Sport

Przewrotka

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Kiedy do mojej głowy wpada zbitka słów „Nowa Zelandia”, „piękno” i „piłka nożna” – od razu pojawia mi się charakterystyczny obrazek. Ktoś pamięta niezwykłe dla nas mistrzostwa świata w 1982 roku? Polska zaczynała w grupie I, za to w ostatniej, VI – jako absolutny debiutant pokazała się Nowa Zelandia. Właśnie w meczu z jej udziałem padł wtedy gol, który sprawił, że oniemiałem, bo był dla mnie jednym z najbardziej pamiętnych za bajtla… Najwspanialsza Brazylia jaką widziałem - ta z Socratesem, Ederem czy Zico - wygrała wtedy z Nowozelandczykami 4:0, a pierwszą bramkę zdobył właśnie Zico w sposób jakiego wcześniej nie widziałem. Nawet nie wiedziałem, że tak można! Przewrotką! Byłem tak zachwycony, że w dziecięcej naiwności sądziłem, że nowozelandzki bramkarz Frank van Hattum czuł się zaszczycony mogąc przepuścić taką bramkę... To była zresztą pierwsza przewrotka jaką widziałem w życiu! Co prawda nie na żywo, lecz w czarno-białym telewizorze marki „Ametyst” – ale zawsze... Potem marzyłem, żeby powtórzyć to zagranie na podwórku; na Załężu graliśmy jednak na boiskach asfaltowych więc się bałem. Nie pomagało mi, że dodawałem sobie animuszu krzycząc, „a teraz gramy z Nową Zelandią”. Udało mi się wprawdzie spełnić drugie marzenie piłkarskie, bo zdobyłem gola rogalem bezpośrednio z rzutu rożnego, ale tego pierwszego – czyli przewrotką - nigdy. Za dziecka Nowa Zelandia stała się więc dla mnie symbolem chłopca do bicia, choć oczywiście świat się zmienia i szanse się wyrównują. Tam też gra się w piłkę coraz lepiej… Jakoś jednak bez echa przeszło, że podczas finałów mistrzostw świata w 2010 roku Nowozelandczycy byli jedyną drużyną w stawce, która nie przegrała w tym turnieju ani jednego meczu! Może dlatego, że trzy razy zremisowała (w tym z Włochami), a ten bilans pechowo nie dał im wyjścia z grupy. Teraz przyjeżdżają na Stadion Śląski będąc – warto to podkreślić – w zupełnie innym miejscu niż reprezentacja Polski. Goście osiągnęli już to, o co nasi piłkarze dopiero walczą  - awans na przyszłoroczny mundial. W eliminacjach Oceanii przespacerowali się po Tahiti, Vanuatu, Samoa, Fidżi i Nowej Kaledonii (bilans bramkowy... 28:1) i teraz mogą już spokojnie czekać i przygotowywać się do turnieju.  W ich kadrze większość piłkarzy – jak i w naszej – gra na co dzień w zagranicznych klubach, choć może mniej renomowanych. Wielu z nich występuje jednak w Europie – a jeden nawet w naszej ekstraklasie – to bramkarz Alex Paulsen z Lechii Gdańsk.

Mecz w Chorzowie, choć bez realnej stawki, zapowiada się dla mnie ekscytująco. Z pewnością będzie ciekawie z wielu powodów. Moim cichutkim marzeniem jest żeby na Stadionie Śląskim padła bramka… przewrotką. Kto mógłby wcielić się w Zico? Może Kuba Kamiński, dziś gracz Koeln, a kiedyś Szombierek? Nowa Zelandia to przecież „Zieloooona wyspa”.

PS 

Warto pamiętać, że „patroni” Nowej Zelandii mają naprawdę dobre umocowanie piłkarskie, o czym sami doskonale wiemy. Nazwa kraju jest bowiem dla wielu myląca: nie pochodzi wcale od największej duńskiej wyspy, jak niektórzy sądzą, ale od… południowej prowincji holenderskiej, a jej odkrywcą był właśnie holenderski podróżnik Abel Tasman w 1642 roku. Maorysi mieli to jednak gdzieś; tamto odkrycie zakończyło się zamordowaniem czterech ludzi, ale wtedy nikt nie myślał o futbolu. Teraz jest inaczej...