Sport

Polska klątwa

KOMENTARZ „SPORTU” - Kacper Janoszka

Finałem Speedway of Nations i barażem o awans do ekstraligi zakończył się sezon żużlowy. Polscy kibice mieli wielkie nadzieje związane przede wszystkim z pierwszymi ze wspomnianych zawodów. W końcu Biało-czerwoni mieli przełamać złą passę w rywalizacji o drużynowe mistrzostwo świata. Bartosz Zmarzlik i Patryk Dudek byli pod koniec rozgrywek w fantastycznej dyspozycji i mieli w Toruniu sięgnąć po złote medale. Tak się jednak nie stało, bo lepsi okazali się Australijczycy – Brady Kurtz i Jack Holder byli niemal nieomylni. Polacy zakończyli turniej na drugim miejscu.

I choć można uznać to za sukces, bo w końcu nasi reprezentanci ulegli tylko jednej drużynie, to czujemy niedosyt. W końcu jesteśmy żużlową potęgą. Mamy najbogatszą ligę na świecie, organizujemy największe eventy, a w najważniejszym momencie znów potykamy się i mamy problemy z tym, żeby w końcu triumfować w SoN. Ta pechowa passa trwa już siedem lat. W 2018 roku FIM zdecydowała o tym, że przestaje organizować Puchar Świata (w którym Polska wygrywała w 2016 i 2017 roku), a rozpoczyna nowy cykl. SoN miał być powiewem świeżości. Wprowadzono nowe zasady punktacji, a drużyny z pięcioosobowych zmniejszono do trzyosobowych. Na zmianie zyskały przede wszystkim kraje, w których fantastycznych żużlowców jest mniej i poziom drużyny nie zmniejsza się wraz ze zwiększoną liczbą zawodników. Tym samym w 2018, 2019 i 2020 roku w SoN wygrywała Rosja, którą dowodził duet Artiom Łaguta – Emil Sajfutdinow. W tych latach Polska zajmowała odpowiednio: trzecie, drugie i jeszcze raz drugie miejsce. Gdy z powodu wybuchu wojny na Ukrainie rosyjska federacja została zawieszona, marzenia Polaków o złocie odżyły, ale do tej pory pragnienie nie zostało zaspokojone.

Byliśmy pokonywani przez Wielką Brytanię w 2021 roku w Manchesterze. Rok później w Vojens zaliczyliśmy kompletną porażkę,  po raz pierwszy nie znajdując się na podium. FIM zdecydowała natomiast o tym, że przywraca do kalendarza Puchar Świata, który odbywać się będzie co trzy lata zamiast SoN. Gdy w 2023 roku po latach przerwy znów zorganizowano turniej, w którym Polacy czują się jak ryba w wodzie, znów wygrali. Gdy natomiast w 2024 roku powrócono do SoN, znów Biało-czerwoni znaleźli się poza strefą medalową, zajmując piąte miejsce.

Polscy kibice mieli więc już dość porażek w tym formacie. Wierzyli, że w końcu w 2025 roku klątwa SoN zostanie przełamana. Wiara ponoć czyni cuda, ale nie w tym przypadku. Znów zostaliśmy pokonani. SoN po prostu polskim żużlowcom nie służy. I trudno nawet znaleźć racjonalną odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje. W sobotę byliśmy najbliżej triumfu od lat, bo podopieczni Rafała Dobruckiego znaleźli się w finale. Dudek doskonale zna tor w Toruniu. Zmarzlik jest mistrzem świata. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły o tym, że Polska musi wygrać, a tak się nie stało. Na drodze stanęli Kurtz i Holder, także będący w znakomitej formie. Co więc musi się stać, żeby Polska triumfowała w SoN? Czy musimy czekać na wymarcie żużla na całym świecie, żebyśmy rywalizowali sami ze sobą?