Porzućcie wszelką nadzieję...
… wy, którzy wyjeżdżacie z ekstraklasy. Polscy piłkarze w mocnych ligach zagranicznych odgrywają marginalne role, co ma przełożenie na reprezentację. Bycia liderem oczekujemy od tych, którzy są starzy, grają mało lub reprezentują kluby drugiego szeregu.
Robert Lewandowski i Piotr Zieliński to ostatnie postacie z „pokolenia Euro 2016”, które nadal są wiodącymi postaciami reprezentacji Polski. Kto będzie po nich? Fot. Jamie Johnston/Focus Images/MB Media/PressFocus
W przyszłym roku minie dekada od pamiętnego, wciąż żywego w polskich sercach Euro 2016, kiedy Biało-czerwoni – w wewnętrznym mniemaniu – bliscy byli, żeby zostać mistrzem Starego Kontynentu. Pomijając jednak złośliwość, faktem jest, że był to najlepszy turniej mistrzowski reprezentacji Polski od dawien dawna i w pełni zrozumiałe jest to, że wielu z sentymentem wspomina tamtą ekipę Adama Nawałki. Rodzą się też pytania – dlaczego nie jest już tak, jak wtedy? Z czego to wynika?
Zbiorowy prime time
Przed każdym meczem czy turniejem pojawiają się analizy dotyczące stanu personalnego reprezentacji. Analizuje się nazwiska, a w efekcie kluby, które reprezentują i ligi, w których występują – i często dochodzi się do wniosku, że dobrze to wygląda. Tu liga włoska, tu angielska, tu gwiazda z Hiszpanii... Ale czy na pewno jest to takie dobre? Czy jest to dobre na tyle, aby być lepszym od innych? Sytuacja nie jest tak klarowna... Przypomnijmy jeszcze raz Euro 2016 i to, czym dysponował Nawałka, któremu również – co należy pamiętać – sprzyjał stosunkowo korzystny terminarz i bardzo mała liczba meczów z topowymi reprezentacjami (np. nie było rozgrywek Ligi Narodów).
W bramce selekcjoner miał Łukasza Fabiańskiego ze Swansea (12. miejsce), regularnie występującego w Premier League, gdzie w co czwartym meczu zachowywał czyste konto (rywalizował z Wojciechem Szczęsnym, który wymiatał w mocnej Romie, a w sezonie 2016/17 wygrał miejsce o skład ze słynnym Alissonem Beckerem). Na prawej obronie gra Łukasz Piszczek,ł jeden z najlepszych na świecie na tej pozycji, próbujący z Dortmundem zdetronizować Bayern Monachium. Na stoperze Kamil Glik, kapitan i gwiazda Torino (środek Serie A), który po Euro ruszył do Monaco i razem z Kylianem Mbappe zdobył mistrzostwo Francji i zagrał w półfinale Ligi Mistrzów. Środek pola trzymał przeżywający swój prime time Grzegorz Krychowiak, który po Euro za prawie 30 mln trafił z mocnej Sevilli do topowego PSG (jak mu tam poszło, pomińmy). Przed nim biegał Piotr Zieliński, którego po Euro (i kapitalnym sezonie w Serie A) wzięło Napoli. Znakomity sezon w Ligue 1 w Stade Rennes miał Kamil Grosicki (9 goli i 4 asysty), a za strzelanie goli odpowiadali Arkadiusz Milik (wybitny w Ajaksie, po Euro trafił do Napoli), no i Robert Lewandowski, którego przedstawiać nie trzeba. Ci, którzy na bieżąco śledzą losy reprezentacji Polski i jej zawodników w ich klubach, zapewne już domyślają się, że dzisiaj na taką obsadę nie ma co liczyć.
Niemal tylko bramkarze...
Polacy w ligach top 5 Europy (Anglia, Niemcy, Włochy, Francja i Hiszpania) oczywiście są ("są", bo nie zawsze grają). Jednakże mówiąc o reprezentacji, cały czas na pierwszy plan wysuwa się wiekowych Lewandowskiego i Zielińskiego. Na mundialu w 2026 roku obaj będą jeszcze zapewne w dobrej dyspozycji, w odpowiednim wieku, by ciągnąć ten wózek, ale czy można na nich będzie liczyć na Euro 2028 i w eliminacjach do niego? „Lewy” będzie miał wtedy 40 lat, „Zielu” 34. Prym powinni wieść inni, ich następcy, ale... tych dostrzec trudno. Przyjrzeliśmy się Polakom w ligach top 5 - z uwzględnieniem, aby byli to gracze urodzeni nie wcześniej niż w 1998 roku. Tacy, którzy na Euro 2028 będą mieli (rocznikowo rzecz jasna) 30 lat. Cóż, wygląda to... źle!
