Przegrani głosu nie mają
Zamiast usprawiedliwiać wysoką porażkę statystykami trener Odry postawił sprawę po męsku
Piłkarze Odry (w czerwonych strojach) tym razem byli bezradni wobec piłkarzy GKS-u Tychy. Fot. Łukasz Sobala / PressFocus
- Chciałoby się powiedzieć, że przegrani głosu nie mają – stwierdził na pomeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec opolan. - Obojętnie, co powiem, to i tak wynik 1:5 nie przynosi nam chwały. Po prostu zostaliśmy upokorzeni. Przegraliśmy wysoko. Nie tak wyobrażaliśmy sobie ten mecz. Jedyne, co mogę powiedzieć na usprawiedliwienie, to to, że ten mecz ułożył się nam bardzo pechowo, a szczęśliwie dla tyszan. Rzadko się zdarza, żeby tyle spornych sytuacji rozstrzygało się przeciwko nam i w konsekwencji po pół godzinie gry przerywaliśmy 0:3. Próbowaliśmy wrócić do gry. Próbowaliśmy stworzyć sytuacje i było ich kilka. Wydawało się, że jeszcze możemy powalczyć o korzystny wynik, ale strata czwartej bramki niestety kompletnie podcięła nam skrzydła i myślę, że to już był koniec naszych nadziei. Jako podsumowanie tego meczu powiem tylko, że jeżeli się nie ogarniemy, jeśli w ten sposób będziemy tracić bramki i w ten sposób wychodzić na mecz, z takim brakiem koncentracji i może z brakiem pokory, bo może się nam wydaje, że jesteśmy za dobrzy, no to będzie straszna męką, żeby obronić I ligę w Opolu. Musimy się wziąć wszyscy w garść. Nie szukać winnych tylko zacząć to rozliczanie rzeczywiście każdy od siebie i zrobić wszystko, żeby zacząć punktować.
Kiepskie wejście w mecz
To jest męskie postawienie sprawy. Przecież Jarosław Skrobacz miał argumenty na usprawiedliwianie siebie i swojej drużyny. Po pierwsze, mógł powiedzieć, że to już drugi tej wiosny mecz, który jako gospodarze opolanie muszą rozgrywać na boiskach rywali co na pewno jest problemem. Po drugie, miał prawo powołać się na statystyki, które wskazywały na to, że mecz był wyrównany. Przytoczmy liczby: 46-54 procent posiadania piłki; 75-89 ataki; 17:15 strzały; 8:11 strzały celne i 6:3 rzuty rożne. Szkoleniowiec Odry wolał jednak zwrócić uwagę przede wszystkim na wynik i na postawę zespołu.
Jego najsłabszym ogniwem w pierwszych minutach spotkania okazała się obrona. Szczególnie kiepskie wejście w mecz zanotował Jakub Bartosz, który w 2 minucie gry sprezentował sytuację bramkową tyszanom, a w 29 minucie pozwolił się rozpędzić przeciwnikowi, który nieatakowany przebiegł kilkadziesiąt metrów i sprzed pola karnego oddał strzał życia.
Doświadczenie to za mało
Nic więc dziwnego, że sztab szkoleniowy Odry zareagował w przerwie zmianą 28-letniego obrońcy mającego za sobą 90 spotkań w ekstraklasie. Doświadczenie w meczu z GKS-em Tychy nie okazało się też wystarczającym atutem dla Adama Chrzanowskiego. Stoper, mający 42 występy w polskiej ekstraklasie oraz grę we włoskiej Serie B, miał swój udział w czterech straconych golach. To zza jego pleców wyskoczył napastnik GKS-u, strzelając pierwszego gola. To on w 6 minucie popełnił faul, który rywale zamienili na prowadzenie 2:0. To jego niezdecydowane zagranie umożliwiło tyszanom strzelenie gola na 4:1 i to on wreszcie przegrał walkę o górną piłkę przy trafieniu pieczętującym zwycięstwo GKS-u Tychy 5:1. Jakby tego było mało on także w 2minucie doliczonego czasu gry popełnił faul i po ukaraniu drugą żółtą kartką w tym meczu musiał opuścić murawę kilka chwil przed ostatnim gwizdkiem sędziego.
Czeski plus
Na plus natomiast można zaliczyć występ ofensywy z Tomaszem Przikrylem na czele. 32-letni Czech był aktywny i swoje doświadczenie mistrza Czech oraz zawodnika, który 129 razy zagrał w polskiej ekstraklasie zamienił na dwa gole – w tym jednego nieuznanego przez sędziego, a także strzelał i dogrywał. Na osiągnięcie dobrego wyniku drużyny to było jednak za mało.
Jerzy Dusik