Perła z Odessy
W Częstochowie chcą budować serię meczów bez porażki, nie tracąc przy tym bramek. To jest w prostej linii droga do mistrzowskiej korony.
Władyslaw Koczergin, lider „Medalików”, zapewnia skuteczność w ataku i siłę w obronie. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
Z dużą ostrożnością, ale i sporymi nadziejami zapowiadano w Częstochowie kolejny mecz na własnym stadionie z Górnikiem Zabrze, ponieważ nie dość, że podopieczni Marka Papszuna przy Limanowskiego 83 nie wygrali od ponad trzech miesięcy (2 listopada pokonali Stal Mielec), to jeszcze mierzyli się z bardzo niewygodnym dla siebie przeciwnikiem. Spotkanie skończyło się jednak po myśli „Medalików”, którzy odnieśli drugie z rzędu zwycięstwo w tym roku i przełamali domową niemoc, dzięki czemu są w tabeli tuż za plecami liderującego „Kolejorza”.
Lubi uderzać z dystansu
Złotą bramkę zdobył Władysław Koczergin, dla którego było to czwarte trafienie w tym sezonie. Ukrainiec znalazł się z piłką przed polem karnym, nikt z zabrzan do niego nie doskoczył, więc z ponad 20 metrów przymierzył tuż przy słupku. - Kiedy mam możliwość strzelać z daleka, to zawsze to robię. Nie ukrywam, że lubię i trenuję z przyjemnością uderzenia z dystansu – uśmiechał się Koczergin. - Dawno nie wygrywaliśmy w domu, więc to dla nas było bardzo ważne zwycięstwo. Każdy punkt się liczy. Zawsze wychodzimy na boisko z myślą o zwycięstwie. Budujemy serię meczów bez porażki. Teraz w dobrych nastrojach pojedziemy do Gdańska.
Urodzony w Odessie 28-letni pomocnik jest jednym z liderów Rakowa. Nic dziwnego, że cieszy się sporym zainteresowaniem na rynku, ale na razie nigdzie się nie wybiera. - To kręgosłup drużyny, członek jej rady, więc nie bierzemy pod uwagę jego odejścia – takie jest od dawna stanowisko działaczy Rakowa.
Perełki spod Jasnej Góry
Takich perełek – jak na polskie warunki – ma dziś więcej w kadrze trener Marek Papszun. I to w każdej formacji. W bramce jest Kacper Trelowski – w czterech tegorocznych meczach trzy razy na zero i już 205 minut bez straconej bramki, a w całym sezonie tylko trzynaście przepuszczonych strzałów, co jest najmocniej wyśrubowanym wynikiem w gronie 18 drużyn. Tak solidne tyły to także zasługa znakomitej formy kapitana Zorana Arsenicia i dobrej dyspozycji Stratosa Svarnasa, czy wracającego do jedenastki Ariela Mosóra. - Czekałem cierpliwie, bo wracam po poważnej kontuzji. Wiedziałem, że muszę wykorzystać szansę. Nie po to tyle pracowałem z rehabilitantami, by teraz coś zepsuć. Nie był to najlepszy mecz w moim wykonaniu, ale biorąc pod uwagę, że nie uczestniczyłem w całym cyklu przygotowań, a do gry wróciłem dopiero na obozie w Hiszpanii, mogę być zadowolony. Gdy będę łapał więcej minut na boisku, będzie coraz lepiej – zapewniał młodzieżowy reprezentant kraju.
Wracają Tudor i Ameyaw
Idąc dalej tym tropem, całkiem pokaźny wybór jest w ataku. W zespole są Jonatan Brunes, Leonardo Rocha i Patryk Makuch oraz nienominalny snajper Ivi Lopez. Trener Papszun mógłby rozważać grę więcej niż jednym napastnikiem, co jest paradoksem, bo Raków najczęściej wygrywa mecze w najskromniejszych rozmiarach, ale… – Dziś nie ma potrzeby gry dwójką w przodzie – tak Marek Papszun komentował pytanie o ewentualne wspólne występy Rochy i Brunesa. Oczywiście trener nie wyklucza żadnej opcji – Kończyliśmy mecz w Poznaniu z duetem napastników na murawie. A może się zdarzyć, że równocześnie będą na boisku i Brunes, i Rocha, i Makuch. To nie kwestia personaliów, ale systemu gry i sposobu poruszania się graczy – tłumaczył Papszun, a po starciu z Górnikiem opowiadał także o mocy swojej drugiej linii. - Cieszę się, że będziemy mogli dłużej popracować, bo gramy dopiero w poniedziałek. Wróci po kartkach Fran Tudor, mam nadzieję, iż dołączy już Michael Ameyaw, który od jakiegoś czasu się rehabilituje. Trochę zmartwienia mam z nadmiarem kartek Gustava Berggrena, ale było wiadomo, że kiedyś ten moment przyjdzie, więc poradzimy sobie.
Zbigniew Cieńciała