Przejść na wyższy poziom
Rozmowa z Sewerynem Siemianowskim, prezesem Ruchu Chorzów
- Tak. Robota puchnie w rękach, bo wiele osób chce się tu dostać i każdy szczegół musimy mieć dopracowany do perfekcji, aby to zagrało. Chodzi o organizację logistyczną, ale przede wszystkim, aby impreza się odbyła bezpiecznie i w sportowej atmosferze, z fajnym widowiskiem. Oprócz tego mamy nadzieję na ciekawy koncert C-Boola, który będzie czymś innym niż zazwyczaj. Przebieramy nogami, nie umiemy się doczekać, a potem mamy cały maraton meczów u siebie, więc zapraszamy.
Jest wam już chyba łatwiej po zeszłorocznym 50-tysięczniku z Widzewem. Co wtedy nie zagrało, a z Wisłą możecie zrobić inaczej?
- W organizacji takich meczów posiadane doświadczenie jest bardzo ważne. Spotkanie z Widzewem było największym przetarciem, ale też mecze ze Śląskiem, Legią i Górnikiem były przeżyciami, które wiele nas nauczyły. Zawsze jednak można coś zrobić lepiej, zawsze coś można poprawić tak, żeby każdy kibic był zadowolony i miał ten mecz w pamięci na długie lata w pozytywnej wersji.
Organizacja meczów na Stadionie Śląskim do najtańszych nie należy, ale po spotkaniu z Wisłą tabelki w Excelu chyba będą się świecić na zielono...
- Myślę, że tak. Wiadomo, że mogą powstać jakieś koszty dodatkowe, ale to zawsze trzeba mieć wkalkulowane. Dorzuciliśmy też dodatkowe tramwaje z chorzowskiego rynku i z centrum Katowic, które będą bardzo często kursować. Dopracowaliśmy ten aspekt, bo on też trochę kulał. Wierzę, że kibice będą dbali o tramwaje jak o swoje. Koncert C-Boola także jest czymś dodatkowym, co może wynieść naszą imprezę na wyższy poziom. Kosztów dookoła meczu jest dużo, ale mamy nadzieję, że ten kolor będzie bardzo ostro zielony.
A może pan zdradzić kwotę organizacji takiego meczu?
- Wszystko też będzie zależało od liczby ochrony, która musi być oczywiście podniesiona - choć nie w takim stopniu, jak na meczu podwyższonego ryzyka. Od tego będzie zależało, na jakiej cyfrze to się skończy. Koszty nie są małe, ale to powinno się spiąć i mam nadzieję, że będziemy mogli organizować tu więcej takich imprez. Nie ukrywam, że każdy taki dodatek jest potrzebny do utrzymania klubu, bo klub z tego żyje. No bo z czego innego?
Kiedy Ruch grał z Widzewem, mówiło się, że osiągnięto największą frekwencję od meczu Ruch - Szombierki z 1975 roku. Spotkanie z Wisłą pobije Widzewa, czyli osiągniecie rekord 50-lecia i... to nie w ekstraklasie, ale w 1. lidze! Jak to jest?
- Kurczę, w 1975 roku to ja się urodziłem... To może dlatego tak się stało...
Czyli gyszynk na Abrahama.
- Zgadza się! Mam nadzieję, że kolejne rekordy będziemy mogli bić już w ekstraklasie, ale najpierw musimy na to ciężko zapracować. Już nawet nie organizacją czy frekwencją, tylko na boisku, bo to na nim robi się awanse. Jeżeli podobny wynik osiągniemy w ekstraklasie, to też będziemy zadowoleni. Każdy challenge jest dobry, bo nie ma nic lepszego niż wieszanie wysokich poprzeczek i przeskakiwanie ich.
Na Śląskim jeszcze nie przegraliście w tym sezonie, ale nie było tam jeszcze ponad 20 tysięcy kibiców gości. Nie boi się pan, że wasz atut zostanie przytłumiony?
- Kto ma wytrzymać, ten wytrzyma. Jeśli ktoś chce grać na wysokim poziomie - czy to w Ruchu, czy w Wiśle - musi umieć wytrzymać taką presję. Piłkarzy pod takim kątem u nas przyjmujemy. Nie każdemu to się udaje, ale trzeba brać tych najbardziej odpornych, którzy są w stanie poradzić sobie w wielkich meczach, pokazać swoje atuty i wynieść je na najwyższy poziom. Na tym to polega. Myślę, że piłkarze z obu stron będą zmotywowani, bo nie wyobrażam sobie, aby któryś nich nie miał marzenia o wzięciu udziału w takim spotkaniu. Nikt nie odpuści, będzie sportowa walka, a na trybunach wielka przyjaźń. Swoją drogą, w tym miejscu chciałbym przekazać wielki szacunek dla naszych ludzi, którzy organizują ten mecz, bo pracują praktycznie po 24 godziny; niektórzy zdrowi, niektórzy chorzy. Podziękowania też dla Stadionu Śląskiego i każdego, kto przyczynił się do organizacji, bo to nie jest łatwe do zrobienia, szczególni takiej małej garstce, która tu pracuje. Jeszcze nie jesteśmy aż tak rozwiniętym klubem, jeśli chodzi o liczbę pracowników, ale obroty i tak są gigantyczne. Jeszcze raz szacunek i podziękowania!
Rozmawiał Piotr Tubacki