Po co im bary w Bari?

Choć SSC Bari spadło w poprzednim sezonie na trzeci poziom rozgrywkowy, nie zmniejszyło to futbolowego entuzjazmu mieszkańców regionu Apulia.

Nawet gdy na stadion w Bari przychodzi ponad 3 tysiące ludzi, za plecami zawodników zazwyczaj widać puste siedzenia. Fot. Emmanuele Mastrodonato/IPA Sport/ipa-agency.net/SIPA USA / Press Focus

Kacper Janoszka z Włoch

Na pierwszy rzut oka Bari nie wygląda jak miasto piłkarskie. W końcu tutejszy klub w historii włoskiego futbolu nie zasłynął żadnym spektakularnym sukcesem. Polacy mogą go kojarzyć właściwie wyłącznie przez to, że paręnaście meczów rozegrał w jego barwach Tomasz Kupisz, a wypożyczeni byli do niego Kamil Glik (w 2011 roku z Palermo) i Rafał Wolski (w sezonie 2014/15 z Fiorentiny). Bari nie grało też zbyt często na najwyższym poziomie rozgrywkowym. W XXI wieku tylko jeden sezon spędziło w Serie A; w poprzednich rozgrywkach zaś spadło z Serie B do C. Jest więc na trzecim poziomie rozgrywkowym, czyli w miejscu, przez które Włosi mogliby o zespole zapomnieć. Nie jest to już nawet poziom centralny – Serie C podzielona jest na trzy grupy.

To jednak tylko pozory. W Bari w 1990 roku ukończono budowę wielkiego stadionu San Nicola. Może on pomieścić 58270 widzów. Powstał na mistrzostwa świata we Włoszech i odegrał w nich nawet dużą rolę – to właśnie w tym miejscu rozegrano mecz o trzecie miejsce pomiędzy Włochami a Anglią (2:1). Tamto spotkanie z trybun oglądało 51426 kibiców. Włosi o tym pamiętają – w barze przy plaży Pane e Pomodoro wciąż widoczne są przyklejone na witrynach naklejki „Italia ‘90”. 

Teraz dla władz klubu SSC Bari taka frekwencja, jak podczas mundialu 36 lat temu, pozostaje jedynie marzeniem. W miniony weekend na tym obiekcie odbył się mecz Bari – Casarano (1:0), który z trybun oglądało 3597 fanów. Na ogromnym obiekcie taka frekwencja nie robi żadnego wrażenia – stadion wydaje się pusty.

Mimo tego SSC Bari pozostaje klubem, który jest ważny dla lokalnej społeczności. Wydawana na południu kraju La Gazzetta del Mezzogiorno, w weekendowym numerze, który znalazłem na stole w kawiarni Bianca Cafe, nie tylko obszernie zapowiadała mecz z Casarano, ale nawet zaprezentowała przewidywane składy obu zespołów. Herb klubu pojawia się także na multimedialnych reklamach przy sklepach spożywczych, które pokazują kursy bukmacherskie na najbliższą kolejkę. Więc choć mecze Bari nie przyciągają na San Nicola tłumów, wciąż jest to klub, który w regionie Apulia ma spore znaczenie.


Lokalność to jedno; Włosi natomiast kochają futbol na wysokim poziomie. Dlatego w barach w Bari organizowane jest grupowe oglądanie meczów. Lokale wystawiają telewizory na zewnątrz, a wieczorami mieszkańcy gromadzą się przy odbiorniku i przeżywają starcia w Serie A. W niedzielę byłem świadkiem, jak dziesiątki ludzi, stojąc na ulicy, oglądały mecz Juventus – AC Milan (1:1), tamując ruch drogowy. Żadnemu kierowcy fakt ten nie wydawał się dziwny, nikt też nie trąbił. Nikomu nie przeszkadzała głośna radość, gdy Alphadjo Cisse zdobył gola dla Milanu.

To tylko dowód na to, jak bardzo ludzie z Bari są stęsknieni za grą na wysokim poziomie drużyny ze swojego miasta. Apulia jest regionem Włoch, który piłkarsko jest nieszczególnie urodzajny. W Serie A gra Lecce, ale Bari od tego miasta dzieli niemal dwugodzinna droga samochodem. W Serie B nie ma ani jednego zespołu z tego rejonu południowej Italii. Kibicom z Bari pozostaje więc życie sukcesami innych drużyn lub podróże w pamięci do lat 90., gdy w ich mieście grały największe reprezentacje na świecie, a Włosi w meczu o trzecie miejsce pokonali Niemców z RFN.


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się