Sport

Pod znakiem Górnika

To był jeden z najlepszych turniejów PP w ostatnich latach. Dobra robota organizatorów, fantastyczna frekwencja, emocje i świetny poziom sportowy.

Bez dwóch zdań - rewelacja sezonu z Wałbrzycha! Fot. PAP/Łukasz Gągulski

PUCHAR POLSKI MĘŻCZYZN

Trzy tysiące widzów na finale, barwne grupki fanów z całej Polski. Konkursy dla widzów, lokalna orkiestra dęta na wysokim poziomie. "Niedzielny mecz hokejowego Zagłębia oraz finał Pucharu Polski obejrzał komplet publiczności. Drugi z meczów setki tysięcy oglądało w Polsacie Sport i usłyszało w RMF.  Hokeiści Zagłębia, choć przegrali wysoko, komplet publiczności przyciągnęli kolejny raz z rzędu. To właśnie dla Was, dla takich chwil, dla kibiców, budowaliśmy Zagłębiowski Park Sportowy. Dziękuję Wam" - mógł się pochwalił się prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński.

◼  Kibice z Wałbrzycha to największy fenomen tej imprezy. Na każdy mecz swojej drużyny przyjeżdżali w wielkiej liczbie, lokowali się za jednym z koszy i nieustannie wspierali Górnika. "Dziś najważniejszy dzień w kibicowskim życiu młodszego pokolenia kibiców Górnika, choć dla tych starszych również. Po 45 latach wracamy do finału Pucharu Polski. Po raz pierwszy możemy go zdobyć. Nasi koszykarze mają okazję zapisać się na zawsze w historii klubu obok legend, które w latach 80. zdobywały medale mistrzostw Polski dla Górnika!” – pisali na swoim fanpage’u tuż przed finałem. Po meczu zalali parkiet Arena Sosnowiec, tańczyli, płakali, ściskali się ze swoimi zawodnikami.

  Wielki powrót Adama Waczyńskiego. Były reprezentant Polski, kapitan kadry, po wielomiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją wrócił w tym sezonie do gry. Kontrakt podpisał we Wrocławiu. W ten weekend wygrał konkurs rzutów za trzy punkty. - Władze Śląska Wrocław zapytały mnie, czy jestem zainteresowany wzięciem udziału w tym konkursie. Po głębszym namyśle stwierdziłem, że to może być jedna z ostatnich fajnych przygód, które mogę przeżyć na końcówkę mojej kariery. Niech niektórzy uważają, że Waczyński jest skończony, a ja jeszcze niejednego zaskoczę. Znam swoją wartość, wierzę w siebie i nie powiedziałem ostatniego słowa. Ważne, że najbliżsi mnie cały czas wspierają - mówił po zakończonej rywalizacji. W pokonanym polu zostawił Toddricka Gotchera (Górnik Zamek Książ Wałbrzych), Piotra Pamułę (Dziki Warszawa), Dominika Wilczka (Arriva Polski Cukier Toruń), Maksymiliana Wilczka (Legia Warszawa) i Aleksandra Załuckiego (MKS Dąbrowa Górnicza).

◼  Faworyt. Jedziemy do Sosnowca, by zdobyć trofeum - mówił przed wyjazdem trener Anwilu Selcuk Ernak. Włocławianie po raz pierwszy od dawna zagrali w optymalnym składzie. W ćwierćfinale wygrali ze Śląskiem dopiero po dogrywce, a w półfinale w zadziwiających okolicznościach ulegli Kingowi. 90 sekund przed końcem Anwil prowadził, ale na finiszu jego zawodnicy robili, co mogli, by nie wygrać. W ostatnich 30 sekundach spudłowali wszystkie cztery osobiste (dwa razy Michalak, dwa razy Justin Turner), a na końcu popełnili błąd 5 sekund przy wyprowadzaniu piłki z autu! - Było zbyt dużo wzlotów i upadów w naszej grze w tym dniu. Cztery nietrafione wolne w końcówce? To oczywiście część gry, ale musisz to trafiać, gdy chcesz wygrać taki mecz - mówił trener Ernak. - Ten mecz pokazał jak będzie wyglądała gra w fazie play off. Dzięki temu spotkaniu musimy się lepiej przygotować, bardziej popracować nad organizacją gry, by być gotowi na decydującą część ligi.

(p)