Poślizg nie osłabił ducha
Nietrudno wskazać faworyta poniedziałkowej potyczki pod Jasną Górą, choć nie trzeba też przekonywać, że pilnie potrzebujący punktów gdańszczanie będą ich szukać wszędzie.
Do 87 minuty u siebie Lechia prowadziła z Rakowem, a jednak przegrała 1:2. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus
Lechię stać na niespodzianki
- Nie możemy zamartwiać się jedną porażką. Do tej sytuacji należy podejść na spokojnie – przekonuje trener gości John Carver. - Oczywiście nastroje nie były za dobre po meczu, ale nasze poprzednie sukcesy wciąż nas motywują. Nie zapominajmy, że nasi zawodnicy w ostatnich tygodniach pokazali naprawdę sporo. Nie możemy pozwolić, by ich duch walki osłabł po jednym poślizgu. Jesteśmy drużyną, która jest bardzo bezpośrednia wobec siebie nawzajem i wszyscy byliśmy rozczarowani porażką, ale zdajemy sobie sprawę, że to nie koniec świata i jeszcze wiele spotkań przed nami. W Częstochowie czeka nas znacznie trudniejsze zadanie, ale Lechia pokazała już, że stać ją na niespodzianki, kiedy nie tak dawno wygrała u siebie z Lechem Poznań.
„Medaliki” pewne siebie
Wszyscy piłkarze grający ostatnio są do dyspozycji angielskiego szkoleniowca Lechii. Ewentualne roszady będą podyktowane zmianą taktyki. Sympatycy biało-zielonych szykują się na wyjazd do Częstochowy, który jest dla nich meczem przyjaźni. Jednak przy Limanowskiego 83 sympatycznego klimatu można się spodziewać tylko na trybunach. Na boisku już tak serdecznie zapewne nie będzie. - Wiemy, czego się po nich spodziewać – kontynuuje angielski trener gości. - Znamy ich mocne i słabe strony. Podczas przygotowań skupialiśmy się głównie na sobie. To samo robiliśmy przed meczem z Lechem i przyniosło nam to zwycięstwo, dlatego chcemy ponownie zastosować tą taktykę. Musimy też czasami atakować w pressingu. Patrząc na sytuację w tabeli, będzie to także bardzo ważny mecz dla Rakowa. Nasz przeciwnik jest pewny siebie i bardzo dobrze zorganizowany. Mogę jednak zapewnić, że nie jedziemy do Częstochowy ze strachem.
Wesoła refleksja
W Częstochowie również przygotowania do meczu przebiegają z maksymalną mobilizacją. Nikt nie zamierza zlekceważyć przeciwnika z dołu tabeli, tym bardziej że Lechia jest dobrze grającą drużyną (może poza ostatnim meczem). - Zdajemy sobie sprawę, że musimy się bardzo dobrze przygotować do spotkania z zespołem młodym, wybieganym, chcącym grać bardzo intensywnie, mającym w przodzie dobrych zawodników. Dlatego bardzo poważnie podchodzimy do tego meczu – zapewnia trener Rakowa Marek Papszun, którego przedmeczowe skupienie nie wpędza w zadumę. Wręcz odwrotnie. Zapytany, czy lubi grać w poniedziałki, odparł z wesołą refleksją. - Najlepszy jest dzień, w którym się wygrywa. Kluczowy w tym wszystkim jest wynik – uśmiecha się trener częstochowian. - Gdy się wygrywa, ze spokojem obserwuje się całą kolejkę. Jak się przegrywa, to cały weekend jest zepsuty. Z mojej i drużyny perspektywy najlepszym dniem jest piątek, a najgorszy poniedziałek. Szczególnie wtedy, gdy mikrocykl się wydłuża lub skraca. Mikrocykle są rozregulowane. Teraz graliśmy w piątek z Górnikiem Zabrze, a z Lechią gramy w poniedziałek. Następny mecz z Piastem mamy w sobotę, a jeszcze kolejny z Legią w niedzielę. Musimy inaczej to wszystko programować, inaczej przygotowywać się do każdego meczu. Najlepiej jest, gdy treningi są równe, bo można wtedy też pracować indywidualnie. Kalendarz rozgrywek reguluje telewizja, która na jedną kolejkę ligową przeznacza cztery dni, czyli ponad pół tygodnia. Trzeba się po prostu dostosować i przygotować do kolejnych gier, nie myśląc o tym, na co nie mamy wpływu.
Zbigniew Cieńciała