Sport

Po co kwiatki bez wazonu?

Wysłannik „Sportu” miał przyjemność oglądać mecz Polski z Litwą w Wiśle, w domu Antoniego Piechniczka wspólnie z selekcjonerem.

Czy ta drużyna będzie w stanie wywalczyć awans? Na razie mamy przekonanie, że będzie walczyć o to do końca! Fot. PAP/Piotr Nowak

Trener, który w 1982 roku zdobył z reprezentacją Polski trzecie miejsce na świecie, a obecny selekcjoner był jego zawodnikiem m.in. podczas kolejnego mundialu w 1986 roku, podzielił się ze „Sportem” przemyśleniami dotyczącymi spotkania w Kownie

O kontroli nad meczem

Bardzo doceniam fakt, że Polska od początku do końca kontrolowała ten mecz. Nie zawsze to przecież możliwe, a wcale nie było oczywiste w tym wypadku. Mecz był na wyjeździe, rywal zaczynał grę wierząc, że da radę się nam przeciwstawić. Gra u siebie zawsze dodaje gospodarzowi animuszu i pewności siebie. Tymczasem Polska panowała nad spotkaniem świetnie, rywal na dobrą sprawę ani razu nie zagroził tak naprawdę naszej bramce. Podobał mi się spokój u nas. Do tego zdobyliśmy ładne bramki, a zawsze to przyjemniej gdy są ładne, zamiast brzydkich (uśmiech).

O Litwinach

Widziałem, że bardzo chcieli z nami wygrać, ale stwierdzając obiektywnie: był to ich najsłabszy dotychczasowy mecz u siebie. Zarówno z Maltą, Finlandią i Holandią potrafili odrabiać straty, umieli wyjść z 0:1 na 1:1, albo z 0:2 na 2:2. Oczywiście z „Pomarańczowymi” ostatecznie się nie udało, Holendrzy wbili zwycięskiego gola na 3:2, ale już mecz z nami wyglądał dla Litwinów zupełnie inaczej. Znacznie gorzej. Przegrali zasłużenie. Dla nas ten mecz był ważniejszy, dla nich stanowił już tylko kwestię prestiżową. Istotną, bo momentami grali bardzo ostro, o czym przekonał się choćby Lewandowski.

O Lewandowskim

Z pewnością ucieszył się, że zdobył gola. Myślę, że to dla niego ważne wracać do Barcelony jako piłkarz, który strzelił gola w meczu międzypaństwowym. To zawsze dodaje pewności siebie. Poprawia to jego samopoczucie, z pewnością weźmie to pod uwagę jego trener klubowy. Trzeba pamiętać, że taki piłkarz jak on w takich spotkaniach jak z Litwą ma bardzo ciężko. Litwini od początku próbowali stłamsić go fizycznie. Już na starcie dostał ręką w twarz. Nie znoszę takich fauli, powinny być tępione przez sędziów z całą surowością, podobnie jak niby przypadkowe nadepnięcie na stopę, które jest bardzo bolesne… Gdy ja grałem, najostrzejsze były wślizgi albo uderzenia kolanem w mięsień czworogłowy. Ale teraz gra zaostrza się tak, że można mówić o brutalności, a tego w piłce nożnej nie powinno być. Lewandowski permanentnie dostaje po szczęce, albo korkami w stopę w kolejnych meczach. Ma to za zadanie zniechęcić go do gry już od początku. Oburza mnie to, bo ile można wytrzymać coś takiego?

O nerwach

Mecz był nerwowy, obfitował w złośliwości, ale jako selekcjoner pilnowałbym, żeby nasi reprezentanci nie wdawali się w przepychanki, w jakieś ostentacyjne zbliżenia twarzy do twarzy, w czym celowali Kiwior albo Bednarek. To niepotrzebne, bo przy nerwowym arbitrze może skończyć się osłabieniem, a przy silniejszym rywalu sprowokowaniem sytuacji, po której możemy stracić bramkę.

O Janie Urbanie

Jestem zadowolony z jego pracy. Na razie zrobił wszystko, co do niego należało. Wygrał mecze, które miał wygrać – z Finlandią, Nową Zelandią i Litwą, nie przegrał z Holandią. To sukces. Mogliśmy przegrać, nawet wysoko, ale walczyliśmy do końca i to się opłaciło.

O tym, co dalej

Z uczuciem ulgi można przyjąć, że baraże mamy pewne. Wiadomo, że jeśli jest szansa, trzeba walczyć o więcej, ale szanse na wyprzedzenie Holandii są jedynie teoretyczne. Oczywiście przed nami jeszcze prestiżowy rewanż w Warszawie, w trakcie którego przekonamy się, która z drużyn zrobiła większe postępy od pierwszego spotkania w Rotterdamie.

O Holendrach

Teraz wygrali 4:0 z Finlandią i widać było, że od początku podchodzą do tego meczu na totalnym luzie. Nawet gdyby stracili bramkę, zawsze byli pewni, że odrobią. Cóż, cechą charakterystyczną ich reprezentacji jest pewność siebie. Czasami to jest zgubne, a z pewnością niełatwe dla ich selekcjonera, ktokolwiek by nim był. Im teoretycznie słabszy jest przeciwnik, tym trudniej im się zmobilizować. Myślę jednak, że do spotkania w Warszawie podejdą bardzo poważnie. Spodziewam się, że zaleci im to ich selekcjoner. Przypominam, Polacy niejeden raz potrafili u siebie wygrać z tym przeciwnikiem, przekonał się o tym także Johann Cruyff w 1975 roku na Stadionie Śląskim. Tamto zwycięstwo 4:1 jest przez wielu uważane za najlepszy mecz reprezentacji Polski w dziejach… Wtedy też podeszli na luzie, stracili jedną, drugą, trzecią bramkę i było po wszystkim.

O krytyce

Irytowała mnie krytyka reprezentacji po meczu z Nową Zelandią. Nie podoba mi się krytyka po wygranych meczach. To tłamszenie i zniechęcanie piłkarzy. Wracają do domu i słyszą, że było do niczego. Co sobie ma pomyśleć taki piłkarz w tej chwili? Czy się nie zniechęci? Stara się, wygrywa, a i tak słyszy narzekania. Może więc sobie pomyśleć: „po co mi kwiatki, skoro wazonu nie mam”? Krytyka ma sens jedynie  wtedy, gdy jest konstruktywna.

Paweł Czado

Antoni Piechniczek. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus

Antoni Piechniczek

Ur. 3 maja 1942
3 mecze w reprezentacji Polski jako zawodnik (1967-69)
74 mecze w reprezentacji Polski jako selekcjoner (1981-86, 1996-97). Za jego kadencji wygrała m.in. z Argentyną (1981), Belgią (1982), Francją dwukrotnie (1982 i 1982), Kolumb ią (1985), Włochami (1985), Portugalią (1986)