Polacy na ostrym zakręcie
Arkadiusz Milik i Jan Ziółkowski przeżywają trudne chwile. Nie wiadomo, kiedy znów pojawią się na boiskach Serie A.
Jan Ziółkowski w nowych barwach, ale ponownie zobaczymy go w nich za kilka długich tygodni… Fot. IPA/SIPA USA/PressFocus
Tylko trzech reprezentantów naszego kraju ma niepodważalną pozycję w swoich włoskich klubach: Piotr Zieliński, który dyryguje grą Interu, Łukasz Skorupski, czyli pierwszy bramkarz Bolonii i Jakub Piotrowski, któremu w Udinese ufa Kosta Runjaić. On jednak odpocznie sobie przez krótki czas, ponieważ, tak jak pisaliśmy w poprzednim wydaniu, będzie miał zabieg ablacji serca.
Pomiędzy pierwszym składem a ławką rezerwowych lawiruje Nicola Zalewski (Atalanta Bergamo), któremu trener Maurizio Sarri szuka pozycji. Na przeciwległych biegunach jest dwóch naszych rodaków…
Szczerość trenera
W bardzo trudnym położeniu jest Arkadiusz Milik. Wydawało się, że nie powiedział ostatniego słowa w Turynie, przepracował cały okres przygotowawczy, grał w meczach towarzyskich i… nie został zgłoszony do Ligi Europy oraz Serie A. 73-krotny reprezentant naszego kraju padł ofiarą… polityki transferowej. Trener Luciano Spalletti traktował wychowanka Rozwoju Katowice jako opcję rezerwową, gdyby nie udało się wzmocnić ataku. Ostatecznie przybył Nick Woltemade, jest Randal Kolo Muani, a w kadrze pozostaje jeszcze 19-letni Jeff Ekhator, który jest opcją na przyszłość, a teraz leczy uraz.
Milik o braku zgłoszenia dowiedział się jednak po zamknięciu okienek transferowych w większości lig europejskich. To sprawia, że ma bardzo ograniczone pole manewru. – Jest bardzo dobrym piłkarzem. Byliśmy przekonani, że będziemy mogli przeprowadzić pewne działania na rynku transferowym. Ostatecznie jednak nic z tego nie wyszło, dyrektorom nie udało się zrobić tego, co chcieliśmy. Jego sytuacja jest trudna. Nie mogłem sobie pozwolić na posiadanie trzech napastników kosztem braków na innych pozycjach – tłumaczył trener Spalletti w rozmowie z Mateuszem Święcickim na antenie Eleven Sports.
Historia polskiego snajpera może skończyć się tak, że przez pół roku będzie w treningu, ale bez gry i dopiero w zimowym okienku transferowym znajdzie nowy klub.
Rezerwowym w Juventusie jest Kamil Grabara. 27-latek dostał jednak ostatnio laurkę od samego Gianluigiego Buffona. – On, podobnie jak Szczęsny, nie jest rezerwowym. To bramkarze, którzy dają gwarancję dobrej gry także gdy wyjdą w podstawowym składzie. Będzie wiele spotkań i bardzo ważne, żeby każdy z bramkarzy czuł się w tej drużynie ważny – podkreśliła legenda włoskiego futbolu w rozmowie z "La Gazetta dello Sport", nawiązując do rywalizacji Polaka z Guglielmo Vicario.
Mógł grać, a wypadł
W podobnej sytuacji, co Milik, był Jan Ziółkowski. Trener Romy Gian Piero Gasperini po jednym sezonie skreślił defensora ze swoich planów. 21-latek szybko znalazł jednak zainteresowanych swoimi usługami i trafił na wypożyczenie do Monzy, która ma opcję wykupu. Wychowanek Polonii Warszawa zdążył zadebiutować w nowym klubie w meczu 1/16 finału Pucharu Włoch z Torino i… wypadł przez kontuzję. – Ziółkowski doznał urazu rozcięgna podeszwowego i będzie wyłączony z gry przez dłuższy czas – powiedział trener Ivan Jurić na konferencji prasowej po spotkaniu z Parmą, na którym Polaka już zabrakło.
Środkowy defensor ma ogromnego pecha, ponieważ miał realne szanse na regularną grę. Monza gra trójką środkowych obrońców, z których większość jest mało doświadczona. Głównym dyrygentem jest 25-letni Andrea Carboni, obok gra 23-letni Lorenzo Lucchesi, a trzecią pozycję obstawiają zawodnicy, którzy dopiero zbierają doświadczenie na seniorskim poziomie. Ponadto drużyna Juricia traci dużo bramek – w trzech ligowych spotkaniach dała sobie strzelić aż osiem, a sama zdobyła tylko cztery. Polak być może nie byłby zbawicielem, ale w końcu zacząłby grać.
Miłosz Cebo