Obecnie jest bowiem tylko czterech polskich piłkarzy, którzy w topowych ligach Starego Kontynentu rozegrali w tym sezonie co najmniej 1000 minut. A przypomnijmy, że to równowartość 11 pełnych meczów i 10 minut. Nic wielkiego. W ekstraklasie 12. kolejka zakończyła się w połowie października, a w Premier League – miesiąc później. Co zaś w tym wszystkim najważniejsze, aż 3 z tych 4 Polaków to... bramkarze – Kamil Grabara (Wolfsburg), Radosław Majecki (Monaco) i Marcin Bułka (Nicea)! Wszyscy są z rocznika 1999 i prezentują dobry poziom, choć – poza Majeckim, ale też bez przesady – nie reprezentują wielkich ekip. Z pola tylko Sebastian Walukiewicz przekroczył 1000 minut, który podobnie jak Glik, reprezentuje obecnie Torino, które jest w podobnym miejscu Serie A co wtedy, lecz do popularnego „Gliksona” jeszcze dużo 24-latkowi brakuje.
Czas odbudowy
A jak się mają pozostali gracze U-27? Albo są rezerwowymi (Kiwior, Stolarczyk, Kamiński, Benedyczak, Zalewski), albo mają problemy zdrowotne (Białek, Gumny, Kowalski, Marchwiński), albo dopiero się odbudowują (Urbański), albo... wszystko naraz. Plusem jest to, że ostatnio wreszcie zaczął grać Kacper Urbański, z tym że na wypożyczeniu do ostatniej w Serie A Monzy. Wielkich marek nie sposób doświadczyć w tym zestawieniu. Arsenal weryfikuje Jakuba Kiwiora, Nicola Zalewski raczej nie będzie starterem w Interze (a wcześniej Romie). Reszta to zespoły przeciętne albo po prostu słabe. Oczywiście, jest kilku piłkarzy w ligach top 5, którzy radzą sobie dobrze i grają regularnie, jak Lewandowski, Szczęsny czy Jan Bednarek. Ten pierwszy jednak wiecznie grać nie będzie, ten drugi skończył z reprezentacją, a ten trzeci (rocznik 1996) próbuje uchować Southampton od najgorszego wyniku w historii Premier League; zresztą jak gra w orłem na piersi, wszyscy są chyba świadomi...
Obecnie trudno znaleźć relatywnie perspektywicznego piłkarza, który przyjechałby na zgrupowanie reprezentacji jako „kozak” w znaczącym klubie. Oczywiście, możemy spojrzeć na Sebastiana Szymańskiego, który próbuje zdobyć mistrzostwo Turcji z Fenerbahce, ale nigdy nie został sprawdzony w topowej drużynie. Ba, on nigdy nie wystąpił nawet w Lidze Mistrzów, a w reprezentacji regularnie pokazuje, że drugim Zielińskim to on na razie nie będzie. Zresztą w jego wieku „Zielu” był już gwiazdą silnego Napoli i miał grubo ponad 100 występów we Włoszech. Plus w końcu można zapisać obok Jakuba Modera, który zaliczył mocne wejście w Feyenoordzie i gra w nim nawet w Lidze Mistrzów. Ale dalej... Kamil Piątkowski? Odbudowuje się w przeciętnej tureckiej Kasimpasie, tak jak Kacper Kozłowski (21 lat!) w jeszcze bardziej przeciętnym Gaziantepie. Tymoteusz Puchacz? Odbudowuje się w najgorszej drużynie Championship Plymouth Argyle. Mateusz Bogusz, Dominik Marczuk, Bartosz Slisz – grają za oceanem, gdzie poziom jest w oczywistym stopniu niższy niż w mocnych ligach europejskich. Przypomnimy, że mowa tylko o piłkarzach z rocznika 1998 lub młodszych. Swego czasu w Chorzowie mówiło się o „czasie odbudowy”, gdy klub spadł do III ligi i po imponującym rajdzie wrócił do ekstraklasy. W przypadku polskich piłkarzy ten termin również idealnie by się wpasował. Pytanie, czy po bessie też nadejdzie hossa?
Zachwiani i skreśleni
Selekcjoner Michał Probierz i jego sztab obserwują też innych piłkarzy, których w ostatnim czasie nie było w kadrze za często albo wcale. Ale raczej nie podoba im się to, co widzą. Filip Marchwiński był sprawdzany w reprezentacji, a gdy wyjechał do Włoch, skreślili go właściwie po pierwszym meczu i to w słabej drużynie Lecce. Jakby tego było mało, zerwał więzadła krzyżowe. Michał Skóraś nie potrafi przebić się w europejskim przeciętniaku, jakim jest Club Brugge. Niewiele lepiej idzie jego byłemu koledze z Lecha Kamilowi Jóźwiakowi, który jest rezerwowym w drugiej lidze hiszpańskiej (Granada). Pamięta ktoś Szymona Włodarczyka, który po odejściu z Zabrza miał piorunujące wejście w Sturmie Graz? Dzisiaj nie mieści się w walczącej o utrzymanie w Serie B Salernitanie. Przemysław Płacheta odbudowuje się (znowu) w drugoligowym angielskim Oxfordzie, a Michał Rakoczy „odpadł” w Cracovii i szuka szczęścia w drugiej lidze tureckiej. Niedoszła nadzieja polskiego futbolu Krystian Bielik występuje na trzecim szczeblu w Anglii. Bartłomiej Wdowik odszedł z Jagiellonii, by jeszcze w tym samym okienku odejść z Bragi do drugoligowego niemieckiego Hannoveru, gdzie jego pozycja w składzie bywa różna. Łukasz Łakomy gra regularnie w Young Boys Berno, choć zespół przechodzi w Szwajcarii kryzys, a w Lidze Mistrzów zajął ostatnie miejsce w fazie ligowej. Jego były kolega z Zagłębia Lubin Łukasz Poręba nie potrafi wywalczyć miejsca w jedenastce drugoligowego niemieckiego HSV. Sprawdzony przez Probierza Karol Struski to podstawowy piłkarz cypryjskiego Arisu Limassol, lecz nie brzmi to imponująco.
