Piłkarz wyjątkowy
Mecz Mistrzów będzie szczególny przede wszystkim dla Macieja Sadloka. Nikt nie łączy tak mocno Ruchu i Wisły, jak obrońca z Dankowic.
Maciej Sadlok został uhonorowany przez krakowskie władze przed jesiennym meczem Wisła – Ruch przy Reymonta. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
Dankowice to wieś położona w województwie śląskim, ale na terenie geograficznej Małopolski. Maciej Sadlok urodził się w województwie małopolskim, w pobliskim Oświęcimiu, który w czasach średniowiecza przez pewien okres znajdował się pod władaniem książąt śląskich, choć leży Małopolsce. Nie mogło być więc lepszego miejsca pochodzenia dla zawodnika, który tak znakomicie łączy śląskie i małopolskie wątki. Zresztą... nawet nazwisko ma z wyraźnym górnośląskim sznytem.
„Oszukany” Wojciechowski
Karierę zaczynał w Pasjonacie Dankowice, gdzie jego ojciec, Andrzej, przeszedł drogę od piłkarza do prezesa. Gdy był nastolatkiem, wypatrzył go Ruch Chorzów, gdzie trafił wiosną 2007 roku, nie mając jeszcze skończonych 18 lat. To przy Cichej Polska poznała jego talent, wieszcząc mu zresztą wielką karierę. Kiedy miał 21 lat, sięgnęła po niego Polonia Warszawa, rządzona przez słynnego (to niekoniecznie komplement) Józefa Wojciechowskiego. O piłkarzu zrobiło się głośno, gdy ówczesny właściciel klubu z Konwiktorskiej zaczął twierdzić... że został oszukany zarówno przez Sadloka, jak i przez Ruch. Defensor zaczął bowiem narzekać na problemy zdrowotne związane z dyskopatią i pech chciał, że ta dała o sobie znać akurat podczas pobytu w stolicy. Sadlok od początku miał więc tam pod górkę i po 1,5 roku wrócił do Chorzowa. Kontuzje go jednak nie opuszczały. Sezon 2013/14 stracił prawie w całości, więc postanowił zmienić otoczenie – i tak trafił do Krakowa, gdzie spędził ciągiem kolejne osiem lat. W Wiśle bywało różnie, ale zaliczył w niej grubo ponad 200 występów. Spotkał tam zresztą swojego obecnego trenera Dawida Szulczka, który pod Wawelem był asystentem ówczesnego szkoleniowca „Białej gwiazdy” Artura Skowronka. W ostatnim sezonie w Krakowie Sadlok... zanotował spadek. Coraz częściej był wtedy krytykowany, głównie pod kątem kłopotów motorycznych. W 2022 roku Wisła zleciała więc na zaplecze, a obrońca z Dankowic opuścił jej szeregi jako 33-latek. Również jednak trafił do I ligi. Gdzie? Rzecz jasna do Ruchu, ówczesnego beniaminka rozgrywek.
W ekipie Franza Smudy
W szeregach „Niebieskich” szybko stał się ważną postacią, choć... trochę trzeba było na niego poczekać, bo sezon zaczął od kontuzji. To właśnie przeklęte problemy zdrowotne były główną przyczyną tego, że Sadlok nigdy nie wyjechał z Polski, a w reprezentacji zagrał tylko 14 towarzyskich spotkań, gdy kadra pod okiem Franciszka Smudy szykowała się do Euro 2012. Powrót do Ruchu nie oznaczał jednak końca jego kariery, bo przecież – jak pamiętamy – 14-krotni mistrzowie Polski zanotowali sensacyjny awans do ekstraklasy, podczas gdy Wisła... tkwi na zapleczu po dziś dzień. Czy jeśli „Niebieskim” uda się wrócić do elity, to wróci z nimi także Sadlok? W poprzednim sezonie widać było, że wiek robi swoje i trudno będzie powiększyć liczbę jego występów na najwyższym szczeblu. Na ten moment zagrał w ekstraklasie 364 razy, tyle samo co łodzianin Marek Dziuba, co daje mu 23. miejsce w rankingu wszech czasów. Jednakże jeden z najważniejszych meczów w karierze Sadlok może zagrać nie w elicie, lecz na jej zapleczu. Przy wypełnionym (do końca?) Stadionie Śląskim z Wisłą Kraków, co czeka nas już jutro.
Im prędzej, tym lepiej
– Podchodzę do tego meczu bardzo emocjonalnie. Nie da się tego ukryć, ten jest on dla mnie bardzo, bardzo ważny. W Krakowie spędziłem osiem lat, w Chorzowie podobnie. Wierzę jednak, że to my przechylimy szalę zwycięstwa na naszą korzyść i trzy punkty zostaną tutaj – mówił przed meczem mistrzów Maciej Sadlok, którego zapytaliśmy o to, do którego klubu mu bliżej. W Wiśle zagrał 231 razy, w Ruchu – 172. – I do Wisły, i do Ruchu, po połowie. Często mówię o tym, że te dwa kluby wiele dla mnie znaczą i mam je w sercu oba. Natomiast w tym spotkaniu zrobię wszystko, aby to „Niebiescy” byli górą. Tylko to się liczy, choć w Wiśle przeżyłem dużo fajnych momentów. Bardzo miło wspominam tamten czas. Oczywiście, były lepsze i gorsze momenty, klub przechodził przez trudne lata, ale w takich chwilach drużyna często się zawiązywała. Do tej pory mam dużo znajomych i przyjaciół w Krakowie. Również kibicuję Wiśle, aby wróciła na odpowiednie tory – mówił Sadlok. – Życzę sobie, aby takie marki jak Wisła i Ruch były w ekstraklasie, bo pokazują siłę klubów, kibiców, historię. Im prędzej będą w ekstraklasie, tym lepiej.
Rywalizacja robi dobrze
Sadlok ostatnio narzekał na uraz, ale w starciu z „Białą gwiazdą” powinien być gotowy do gry. Inna sprawa... czy trener z niego skorzysta, bo konkurencja w defensywie jest bardzo duża. Tym bardziej że to właśnie ta formacja została najbardziej wzmocniona zimą, bo przyszedł uniwersalny środkowy obrońca Jehor Cykało oraz we wtorek lewy ofensywny obrońca Dominik Preisler. – Rywalizacja robi dobrze każdemu. Człowiek potrafi wyciągnąć wtedy z siebie jeszcze więcej. Nawet kiedy jest trudno, wie, że po piętach depczą mu już inny. Każdy trenuje po to, żeby grać. Poprzez rywalizację poziom naszej drużyny coraz mocniej rośnie – podkreślał Sadlok.
Piotr Tubacki
231 MECZÓWdla Wisły Kraków rozegrał w swojej karierze Maciej Sadlok. Strzelił w nich siedem goli i zanotował 22 asysty. 223 spotkania rozegrał w ekstraklasie
172 MECZE
dla Ruchu Chorzów rozegrał w swojej karierze Maciej Sadlok. Strzelił w nich trzy gole i zanotował sześć asyst. 110 spotkań rozegrał w ekstraklasie
53 888 WIDZÓW
to maksymalna liczba kibiców, jaka może pojawić się jutro na Stadionie Śląskim – Ruch wierzy, że będzie komplet