Piłkarz szczególnej wagi
Szymon Szymański wiosną może odegrać kluczową rolę w potencjalnym sukcesie, jaki chce osiągnąć Ruch.
Widok Szymona Szymańskiego z opaską kapitańską „Niebieskich” już nikogo nie dziwi. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
RUCH CHORZÓW
W chorzowskich szeregach nie brakuje piłkarzy, których kariery toczyły się w nieoczywistych kierunkach. Daniel Szczepan łączył zawodową grę z pracą na kopalni. Nowy-stary bramkarz Jakub Bielecki zdradził, że w ciągu ostatnich miesięcy rozglądał się za „normalną” pracą, a teraz ma szanse wygryźć z bramki Martina Turka, który jest kapitanem kadry Słowenii U-21. Z kolei Szymon Szymański przed czterema laty był o krok od zamiany dużego boiska na parkiet. Był piłkarzem Rekordu Bielsko-Biała i miał przejść... do Rekordu Bielsko-Biała, tyle że halowego, wtedy kilkukrotnego mistrza Polski z rzędu.
Miał to rzucić
Szymański miał wtedy 25 lat i podpisał nawet wstępny kontrakt z futsalową ekipą. Parkiet nie był mu obcy, bo w przeszłości grał w tę odmianę piłki nożnej, zdobywał nawet juniorskie tytuły. W jedenastoosobowym futbolu szczególnie mu nie szło; nie na tyle, aby zarobić na spokojne życie. Jednak kiedy miał go porzucić, nadeszła runda życia, gole strzelane seriami jako środkowy pomocnik i transfer z III ligi do pierwszoligowej Skry Częstochowa. Tam spotkał ważną postać w swojej karierze, czyli trenera Jakuba Dziółkę, który jako pierwszy wpadł na pomysł przekwalifikowania go ze środkowego pomocnika na środkowego obrońcę. Bielszczanin poradził sobie bardzo dobrze, a jako że Skra chyliła się w stronę spadku, przyszedł czas na następny krok – tym razem do Ruchu. Chorzowianie chcieli Szymańskiego już zimą sezonu 2022/23, ale częstochowianie postawili weto. Woleli jakość piłkarza niż drobne pieniądze ze Śląska, bo kontrakt „Szymy” i tak wygasał po sezonie. Transfer został „klepnięty”, ale na jego przeprowadzkę na Cichą trzeba było trochę poczekać.
Konflikt ze Szczepanem
Biorąc pod uwagę aspekty sportowe, początki w Ruchu nie były dla niego łatwe. Zresztą na wstępie... wdał się w lekki konflikt, a właściwie kontynuował ten zapoczątkowany jeszcze na boisku. Jak opowiedział w rozmowie z klubowymi mediami, gdy Skra w I lidze grała z „Niebieskimi”, odbył wiele pojedynków z Danielem Szczepanem, wiele dość brudnych i nie tylko piłkarskich. Na pierwszych zajęciach obaj panowie nie podawali sobie ręki, ale sprawa dość szybko została zażegnana. To był już okres ekstraklasy. Jak szło Ruchowi jesienią poprzedniego sezonu, chyba wszyscy pamiętają. Szymański był podstawowym zawodnikiem, ale nie do końca było wiadomo, czy jako pomocnik, czy obrońca. Trener Jarosław Skrobacz nie miał łatwego zadania, działając z ograniczonym potencjałem kadrowym, do którego zaliczał także gracza z Bielska-Białej. „Cóż mogę od niego więcej wymagać?” – pytał. Odszedł trener Skrobacz, potem trener Jan Woś i w Chorzowie pojawił się Janusz Niedźwiedź.
Niepodważalne miejsce
Dzisiaj to nazwisko nie kojarzy się przy Cichej najlepiej, ale obecny szkoleniowiec Stali Mielec zostawił po sobie w Ruchu kilka dobrych rzeczy. Zespół został w większym stopniu sprofesjonalizowany, nauczył się pewniejszej gry od własnej bramki, no i Niedźwiedź „stworzył” Szymańskiego. Gdy „Niebiescy” przeszli na system z trójką, „Szyma” został środkowym z trzech defensorów. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Nagle zaczął prezentować poziom ekstraklasowy, a umiejętności wyniesione z gry w środku pola znakomicie pasowały do taktyki, w której stoper musi rozgrywać piłkę. Doszedł do tego dalszy rozwój umiejętności defensywnych i tak Szymański po spadku Ruchu... zaczął dostawać oferty pozostania w elicie. W Chorzowie czuje się jednak dobrze, więc wszystkie odrzucił i pozostał w ekipie 14-krotnych mistrzów Polski. Dziś jest kluczową postacią drużyny, jedną z tych, których miejsce w wyjściowej jedenastce jest niepodważalne, a przecież przy wielkiej konkurencji nie jest to takie oczywiste. Urosła też jego rola w hierarchii, gdzie w kwestiach kapitańskich wyprzedził chociażby Szczepana. Za rok 2024 Szymański został wybrany najlepszym piłkarzem Ruchu, a niedawne przedłużenie jego umowy tylko potwierdziło, jak niesamowity rozwój nastąpił u 28-letniego bielszczanina.
Piotr Tubacki