Potykanie o sznurówki
Przepraszam za tę mało kunsztowną wyliczankę, ale ona najlepiej pokazuje, z jakim brakiem materiału zmaga się reprezentacja. Z wyżej wymienionych potencjalnych reprezentantów regularnie gra tylko Łakomy w Szwajcarii i Struski na Cyprze. Czy to zawodnicy, na których można opierać grę Biało-czerwonych? Odpowiedź jest chyba oczywista.
Piłka w każdym kraju przeżywa swoje wzloty i upadki. W potęgach – jak Anglia, Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Holandia – nawet w okresie kryzysu selekcjonerzy mają do dyspozycji co najmniej niezłych zawodników. Kraje drugiego szeregu, do których zalicza się Polska, muszą czekać na swój dobry okres i wykorzystać 5 minut, które otrzymają. Nad Wisłą i Odrą nie ma fundamentów ku temu, aby stworzyć drużynę taką, jak w 2016 czy 2017 roku i mieć ją przez kilkanaście lat. Tamten okres już nie wróci, a przynajmniej nie prędko. Zmiana pokoleniowa, która trwa cały czas, powoduje wykruszanie zbudowanego muru. Liderzy, którzy w ostatnich latach odchodzili z reprezentacji – Glik, Piszczek, Krychowiak, Szczęsny – nie mają następców, którzy zagwarantowaliby podobny poziom. Okej, bramkarzy ma Polska dobrych, ale żaden z nich nie jest tak dobry, jak „Szczena”. Zapewne podobnie będzie, gdy z koszulki z orłem zrezygnują Zieliński i Lewandowski. Nie widać bowiem w tej chwili zawodników, którzy weszliby w ich buty, bo rozmiar jest zdecydowanie za duży. Będą się potykać o sznurówki. Trzeba być tego świadomym, że po zrobieniu kroku w przód i wysunięcia się z drugiego szeregu, teraz Polska do niego się cofnęła. Nie będzie prawdopodobnie europejskim patałachem, ale wróci (właściwie to już wróciła) do miana średniaka, dla którego rywalizacja ze Szkocją, Czechami, Austrią czy Walią nie jest już spacerkiem. Należy też pamiętać, że Polska nie jest pępkiem świata i że inne drużyny też mają ciekawych zawodników, choćby Gruzja, Norwegia czy Węgry. Oni też potrafią grać w piłkę. Takie są dzisiaj polskie perspektywy i z fotela kibica nie pozostaje nic innego, jak tylko to zaakceptować i czekać na kolejne lepsze dni.
Piotr Tubacki
POLACY U-27 W LIGACH TOP 5
Piłkarz |
Rocznik |
Pozycja |
Klub |
Mecze (od początku) Minuty |
Premier League
Jakub KIWIOR |
2000 |
Środkowy obrońca |
Arsenal |
8 (2) 323 |
Jakub STOLARCZYK |
2000 |
Bramkarz |
Leicester |
6 (6) 540 |
Bundesliga
Bartosz BIAŁEK |
2001 |
Napastnik |
Wolfsburg |
0 0 |
Kamil GRABARA |
1999 |
Bramkarz |
Wolfsburg |
20 (20) 1776 |
Robert GUMNY |
1998 |
Prawy obrońca |
Augsburg |
4 (1)145 |
Jakub KAMIŃSKI |
2002 |
Skrzydłowy |
Wolfsburg |
13 (8)721 |
Serie A
Adrian BENEDYCZAK |
2000 |
Skrzydłowy |
Parma |
8 (2) 191 |
Mateusz KOWALSKI |
2005 |
Napastnik |
Parma |
1 (1) 57 |
Filip MARCHWIŃSKI |
2002 |
Ofensywny pomocnik |
Lecce |
1 (0)14 |
Kacper URBAŃSKI |
2004 |
Środkowy pomocnik |
Monza |
11 (5) 574 |
Sebastian WALUKIEWICZ |
2000 |
Środkowy obrońca |
Torino |
20 (15)1306 |
Nicola ZALEWSKI |
2002 |
Skrzydłowy |
Inter |
15 (4)597 |
Ligue 1
Marcin BUŁKA |
1999 |
Bramkarz |
Nicea |
22 (22) 1980 |
Radosław MAJECKI |
1999 |
Bramkarz |
Monaco |
12 (12)1080 |
182,4 MLN EURO
35. MIEJSCE