Późno, ale za to pięknie!
TRYBUNA KIBICA – Raków Częstochowa
Mecz z Widzewem na wyjeździe jest dla kibiców Rakowa najważniejszy w całym sezonie. Przebija nawet rywalizację z Legią czy Lechem. Dlatego trudno sobie wyobrazić coś piękniejszego, niż radość ze zwycięskiej bramki w momencie – jak zwykli mówić Anglicy – gdy mecz już umiera, gdy prawie się skończył.
Piłkarze Rakowa dokonali tego ponownie! Podobnie jak w ubiegłym sezonie zadali decydujący cios w ostatniej chwili, a jakby porównań było mało, to bramka Lamine Diaby-Fadigi była bliźniaczo podobna do tej Jonatana Brunesa sprzed roku. Wówczas dała ona Rakowowi wygraną 3:2. Piękna główka wtedy i teraz wprowadziła w stan ekstazy sektor gości, a całkowicie uciszyła miejscowych kibiców.
Czysto sportowo patrząc, musi mieć Widzew w ostatnich latach kompleks Rakowa, bo częstochowianie są niemal zawsze górą w bezpośrednich starciach, szczególnie gdy te odbywają się w Łodzi.
Podczas poprzedniego pobytu Rakowa w elicie w latach 1994-1998 wyglądało to odwrotnie i to łodzianie mieli patent na częstochowian. Tyle że to już bardzo zamierzchłe czasy, których młodzi fani w ogóle nie mają prawa pamiętać. Dziś Raków ogrywa Widzew sukcesywnie, nawet jeśli ostatnio nie wygrywa, a w bogatym i mającym mocarstwowe plany Widzewie zapowiadały się lepsze czasy.
Ostatnich trzech meczów nasz RKS nie przegrał i poszedł w górę tabeli. Wszyscy tracą w lidze zaskakująco dużo punktów i fatalnie grający do nie dawna Raków na krajowych boiskach może jeszcze patrzeć w górę i mieć nadzieję na odrobienie strat. Jest nadzieja na złapanie dobrej serii, bo mecz na Piłsudskiego był naprawdę bardzo dobry. Opinie o nim nie byłyby inne, nawet gdyby nie udało się zdobyć zwycięskiej bramki.
Taki Raków – grający płynnie, szybko i kombinacyjnie – chcą oglądać fani. Jeśli dodatkowo uda się zdobyć bramkę w doliczonym czasie, to niczego więcej nie potrzeba do pełni szczęścia.
Michał Cybulski
