Sport

Pożegnanie z Feio

LIGOWIEC

Portugalski trener Goncalo Feio dokończył sezon w Legii, ale zaraz potem wyjaśniła się jego przyszłość – dalej tam pracować nie będzie. W lidze był dramat, a na koniec przed 25 tysiącami kibiców przy Łazienkowskiej remis ze Stalą Mielec i zaledwie 5. miejsce. Nie tego oczekiwali mocodawcy szkoleniowca, który obronił się jednak w pucharowych grach, bo przecież Legia po latach awansowała do ćwierćfinału europejskich rozgrywek, do Ligi Konferencji, a na początku maja zdobyła Pucharu Polski. Na plus przede wszystkim jest europejska kampania i m.in. wygrane z zespołami, które w środę wieczorem we Wrocławiu powalczą w finale Conference League. Jesienią legioniści pokonali przecież u siebie hiszpański Betis, a niedawno Chelsea na Stamford Bidge. Takie rezultaty, nawet pojedyncze zwycięstwa, też mają swoją wartość.

Być może gdyby nie impulsywny charakter szkoleniowca, w tym ostra krytyka poczynań działaczy klubu, gdyby siedział może nie cicho, ale spokojniej, to posadę by utrzymał. Ciekawe będzie obserwowanie, kogo teraz zatrudni Legia. Na razie zatrudniła fachowców poza boiskiem, bo powrót na Łazienkowską Michała Żewłakowa i ściągnięcie znanego z Bundesligi Fredi Bobicia, to transfery jak się patrzy, no ale oni po boisku biegać nie będą, ustalać składu również.

Legia ma swoje problemy, a inni swoje. W Poznaniu na razie nie myślą o niczym, tylko świętują swój dziewiąty tytuł mistrza Polski, choć nie zawsze złośliwi przypominają, że to nie 9. tytuł, a trzeci, bo przecież od rozgrywek 2006/07 Kolejorz gra na licencji Amiki Wronki…

Przyznam, że mam trochę mieszanych uczuć odnośnie nowego mistrza Polski. Pamiętam wiele jego słabych meczów, choćby w końcówce zeszłego roku, kiedy przegrał w Zabrzu, a w Gliwicach z Piastem, który akurat był mocno osłabiony kadrowo, ledwie zremisował. Nie można też zapomnieć kompromitacji w Pucharze Polski z drugoligową Resovią.

Wiosną też, szczególnie na początku, lechici grali kiepsko, żeby przypomnieć luty i dwie porażki z rzędu z Lechią i Rakowem. Właśnie Raków… zawalił sprawę jak trzy lata temu, kiedy też na samym finiszu dał się wyprzedzić poznaniakom. Teraz było podobnie, a zadecydował mecz u siebie z Jagiellonią. To spotkanie wielu z nas zapamięta z „wyczynów” sędziego Pawła Raczkowskiego. Pochopne wyrzucenie z boiska Frana Tudora, dwa karne dla Jagi. To wszystko złożyło się na porażkę z mistrzem Polski 2024 i stratą fotela lidera. Z drugiej strony ekipa spod Jasnej Góry może sobie pluć w brodę, bo gdyby udało się wygrać z Koroną w Kielcach w 33. kolejce, to pierwsza pozycja byłaby odzyskana. Teraz to już historia i można tylko gdybać.

Mamy wygranych, mamy wielkich przegranych, jak choćby wicemistrza Polski sprzed roku, Śląsk Wrocław. Źle zarządzany klub, gdzie oczywiście większościowym udziałowcem jest miasto, źle skończył po upojnym poprzednim sezonie. To też przestroga dla wielu innych, szczególnie tych zarządzanych z ratusza, którzy nie bardzo mają pojęcie o sporcie, o zawodowym futbolu, a starają się zgrywać wielkich fachowców, nie mając w rzeczywistości pojęcia, jak to powinno funkcjonować.

Przed nami krótka przerwa, bo przecież w połowie czerwca wszyscy zaczynają przygotowania, a jak widzimy, poza boiskiem często jest równie ciekawie, jak na nim!

Michał Zichlarz