Powrót do źródeł
Harris English poprzednio zwyciężał w zupełnie nieprawdopodobnych okolicznościach. Po wielu latach, zainspirowany przez trenera wywalczył kolejne trofeum.
Mistrzowskie selfie na Torrey Pines. Fot. Facebook PGA TOUR
Tryb błyskawiczny
Po występie w Walker Cup w 2011 roku w Szkocji, gdzie drużyna amerykańska przegrała z reprezentacją Wielkiej Brytanii i Irlandii 12:14, we wrześniu przeszedł na zawodowstwo. Zadebiutował w turnieju Soboba Golf Classic w ramach Nationwide Tour i prawie wygrał tam swoje drugie trofeum w lidze. W dogrywce WNB Golf Classic na pierwszym dodatkowym dołku lepszy od Amerykanina okazał się jednak Nowozelandczyk Danny Lee. W grudniu zdobył kartę PGA Tour na rok 2012, zajmując trzynaste miejsce w turnieju kwalifikacyjnym. Jako debiutant zdecydowanie nie marnował czasu, przechodząc cut w 22 z 27 startów i zajmując trzy razy miejsca w najlepszej dziesiątce. Swoje pierwsze trofeum podnosił już w czerwcu 2013 roku, podczas FedEx St. Jude Classic. Wojując wtedy na polu TPC Southwind w Memphis, w stanie Tennessee, w którym uczęszczał do szkoły średniej, zwyciężył dwoma uderzeniami przed Philem Mickelsonem i Scottem Stallingsem. „To zupełnie niewiarygodne uczucie” – powiedział. „Miałem tu prawdopodobnie dziesięciu przyjaciół ze szkoły średniej, którzy mi kibicowali i byłem dzisiaj naprawdę zrelaksowany”. W listopadzie dołożył do tego puchar OHL Classic at Mayakoba, tym razem brylując z przewagą czterech strzałów przed najbliższym rywalem Brianem Stuardem.
Stopniowanie emocji
Na dwa kolejne tytuły musiał czekać długie lata, a rozstrzygnęły się one w dużo bardziej napiętych okolicznościach. W czerwcu 2021 roku jego łupem padł Sentry Tournament of Champions, gdzie zwyciężył na pierwszym dołku dogrywki z Chilijczykiem Joaquínem Niemannem. Po siedmiu latach bez zwycięstw Harris zakwalifikował się i wygrał w turnieju, kiedyś rezerwowanym tylko dla triumfatorów ligi z poprzedniego roku. Było to możliwe dzięki dostaniu się do Tour Championship 2020 i złagodzeniu wymagań hawajskiego Turnieju Mistrzów, spowodowanym zakłóceniami epidemią COVID-19. To, że dostał się do Tour Championship, było dowodem, że wraca do gry. Poprzedni sezon zakończył bez pełnej karty i pogrążył się w kryzysie, który skutkował bolesnym spadkiem na 369. miejsce na świecie. Po styczniowym Tournament of Champions poszedł za ciosem, wygrywając w czerwcu Travelers Championship, po trafieniu birdie na ósmym (!) dołku dogrywki przeciwko Kramerowi Hickokowi. Był to drugi najdłuższy playoff w historii PGA Tour. Rekord to 11 dołków, które rozegrano w 1949 roku w Motor City Open. Lloyd Mangrum i Cary Middlecoff zostali ogłoszeni wtedy współzwycięzcami za obopólnym porozumieniem z powodu ciemności jakie zapanowały na polu. Oprócz pojedynku Harrisa z Hickokiem jeszcze podczas pięciu innych turniejów dotarto aż do ósmego dołka playoff, w latach 2012, 1983, 1981, 1978 i 1965. „To było trudne. To było trudne” – powtarzał wyczerpany English. „Moje ścięgna były zmęczone, moje plecy były zmęczone. Wiem, że Kramer prawdopodobnie czuł to samo. Trudno jest w tym tkwić mentalnie i nie stracić koncentracji. Kibice nas w tym dopingowali, a my z tego czerpaliśmy”.
