Sport

Przekleństwo własnego boiska

Obrońcy drużyny znad Kaczawy ostatnio są tak nieporadni w destrukcji, jak grubas w konkursie tańca.

Pomocnik Miedzi Jacek Podgórski mimo niezłych statystyk indywidualnych nie był zadowolony z występu przeciwko Polonii Warszawa. Fot. Ernest Kołodziej/miedzlegnica.eu

MIEDŹ LEGNICA

W dwóch meczach na własnym boisku w rundzie wiosennej drużyna trenera Ireneusza Mamrota straciła aż sześć goli, a wliczając do tego listopadową batalię z GKS-em Tychy (1:3) aż dziewięć! To byłoby jeszcze „małe miki”, gdyby mimo tych strat bramkowych zespół seriami inkasował punkty. Tymczasem „Miedzianka” wzbogaciła się w nich zaledwie o jedno „oczko”. Najwyższy zatem czas bić na alarm, jeżeli drużyna znad Kaczawy zamierza walczyć o bezpośredni awans do ekstraklasy. Przynajmniej taką odważną deklarację złożył przed wznowieniem rozgrywek prezes klubu, Tomasz Brusiło.

Za dużo strat

Rozczarowany wynikiem ostatniego meczu z „Czarnymi Koszulami” był trener Zielono-niebiesko-czerwonych Ireneusz Mamrot. - W dwóch meczach u siebie straciliśmy połowę bramek, z tego co w całej rundzie jesiennej - powiedział 54-letni szkoleniowiec. - Na dzisiaj to jest nasz największy mankament. Nie ma sensu tego ukrywać, że tracimy je głównie po stałych fragmentach gry. Z Polonią straciliśmy po nich dwie bramki. I to jest jeden element do poprawy. Ale nie tylko dlatego zeszliśmy z boiska pokonani. Źle zarządzaliśmy meczem, dwukrotnie prowadziliśmy, mieliśmy sytuację na 2:0; to była idealna okazja, by strzelić przeciwnikowi bramkę „do szatni” i wtedy na pewno troszeczkę lepiej by nam się grało. Niestety, straciliśmy bramkę na 1:1 po stałym fragmencie, ale ponownie wyszliśmy na prowadzenie. Ale znowu prosty błąd w kryciu skutkował rzutem karnym dla gości. Tych błędów jest stanowczo za dużo. Nie chodzi o to, czy wynik był sprawiedliwy, czy niesprawiedliwy. Po prostu musimy grać dużo mądrzej, a walcząc o wysokie cele nie możemy tak wyglądać. To jest zbyt doświadczony zespół, żeby w drugim meczu z rzędu na własnym boisku tak naiwnie tracić bramki. Zbyt częstymi stratami piłki nakręcamy przeciwnika. Jesienią zdarzało nam się to znacznie rzadziej.

Odkuć się za porażkę

Najjaśniejszym punktem „Miedzianki” w ostatniej potyczce z Polonią Warszawa był Jacek Podgórski, który zdobył gola i miał asystę przy trafieniu Wojciecha Hajdy. - To jest pozytyw indywidualny, a nam zależy tylko i wyłącznie na zwycięstwach – powiedział niespełna 29-letni pomocnik. - Myślę, że uśpiło nas to, że dominowaliśmy przez większość meczu, szczególnie w pierwszej połowie. Ta kontrowersyjna sytuacja z rzutem karnym, który mógł dać nam prowadzenie 3:1, nas uśpiła. Mając tak doświadczony zespół, nie możemy popełniać takich kardynalnych błędów i tak łatwo tracić bramek, tym bardziej u siebie, jeżeli chcemy awansować do ekstraklasy. Wiadomo, że nie będziemy oceniać pracy sędziego, to jest robota rozjemców, my musimy dostosować się do ich werdyktów. Te przerwy w grze podyktowane sprawdzaniem VAR-u nie są łatwe, bo wybijają z rytmu, ale powtarzam - mając tak doświadczony zespół musimy dłużej utrzymywać się przy piłce. Dwukrotnie przecież prowadziliśmy, najpierw 1:0, potem 2:1, mając tak dobrych zawodników powinniśmy zachować cierpliwość i utrzymać korzystny wynik. Teraz czeka nas wyjazd do Pruszkowa na mecz ze Zniczem, w którym musimy pokazać swoją jakość. Na pewno będziemy chcieli się odkuć po porażce z Polonią Warszawa, musimy jak najszybciej o niej zapomnieć, bo jeszcze dużo meczów przed nami. Musimy podnieść głowy , bo stać nas na to, by wygrywać mecze. Niektóre akcje pokazały, że każdy musi się nas bać. Musimy być bardziej pewni siebie i wykorzystywać swoje doświadczenie. Potrzebujemy więcej spokoju w grze.

Bogdan Nather