkę o wyjściową jedenastkę Mateusz Szwoch, będący od jakiegoś czasu na równi pochyłej. Oczywiście od dłuższego czasu kontuzjowani są Daniel Szczepan, Patryk Sikora czy Mo Mezghrani, którzy walnie powinni przyczynić się do poszerzenia wachlarza możliwości, ale bliski powrotu do kadry meczowej jest tylko ten ostatni.
Czy zimą można spodziewać się w Chorzowie wzmocnień? Bardziej prawdopodobne są... wyprzedaże, bo klub wciąż czeka na obiecane pieniądze od właścicieli. W tej sprawie niewiele się zmieniło i nie jest to wesoła perspektywa.
Piotr Tubacki