Musisz być sobą
Najnowsza wygrana również nie była spacerkiem. 35-latek musiał w końcówce odpierać ataki swojego o siedem lat młodszego rodaka Sama Stevensa, którego imponująca runda finałowa -4, zapewniła awans o 13 pozycji, na drugie miejsce. Harris utrzymał nerwy na wodzy, a par na ostatnim dołku słynnego południowego pola Torrey Pines zapewnił długo wyczekiwany sukces. Powrócił do grona zwycięzców po trzyipółletniej posusze, zdobywając piąty tytuł PGA Tour. Triumf w Farmers Insurance Open przyszedł w 340. występie w lidze i zakończył drugą najdłuższą passę bez zwycięstwa w jego karierze.
Wielką zasługę w tym triumfie miał jego trener Justin Parsons, który delikatnie wstrząsnął swoim podopiecznym tydzień wcześniej na driving range’u, podczas turnieju The American Express. Powiedział wtedy: „Chcę żebyś wyszarpywał wyniki”. „Kiedy był w najlepszej formie, niezależnie od tego, czy wszystko działało, czy nie… zawsze znajdował sposób na uzyskanie lepszego rezultatu, niż powinien” – tłumaczył trener. Uczeń posłuchał mistrza, realizując jego wizję w kolejnym turnieju w Kalifornii. Przystępując do rundy finałowej z jednym uderzeniem prowadzenia, mimo trafienia tylko czterech fairwayów i dziewięciu greenów w regulacji, powtrzymał szalejącego Stevensa, utrzymał tę przewagę i wygrał w trudnych warunkach, mimo nienajlepszego dnia i rundy +1.
W lutym 2022 roku przeszedł operację stawu biodrowego i przez ostatnie dwa lata walczył o powrót do formy. Kiedy w ciągu ostatnich dwóch sezonów zdobył tylko osiem miejsc w pierwszej dziesiątce, Parsons zachęcał go, aby zwracał mniejszą uwagę na technikę i cyferki na Trackmanie, a zamiast tego skupił się na… wyniku. „To, co czyni cię wyjątkowym nie da się wytrenować. To dar rywalizacji i skupienia, których nie da się wyszkolić” – tłumaczył trener swojemu uczniowi. „Musisz być sobą… Chcę, żebyś przestał być taki jak wszyscy inni”.
Zwycięstwo zapewniło Harrisowi udział w turnieju Masters, awans na 34. miejsce na świecie i piąte w amerykańskiej klasyfikacji Ryder Cup. „To nie musi ładnie wyglądać, trzeba po prostu wykonać swoją robotę ” – powiedział pięciokrotny triumfator na PGA Tour.
Pora na Pebble Beach
Od czwartku rusza słynny AT&T Pebble Beach Pro-Am. Turniej rozgrywany będzie w na trzech kalifornijskich obiektach, z finałem na jednym z najpiękniejszych pól golfowych świata – Pebble Beach Golf Links. Na starcie pojawi się śmietanka golfa, na czele ze światowym numerem jeden – Scottiem Schefflerem, wracającym po urazie ręki, którego nabawił się przygotowując świąteczny obiad. Tytułu bronić będzie Wyndham Clark, a zagrają też chociażby: Rory McIlroy, Ludvig Aberg, Jordan Spieth, Tommy Fleetwood, Adam Scott i oczywiście Harris English. Zawodowcom towarzyszyć będą amatorzy, wśród których nie zabraknie zwariowanych na punkcie golfa gwiazd sportu, kina, muzyki i innych znanych osób. Transmisje w Eurosporcie 2, z komentarzem Jacka Persona i Pawła Ulbrycha, który dołączy do niego w niedzielę.
Kasia Nieciak
Tak prezentuje się green siódmego dołka na zjawiskowym polu Pebble Beach. Fot. Pebble Beach Golf Links