Powtórka z sierpnia?
Czy GKS Katowice przedłuży nie najlepszą passę Jagiellonii na krajowym podwórku?
Adrian Błąd w sierpniu otworzył wynik meczu z Jagiellonią. Fot. Kacper Pacocha/PressFocus
Jagiellonia w dwóch ostatnich meczach na krajowym podwórku potwierdziła, że jej defensywa nie jest najszczelniejsza. Najpierw zremisowała 2:2 z Cracovią, choć po 45 minutach prowadziła 2:0.
Obity mistrz
Następnie w Pucharze Polski przegrała 1:3 po kontrowersyjnym starciu z Legią (nie podyktowano rzutu karnego dla białostoczan po zagraniu ręką piłkarza Legii w polu karnym). - Uważam, że trudno pominąć te okoliczności w kontekście ostatecznego wyniku, jeżeli mają taki wpływ na mecz. Prawdą jest też, że daliśmy sobie wbić trzy bramki, a to nie może tak wyglądać - powiedział po spotkaniu defensor mistrzów Polski, Mateusz Skrzypczak. Pięć straconych goli w dwóch meczach to dobry sygnał dla GKS-u Katowice, który szykuje się do batalii na Podlasiu. Katowiczanie w niedzielę wyjdą na murawę w Białymstoku, żeby powtórzyć wyczyn z rundy jesiennej, gdy wygrali z ekipą Adriana Siemieńca 3:1.
W sierpniu 2024 roku GKS był zwyczajnym beniaminkiem, który szukał punktów, gdzie się da. Po pięciu kolejkach miał 5 „oczek” po wygranej ze Stalą Mielec oraz remisach z Piastem Gliwice i Motorem Lublin. Niewielu więc oczekiwało, że drużyna Rafała Góraka będzie w stanie pokonać Jagiellonię. Tymczasem katowiczanie przy Bukowej grali tak, jakby mieli ogromne doświadczenie na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Grali mądrze i stwarzali mnóstwo problemów białostockiej obronie. Stąd trzy gole i zwycięstwo z mistrzem Polski, które było ogromnym zaskoczeniem.
Obie drużyny muszą podnieść się po porażkach. W końcu GieKSa także przegrała swój ostatni mecz. W Lublinie nie była w stanie pokonać Motoru, choć grała dobrze, przeważała, a wręcz dominowała. Była jednak nieskuteczna i przy okazji za łatwo traciła bramki. Statystyki są bezlitosne - współczynnik oczekiwanych goli (xG) wskazywał liczbę trzech trafień, jaką katowiczanie powinni zdobyć. Strzelili natomiast dwa gole. Z drugiej strony xG Motoru wynosiło 1,76, a ekipa Mateusza Stolarskiego trzykrotnie pokonała Dawida Kudłę. Doszło więc do odwrotnej sytuacji w porównaniu do zeszłorocznego starcia z Jagiellonią. W sierpniu, choć na boisku wydawało się, że GKS miał mnóstwo okazji, jego współczynnik xG osiągnął wartość 1,59, a do siatki katowiczanie trafili trzykrotnie.
Liczby nie grają
Jaka jest puenta tej statystycznej wyliczanki? Że liczby nie mają wielkiego znaczenia, bo najważniejszy jest wynik. I zespół Rafała Góraka powinien się skupić na wywiezieniu z Podlasia pozytywnego rezultatu. Jeśli uda się wygrać, radość w katowickim obozie będzie ogromna. W końcu piłkarze GieKSy nie tylko będą grać z mistrzem Polski, ale także z drużyną, która na dniach zagra w 1/8 finału Ligi Konferencji. A szansa na zwycięstwo powinna być nieco większa, biorąc pod uwagę fakt, że Jagiellonia jest po porażce z Legią. - Porażka boli - powiedział po starciu z „Wojskowymi” skrzydłowy białostockiej drużyny, Miki Villar. - Musimy jednak zachować inteligencję i iść naprzód, bo wciąż mamy sporo szans na osiągnięcie sukcesu. W niedzielę czeka nas kolejne spotkanie. Chcemy je wygrać i to zrobimy - zapewnił Hiszpan. Pewności siebie mu więc nie brakuje, ale - biorąc pod uwagę wszystkie występy GieKSy w tym sezonie - niedzielni przeciwnicy Jagiellonii także będą mocno zmotywowani, żeby odbić się po stracie punktów z Motorem. Ewentualne zwycięstwo katowiczan w najbliższą niedzielę powinno być mniejszą niespodzianką niż to sierpniowe.
Kacper Janoszka